niedziela, 4 października 2015

Miłość bez scenariusza - Tina Reber | Recenzja książki

Z miłością nie wygrasz. Przychodzi albo nie.

Piękna, Polska jesień zaskoczyła mnie niemile ostrym przeziębieniem i niestety w takim czasie nie pozostaje nic innego, jak łóżko i książka. Dzisiaj przychodzę do was z recenzją "Miłości bez scenariusza" Tiny Reber. Opasłe tomiszcze stało na mojej półce już ponad pół roku i jakoś nie mogło doczekać się przeczytania. Zniechęcała przede wszystkim dość duża objętość, bo książka ma aż 670 stron, ale czy było warto? O tym już za chwilę.

Miłość bez scenariusza

Miłość bez scenariusza - Tina Reber

Wydawnictwo: Akurat
Stron: 670


Nigdy jeszcze nie czytałam żadnej książki Tiny Reber, więc nie mogłam nawet przypuszczać, z czym będę mieć do czynienia. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to fakt, że książka jest naprawdę dobrze pomyślana i fajnie wydana. Mam w domu kilka pozycji wydawnictwa Akurat i tutaj muszę stwierdzić, że naprawdę wiedzą, jak wydawać książki. Format jest idealny, czcionka dobrze dobrana, książka szeroko się otwiera, a co za tym idzie nie musimy jej wyginać i odkształcać. Z pewnością wiecie, co mam na myśli. Przy niektórych książkach trzeba się nieźle namęczyć, żeby rozchylić strony, inne natomiast otwierają się bardzo łatwo. Jeżeli chodzi o wygodę czytania, to "Miłość bez scenariusza" Tiny Reber dostaje mocną piątkę z plusem.

A co w środku?


Książka na pierwszy rzut oka od razu wygląda nam na romans. Nie lubię czytać tego gatunku i naprawdę na palcach jednej dłoni mogę policzyć, ile takich książek w życiu przeczytałam. Jednakże tutaj mamy coś innego, dostajemy historię ponadprzeciętną. W życiu dwudziestoletniej właścicielki pubu Taryn Mitchell pojawia się Ryan Christensen - światowej sławy aktor. Nietrudno się domyślić, że tytułowa miłość będzie dotyczyła właśnie tej dwójki.

Nie myślcie, że czekają nas flaki z olejem, wręcz przeciwnie. Z każdą kartą książki poznajemy trudne uczucie i skomplikowane życiowe wybory, które nie zawsze okazują się być dobre dla bohaterów. Widzimy przewrotność życia, drugie oblicze sławy, która, mimo że opłacalna i łechcąca ego, może tak naprawę zabić życie prywatne. Większość z nas wzdycha nam myśl o życiu celebrytów, ale mało kto zastanawia się, czym to tak naprawdę jest okupione. Po lekturze tej książki nie będzie trzeba się już zastanawiać. Uderzy to nas aż nazbyt dobitnie.

Nigdy nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego kobiety wpadają w histerię już na sam widok znanego piosenkarza czy aktora. Na nagraniach z koncertów traciły zmysły, ledwie ujrzały Elvisa czy Beatlesów. Krzyczały, płakały, mdlały... Nie wątpię, że to było ekscytujące, ale z drugiej strony, należało jednak panować trochę nad emocjami. Nie rozumiałam tego.

Książka Tiny Reber

Miłość bez scenariusza - ok czy szmira?


Moja początkowa niechęć do tej książki okazała się bezpodstawna. Fakt, że "mówi" ona o miłości, nie oznacza, że dostajemy nudną, literacką breję. Nie w tym przypadku. Lektura była naprawdę ciekawa, momentami wzruszająca, innym razem mobilizują. Miała tak naprawdę wszystko, czego można oczekiwać od dobrej książki bazującej na uczuciach. Moim zdaniem to doskonała propozycja na takie dni jak teraz. Książka jest lekka w odbiorze, średnio wciągająca, dająca do myślenia, a przede wszystkim pozwalająca poznać życie gwiazd od kuchni.

Mocnym punktem książki "Miłość bez scenariusza" jest pierwszoosobowa narracja Taryn. Dzięki temu historia nabiera dynamiki i  powoduje, że czytadło w wykonaniu Tiny Reber jest naprawdę niczego sobie.

Czytaliście lub macie ochotę przeczytać? Czy tylko ja nie lubię miłosnej tematyki w książkach, czy wy też tak macie? :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Podziel się swoją opinią dotyczącą wpisu.