sobota, 12 grudnia 2015

Wojny żywiołów. Przebudzenie ziemi: Udręczeni - Michał Podbielski - Recenzja książki

Skomplikowana fantastyka - w sam raz na jesień lub na noce, kiedy nie możesz zasnąć...

Imperium Koralu ma zacieśnić swoje więzy z królestwem Wysokich Stepów. Stać ma się to poprzez związek małżeński piętnastoletniej Juliany i jej świeżo poślubionego męża Nemzisa. Parę czeka upojna noc, która przypieczętuje połączenie się dwóch krain. Jednakże Juliana nie spędzi ten nocy w objęciach męża, zostanie zgwałcona i wyrzucona przez okno i wydaje się, że happy endu nie będzie. Chcecie czytać dalej? Ja tak.

Wojny żywiołów

Wojny żywiołów. Przebudzenie ziemi: Udręczeni - Michał Podbielski

Wydawnictwo: Żywioły

Stron: 671

 

Książkę dostałam od autora dobre kilka miesięcy temu i nijak nie mogłam się za nią zabrać. A to nawał pracy, a to choroba, czyli można powiedzieć, że jak nie urok, to... rozwolnienie. W końcu jednak udało mi się zasiąść do lektury i nawet się cieszę, że stało się to tak późno. "Wojny żywiołów" Michała Podbielskiego to pozycja skomplikowana i zawiła, a więc wymagła poświęcenia jej należytego czasu i maksymalnie dokładnej lektury.

Jak tu się nie zgubić w tych żywiołach? 


Powieść ma wiele wątków jest bardzo rozbudowana, a ilość występujących w niej bohaterów jest doprawdy imponująca. Muszę przyznać, że autor musiał się z tym nieźle napracować, a i planowania musiało być tutaj sporo. Tytułowe żywioły znaleźć możemy niemalże w każdej części książki, a do tego dochodzi nam jeszcze cała masa realistycznych i mniej rzeczywistych postaci. Śledzimy losy politycznych rozgrywek, żołnierzy, a także istot boskich i magów. Błędem byłoby jednak patrzeć na tę książkę tylko pod kątem historii, która się w niej toczy. Tutaj trzeba spojrzeć głębiej, dostrzec metaforyczne przesłania i wyższe idee, które zostały umiejętnie wplecione w treść.

Mazibis zakończył przed chwila liturgię i właśnie przygotowywał zwierciadło wody do odbioru raportów z odległych części Imperium. Duża marmurowa misa wypełniona była krystalicznie czystą wodą. Skupił się i zagłębił w modlitewnym transie. Kapłani nie używali magii jak magowie. Nie potrzebowali dostępu do Tamy, ani poszerzania Koryt w umyśle.

Mocne i słabe strony książki 

Na pochwałę zasługuje przede wszystkim autentyczność opisów i emocje, które biją z każdej strony. Mamy tutaj dużo brutalności, wiele wzlotów i upadków oraz ciągłą walkę i mieszaninę charakterów, które raz się dopełniają, a innym razem wykluczają. Z racji złożoności utworu, niezwykle pomocne są mapki, które znajdują się na początku książki. Dzięki nim czytelnik może łatwiej rozeznać się w tym, gdzie dzieją się dane zdarzenia. Mamy tutaj dynamikę, dosłownie szybkie kardy jak z filmu, które na chwilę informują nas o czymś i przenoszą zaraz w całkiem inną rzeczywistość.

Tym, co nie do końca mi się podobało, był sposób wydania książki. Czytanie jej w soczewkach było dość trudne. Czcionka nie należy do moich ulubionych, a sposób zadrukowania stron sprawia, że treść jest ściśnięta. Strony mają bardzo małe marginesy a przy ponad 600 stronach rozłożenie książki tak, żeby "doczytywać" skrajne słowa przed marginesami, było dla mnie po prostu trudne. Ubóstwiam szerokie marginesy i uprasza się wydawców: drukujcie mniej tekstu na stronie. Z pewnością ułatwi to czytanie.

Czy Wojny Żywiołów mnie udręczyły?


Szczerze mówiąc, kiedy przeczytałam podtytuł "Udręczeni", pomyślałam sobie, że to może być droga przez mękę, ale wcale tak nie było. Co prawda początek książki jest ciężki, ale jeżeli przejdzie się go skrupulatnie, to później idzie już z górki. Z pewnością tej książki nie da się czytać w biegu. Żeby wydobyć całe jej piękno, należy poświęcić na czytanie odpowiednią ilość czasu. "Wojny żywiołów" Michała Podbielskiego wciągają, ale tylko wtedy, kiedy damy im na to szansę. W wojnę trzeba się przecież angażować na całego. Ktoś, kto wychodzi tylko popatrzeć, prędzej czy później zaliczy gdzieś kulkę...

P.S. Próbowałam książce za wszelką cenę zrobić ładne zdjęcia. Ustawiam ją na wszelakie możliwe sposoby, w różnym świetle, fotografowałam na różnych ustawieniach aparatu, a ona jak na złość nie chciała współpracować. Macie jakieś sposoby na dobre fotografowanie lśniących okładek i innych, odbijających światło powierzchni?


1 komentarz:

  1. Oj, nie zachęciła mnie ta książka; i nie moja tematyka, i ten trudny początek też przyciąga.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią dotyczącą wpisu.