środa, 17 grudnia 2014

Cena purpury - Frank S. Becker | Recenzja książki

Dla władzy można zrobić wszystko...

Ostatnio pokazywałam wam książkę Zmierzch orła, dziś przyszedł czas na drugą jej część. Książka "Cena purpury" Franka S. Beckera jest kontynuacją przygód Flawiusza. Czytanie jej było jak deja vu, miałam wrażenie, że cofnęłam się z powrotem do Zmierzchu orła. Jak to wszystko wyglądało, tego dowiecie się za chwilę.

Biorąc w ręce książkę Cena purpury, miałam nieodparte wrażenie, że dotyczyć ona będzie w jakiś sposób papiestwa. W mojej głowie już rozgrywały się mordercze sceny walki o władzę, jednakże ta wyobraźnia trochę się zagalopowała. W rzeczywistości druga część przygód Flawiusza jest niezmiernie podobna do pierwszej. Mamy wrażenie, że przeżywamy tą samą historię i mimo, że główny bohater jest już dorosły, to nasuwają nam się skojarzenia z jego wiekiem młodzieńczym.



Cena purpury
Cena purpury - Frank S.Becker
Wydawnictwo:Wydawnictwo M
Stron: 476


Akcja jest szybka i Flawiusz ani przez chwilę nie odpoczywa, czy to jednak dobrze zrobiło utworowi? Moim zdaniem nie, bo nie czuć tej spójności, tego tempa, które byłoby dla czytelnika odpowiednie. Mamy wrażenie, że pędzimy z nim przez wiele wydarzeń, a są one tak jakby niepotrzebne. Flawiusz jakimś dziwnym trafem przyciąga kłopoty, w jego życiu pojawia się wyraźny wątek polityczny i rywalizacja o to, kto będzie lepszy.
Rzymowi potrzebny był zupełni inny system przekazywania władzy, jeśli nie chciał upaść wyniszczany niekończącymi się wojnami domowymi. Raz na zawsze należało zrobić porządek z nieustannymi walkami generałów o purpurę, kiedy to barbarzyńcy naruszali granice, a tymczasem legiony wyrzynały się wzajemnie.

Bardzo mocną stroną tej książki są opisy, to obrazowanie, pokazywanie czytelnikowi, jak wyglądało życie, jakie były zwyczaje. Tylko, że po raz kolejny ta otoczka przyćmiewa prawdziwą akcje. Flawiusz o prostu "dzieje się w tle", on jest i coś przeżywa, ale równie dobrze mogłoby go nie być. Flawiusz zmaga się z losem o życie, o miłość. Ta ostatnia jest bardzo ważnym wątkiem w powieści, bowiem Aqmat, żona Flawiusza adorowana jest przez Aureliusza, jego"pseudoprzyjaciela". Flawiusz musi więc walczyć, za darmo nic nie ma.

To, co rzuca się nam w oczy to fakt, jak Frank S. Becker potrafi wpleść w utwór ogrom informacji historycznych, chwała mu za to, ale na tym urok książki się kończy. Z pewnością nie jest to mój typ, czytałam lepsze pozycje. Dowiedzieć można się dużo, "Cena purpury" ma w sobie to coś, ale całość w jakiś dziwny sposób męczy i nic nie mogę na to poradzić. Dla mnie ta cena purpury była zbyt wysoka.

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od:


 Czytaliście? Jak oceniacie Cenę purpury?

sobota, 13 grudnia 2014

Zmierzch orła - Frank S. Becker | Recenzja książki

Kiedy przychodzi zmierzch, życie przestaje być takiej, jakim wydawało Ci się być...

Starożytny Rzym do dziś dnia napawa nas nieprzerwaną zadumą, ale również podziwem. Piękna infrastruktura, niezwykle rozwinięta ekonomia i gospodarka, nawet ludzie wydawać by się mogło, jacyś inni. 1700 lata temu Rzym był potęgą, ale na każda potęga kiedyś poupada i o tym właśnie jest "Zmierzch orła", książka Franka S. Beckera.

Zmierzch orła to historia rzymianina Flawiusza, który urodził się w czasach, w których Cesarstwo Rzymskie napadli Germanie. Niełatwy moment w historia sprawia, że codzienne życie rzymian ulega całkowitej zmianie. Flawiusz wychowywany przez wuja Juliusza, w pewnym momencie podejmuje decyzje, że chce odnaleźć swojego ojca. Czternastolatek stracił matkę i postanawia odnaleźć ostatnią opokę, jaka mogłaby dać mu poczucie przynależności. Lata mijają, a Flawiusz z nieroztropnego młodzieńca staje się mężczyzną.

Co do samej fabuły książki, to przyznam szczerze, mam mieszane uczucia. Ok, jest sobie ten nasz Flawiusz i podejmuje on różne wybory, ale to, co naprawdę zwraca uwagę w tej książce, to wątki historyczne i unaocznienie nam tego, jak wyglądało życie w starożytnym Rzymie. Części informacji z pewnością nie posiądziemy na lekcjach historii, trafiają one do nas przypadkiem, właśnie tak, jak ta w tej książce.
 
Zmierzch orła
Zmierzch orła - Frank S. Backer 
Wydawnictwo: M 
Stron: 483

Flawiusz poznaje nauczyciela - Ulixesa i wraz z nim wyrusza w podróż. Wędrówka Flawiusza i Ulixesa jest raczej standardowa. Obaj poznają nowych ludzi, cudem uchodzą śmierci spod kosy i wspierają się wzajemnie, ale Zmierzch orła niestety nie dostarcza nam postaci, którą moglibyśmy polubić i z którą możemy się w jakikolwiek sposób zidentyfikować. W moim mniemaniu aktor położył tak duży nacisk na kwestie merytoryczne, że zabrakło mu weny i pomysłu do tego, żeby ożywić postacie tak, by wydawały nam się broczyć krwią i łamać prawdziwe kości.
Próba dotarcia do celu okazała się być walką z czasem. Do zapadnięcia zmroku pozostała niecała godzina. Ulixes i Flawiusz od trzech dni nie zsiadali z siodeł, bardziej uciekając niż podróżując. Początkowo podążali rzymską drogą wzdłuż Neckar, aż wreszcie u kresu równiny ich zmęczone twarze oświetliło wschodzące słońce.

Książka Zmierzch orła Franka S. Beckera jest z pewnością świetną pozycją historyczną. Autor przenosi nas w realia starożytności z chirurgiczną wręcz precyzją. Poznajemy wraz z nim dwór Germanina, prowincję miasta, targ. To wszystko jest bardzo obrazowe, pozwala wczuć się w tamte czasy, zasmakować ich i spróbować wyobrazić sobie jakby to było, gdybyśmy nagle przenieśli się w czasie.

Mocnymi stronami Zmierzchu orła są na pewno:

- Porządne wydanie
- Przystępny język
- Zobrazowanie historii
- Wartość merytoryczna

Tak jak wspomniałam wcześniej, mnie fabuła zbytnio nie porwała, ale nie zmienia to faktu, że Zmierzch orła to książka napisana w prawdziwe profesjonalnym stylu. Nie porywa, ale też nie zanudzi, nie polubimy postaci, ale jednocześnie wydadzą nam się być one bardzo naturalne, doskonale osadzone w tych konkretnych czasach. Moim zdaniem książka zasługuje na uwagę choćby dlatego, że możemy się z niej wiele dowiedzieć. Ci, którzy pasjonują się historią starożytnego Rzymu, z pewnością będą zachwyceni, ci natomiast, którym ta tematyka jest obca, prawdopodobnie nie doznają zachwytu.

Na końcu książki otrzymujemy bonus, tablice chronologiczne z wypisanymi zdarzeniami historycznymi oraz słowniczek, a to każe nam sądzić, że autor prawdziwie przyłożył się do swojej powieści i zanim postała, posiadł on odpowiedni zasób wiedzy.

"Zmierzch orła" Beckera ma również drugą część pt. "Cena purpury", na recenzję której zapraszam niedługo. Co prawda książkę już przeczytałam, ale musi poczekać na swoją kolejkę publikacji :)

Czytaliście Zmierzch orła? Co sądzicie o tej pozycji?

czwartek, 11 grudnia 2014

Bestsellery, których nikt nie chciał wydać!

Nie każdy autor od razu stał się popularny i nie każda książka od razu zaczęła rozchodzić się w milionach egzemplarzy. Niektóre dzieła na swój prawdziwy triumf musiały poczekać kilka, a nawet kilkanaście lat. Zobacz książki, których nikt nie chciał wydać i autorów, którzy nie przestali nigdy wierzyć w swój sukces.


Harry Potter

1. Harry Potter - J.K Rowling


Kiedy Rowling napisała pierwszą część przygód Harrego Pottera bezskutecznie poszukiwała wydawcy. Ci jednak ciągle odmawiali twierdząc, że powieść nie nadaje się dla młodych czytelników, bo jest zbyt skomplikowana. Jane była jednak niezłomna i po roku czasu udało jej się znaleźć wydawnictwo, które przyjęło książkę. Niestety autorka musiała się podporządkować jego regułom i pójść na kompromis, który polegał na:

- Podaniu jedynie inicjałów imienia autora, żeby nie było można rozróżnić jakiej jest płci.
- Zmianie tytułu książki.
- Zmianie jej treści.

Opłacało się, bo dziś Rowling jest bogatsza nawet od królowej Elżbiety II.


Władca Pierścieni

2. Władca Pierścieni - J.R.R Tolkien


Władca Pierścieni zamówiony został przez wydawnictwo Allen&Unwin, jednakże to po otrzymaniu gotowego utworu okazało się być bardzo niekonsekwentne, bo odmówiło przyjęcia go w oryginalnej formie. Tolkien nie zgodził się na zmiany i poszedł dalej, kolejne wydawnictwo stwierdziło, że Władca jest zbyt długi i wyda go, jeśli autor skróci utwór. Na szczęście i tym razem Tolkien nie uległ presji. Suma sumarum trylogia została jednak wydana przez wydawnictwo Allen&Unwin, dzięki Raynerowi Unwinowi, który zakochał się w twórczości Tolkiena.

Historia zyskała ogromny rozgłos i stała się niemalże klasykiem, ale mało brakowało, a nigdy nie ujrzałaby światła dziennego.


Carrie

3. Carrie - Stephen King


Mistrz horroru był kiedyś niedocenianym, młodym twórcom któremu odmawiano 30 razy! Mimo, że jego Carrie to dzisiaj jedna z najlepszych książek gatunku, to mało brakowało, a nigdy nie zostałaby wydana, a świat nie poznałby króla Stephena. Maszynopis Carrie uratowała żona Kinga, po prostu wyciągnęła go ze śmietnika, gdzie wylądował w wyniku frustracji spowodowanej ciągłymi odmowami wydania.

Kiedy jednak książka została wydana, od razu stała się bestsellerem, była całkiem inna, świeża i nieprawdopodobnie obrazowa. King zaczął zdobywać popularność, pisał dalej i dziś Ci, którzy nie chcieli go wydawać, plują sobie pewnie w brodę.


Przeminęło z wiatrem

4. Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell


Zanim Przeminęło z wiatrem stało się jedną z najpopularniejszych książek świata, została odrzucona przez czterdziestu wydawców. Książka jednak obroniła się sama, nie dość, że sprzedano ją w trzydziestu milionach egzemplarzy, to jeszcze otrzymała nagrodę Pulitzera, a to już nie w kij dmuchał.

Margaret Mitchell stworzyła powieść, która była wielokrotnie powoływana do życia, którą zekranizowano z ogromnym powodzeniem i która do dziś dnia znana jest na całym świecie. Ocena wydawców okazała się błędna, zresztą do dziś dnia wiele książek z ogromnym potencjałem odpada w przedbiegach, bo komuś się nie podobają.


Władca much

5. Władca much - William Golding


Dzisiaj Władca much jest książką z kanonu lektur, kiedyś jednak dwudziestu wydawców oceniało go, jako książkę nudną i nienadającą się do publikacji. Jak to możliwe, jeżeli ostatecznie otrzymała ona Nobla w dziedzinie literatury? William Golding był doskonale świadomy wyjątkowości swojego dzieła i nie zrażał się pierwszymi niepowodzeniami.

Upór i konsekwencja doprowadziłby go do szczęśliwego finału i jego książka stała się hitem, prawdziwym klasykiem, którym zachwycają się dzisiaj tłumy.

To, czy ktoś potrafi pisać czy nie, jest kwestią subiektywną. Wydawnictwa nierzadko popełniają wielki błąd odrzucając napływające do nich propozycje. Ich stratą natomiast cieszy się ktoś inny, ktoś, kto docenia sztukę górnolotną, a nawet taką, która nie rokuje dobrze na przyszłość. Ponoć Bóg kocha odważnych i takim tylko zsyła powodzenie.

Co na ten temat sądzisz? Znasz inne książki, które nie mogły znaleźć wydawcy?

wtorek, 9 grudnia 2014

Ścieżka nad drogami. Fraktale - Bohdan Urbankowski | Recenzja książki

Trudno, jeszcze trudniej. Przecież nikt nie powiedział, że wszystko będzie takie proste...

Od kiedy tomiszcze "Ścieżka nad drogami. Fraktale" wpadło w moje ręce, minęło już sporo czasu. Nigdy jednak nie miałam go na tyle, żeby się nim zająć, a szkoda, bo jest czym. Książka Bohdana Urbankowskiego z pewnością nie należy do najłatwiejszych. Kto zna tematykę fraktali, ten wiem, że same w sobie bywają dość zagadkowe. Przejdźmy jednak do rzeczy...

Trzeba autorowi przyznać, że jego twórcza płodność nie ma końca. Książka jest ogromna, zabrać się za nią, to tak jakby próbować zmierzyć się z całym wojskiem. Jednakże jest też w pewnym sensie przekorna, okładka ani tytuł właściwie nic nam nie mówi o zawartości. Nic, co mogłoby nas naprowadzić na jakikolwiek trop. Prawdę musimy odkryć sami, a ta nie jest taka prosta, jak nam się wydaje.



Ścieżka nad drogami

Ścieżka nad drogami. Fraktale - Bohdan Urbankowski
Wydawnictwo: M
Stron: 500

Akcja książki osadzona jest w powojennej Polsce, jak wtedy było - wszyscy wiemy. Dlatego też autorowi niezwykle udało się wplecenie wątków moralnych i swego rodzaju ponadczasowości niektórych zachowań. Streszczanie choćby części wydaje się być mocno niewłaściwe, książka jest bowiem trudna, ale w takim pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bohdan Urbankowski w powieści "Ścieżkach nad drogami. Fraktale", stara się nam przekazać prawdy dotyczące patriotyzmu, wiary i własnej niezłomności. Z jednej strony czytamy perypetie ludzi żyjących w odradzającej się Polsce, ale z drugiej dostajemy prawdziwą lekcję życia. Lekcje trudną, ale niezwykle podnoszącą na duchu.
A jednak myślę, że nasza praca miała większe znaczenie, niż sądziliśmy wówczas - tyle, że zmiany, które powodowała, były początkowo niewidzialne.
Już sam początek książki zapowiada się niezwykle interesująco. Wszystko zaczyna się od pewnej fotografii i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ludzie, którzy się na niej znajdują, zaczynają umierać w takiej kolejności, w jakiej stoją na zdjęciu. Czujemy dreszczyk emocji i zastanawiamy się, co będzie dalej. Urbankowski nie jest amatorem, wie jak budować napięcie i jak w pozorne sytuacje wplatać drugie dno.

Dla nas, Polaków II wojna światowa nie jest łatwym tematem, mieliśmy wtedy czas zwątpienia, strachu i bezsilności, a później musieliśmy się z tymi emocjami mierzyć. Wydaje się, że "Ścieżka nad drogami. Fraktale" to swego rodzaju rozliczenie autora z tamtymi czasami, czytając tę pozycję, główna historia dosłownie schodzi na boczny tor, zatracamy się w tym głębszym przekazie. Przekazie młodego bojownika w wolność, który ze wszech miar przeciwstawia się systemowi i nie boi się o tym mówić. Autor nie stroni od unaoczniania czytelnikowi swojego życia, jego książka jest bardzo przemyślana, głęboka. Mówi o czasach szkolnych, o pochodzeniu, o swojej rodzinie.

Książka uczy nas, że wszystko co robimy, ma później odzwierciedlenie w naszej rzeczywistości. Te wybory kiedyś wracają w takiej czy innej formie. "Ścieżka na drogami" jest natomiast naszą własną ścieżką i tylko od nas samych zależy, jak pokierujemy swoim życiem. Czy dokonamy właściwych wyborów, czy będziemy cierpieć przez coś, co zrobiliśmy niewłaściwie. Każdy z nas ma swoje własne fraktale, każdy szuka drogi do tych gwiazd, które zwą się szczęściem. Bylebyśmy tylko znaleźli właściwą...

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od:


piątek, 5 grudnia 2014

Kłamią, że czytają, żeby lepiej się prezentować

Poziom czytelnictwa w naszym kraju nadal jest na bardzo niskim poziomie. Wystarczy wejść do centrum handlowego z ruchliwy dzień i zobaczyć ilu ludzi znajduje się w księgarni, a ilu przymierza nowe ciuchy albo testuje wypasiony sprzęt. Wydaje się, że nas Polaków książki nie kręcą. Najbliższe mi biblioteki, mimo ogromnego asortymentu, często świecą pustkami. Czytanie książek nie jest na liście naszych priorytetów. Niestety.

Ostatnimi czasy modna była akcja "Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka". Miała ona ponoć promować czytanie, jako niezbędny warunek do tego, żeby dwoje ludzi było sobą zainteresowanych. Ileż to się pojawiło lajków, ileż komentarzy, że tak właśnie powinno się postępować, że po co nam taki partner, który nie czyta. Jednakże było też tak, że najgłośniej krzyczeli Ci, którzy boją się książek, jak diabeł święconej wody. Dlaczego? Otóż skoro czytanie jest dzisiaj takim wyznacznikiem poziomy społecznego, to głupio tak być w tyle i trzeba udawać, że rzeczywiście się czyta.

Czytają czy udają?

Znam naprawdę niewiele osób, które nie czytają i jawnie się do tego przyznają. Mówią, że nie mają czasu, że dużo pracy, obowiązków, a później to nawet ochoty nie ma. Marne wytłumaczenie ale ok. Najbardziej jednak deprymują Ci, którzy pozują na takich oczytanych, chcą za wszelką cenę udowodnić, że parają się wyższą sztuką, ale ledwo co są w stanie przesylabizować napis na etykiecie z piwem. To są tacy koneserzy, wiecie, oni wychodzą z założenia, że lepiej czytać mało, ale za to tekst, który się naprawdę w życiu przydaje. A przecież rozróżnianie jak produkowane jest dane piwo i jaką ma zawartość alkoholu, też jest niezmiernie istotne.

Ludzie kłamią, że czytają, żeby przypodobać się płci przeciwnej, nie dać plamy w towarzystwie czy zwyczajnie, żeby podnieść własne poczucie wartości. Niestety to widać, bardzo łatwo można taką wiadomość zweryfikować. Oni jednak o tym nie myślą, wydaje im się, że jeśli powiedzą: jak też bardzo lubię tego pisarza, to słuchacz łyknie i nie będzie drążył sprawy. Ten jednak wie gdzie się prawda zaczyna, a gdzie kończy.

Na samym początku prowadzenia tego bloga, stworzyłam zestawienie 12 powodów, dla których warto czytać książki. Dziś wydają się być one właśnie tymi pobudkami, które stoją za ludźmi udającymi, że czytają. Chcą oni przecież dostać lepszą pracę, być bardziej atrakcyjni dla płci przeciwnej i sprawiać wrażenie intelektualistów. Szkoda tylko, że tak często nie ma to żadnego pokrycia w rzeczywistości. Czytanie książek jest piękne, ale trzeba to robić naprawdę, nie na niby...

Co Ty sądzisz o udawaniu miłości do książek? Jaki w tym cel, jak efekt?

środa, 3 grudnia 2014

Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie - Michele Primi | Recenzja książki

Mieli wszystko - sławę, pieniądze i wolność, ale stracili to szybciej niż inni...

Gwiazdy, celebryci, ikony muzyki, który mogły jeszcze szturmem podbijać świat - odeszli. Zginęli w wypadkach, popełniali samobójstwa, padali ofiarami psychofanów. Różni ich wszystko, począwszy od pochodzenia i muzyki, jaka się trudnili, a na osiągnięciach kończąc. Łączy natomiast jedno - wszyscy umarli przedwcześnie. Książka Klątwa rock and rolla autorstwa Michele Primi, przedstawia sylwetki największych gwiazd estrady począwszy od Roberta Johnsona zmarłego w 1938 roku, a na Whitney Houston kończąc.

Album autorstwa Michele Primi zawiera w sobie 63 krótkie historie twórczości i upadku największych gwiazd rock and rolla i stylów "okołorockandrollowych". Historie piękne, aczkolwiek kończące się zbyt wcześniej. Wcześniej niż byśmy chcieli. Autor w tytule swojej książki zawarł hasło KLĄTWA. Wydaje się ono być jak najbardziej adekwatne, bowiem dziwnym jest, że tak wiele znanych postaci muzyki, nie dożyło wieku sędziwego. Odeszli w różnych okolicznościach, jednakże po ich śmierci zawsze pozostawała jakaś pustka.

Klątwa rock and rolla
Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie - Michele Primi
Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr
Stron: 272


Książka "Książka Klątwa rock and rolla" zawiera podstawowy pakiet informacji na temat każdego z przedstawionych w niej artystów:
  • Gdzie i w jakich okolicznościach dana osoba przyszła na świat.
  • Jak zaczynała swoją karierę.
  • Jak ta kariera się rozwinęła.
  • Jaki był koniec, ewentualnie co daną gwiazdę doprowadzało do upadku.
W przypadku sporej liczby gwiazd powtarza się schemat alkoholu i narkotyków. Mimo, iż byli ulubieńcami tłumów, to ich wrażliwe, artystyczne dusze były zbyt kruche, żeby móc na trzeźwo egzystować w ówczesnym świcie. Popadali w nałogi, a one nieuchronnie ściągały ich na samo dno rozpaczy. Przez używki czy leki zginęli m.in  Elvis Presley, Kurt Cobain, Amy Winehouse czy Janis Joplin.

Inni ginęli od postrzału szaleńca, jak np. John Lenon, niezaleczonej infekcji - Bob Marley, w wyniku utopienia, tak jak Brian Jones, czy przez AIDS jak Fredie Mercury. Za każdym razem śmierć gwizdy była niespodziewana, mimo że w większości przypadków ich życie wisiało na włosku, opinia publiczna była niezwykle zdruzgotana tym, że jednak zakończyli swoje życie. Wydawać by się mogło, że postrzegano ich jako herosów, których nikt i nic nie jest w stanie zniszczyć. Jednakże mimo niebywałych talentów, niczym się od nas nie różnili.

Gwizdy, które odeszły za wcześnie

Gwiazdy, które odeszły w szczycie kariery


Książka nie zagłębia się zbyt bardzo w przedstawione w niej historie, jest swego rodzaju zestawieniem, próbą ukazania wspólnego mianownika dla największych gwiazd muzyki i być może przestrogą dla tych, którzy jeszcze żyją. Non omnis moriar - jak powiedział Horacy, nie wszystek umrę i oni też nie umarli. Pamięć o niż żyje w sercach bardzo wielu ludzi, częstokroć zyskiwali oni prawdziwą sławę dopiero po swojej śmierci. Na usta ciśnie się jednak pytanie, czy przypadkiem niektórzy z nich celowo i świadomie nie przyspieszali swojej śmierci po to, żeby zgasnąć u szczytu swych możliwości? Być może bali się tego, co z nimi będzie, kiedy najlepsze lata przeminą, zmienią się gusty muzyczna, a oni się wypalą?

Na te i wiele innych pytań nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Czytając książkę "Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie" to książka, dzięki której możemy pobieżnie poznać sylwetki ludzi, którzy na zawsze zmienili oblicze tego świata. Wyciągać wnioski, skupić się nad ich życiem i osiągnięciami i zastanowić, ile ich jeszcze musi zginąć? Bo klątwa na pewno się nie skończy, nawet, jeżeli jest tylko przenośnią, to i tak pokazuje, że hulaszcze życie, w którym nie ma zasad, w którym wszyscy wielbią Cię jak Boga, może się skończyć tragicznie. Jedyną pewną rzeczą jest natomiast, że im bardziej zagadkowa ich makabryczna będzie śmierć, tym na dłużej zapisze się na kartach historii.

Widzę siebie jako wielką, płonącą kometę, spadającą gwiazdę. Wszyscy się zatrzymują, wskazują na nią i z trudem łapiąc powietrze , wołają: "Och, spójrzcie!" I wtedy - świiist i już mnie nie ma... I nigdy więcej czegoś takiego nie zobaczą... I nie będą w stanie mnie zapomnieć - nigdy.
Książkę czyta się dość szybko, mimo iż z pozoru wydaje się być dość objętościowa, to jej większą część stanowią reprodukcje zdjęć artystów i wydruki gazet informujące o ich śmierci. Pozycja ta będzie z pewnością gratką dla tych, którzy pasjonują się muzyką i chcieliby poznać zestawienie tych, którzy mieli w niej najwięcej do powiedzenia.




poniedziałek, 1 grudnia 2014

Chleb nas zabija! Dieta bez pszenicy - William Davis | Recenzja książki


Czy podstawowy produkt spożywczy może być przyczyną większości chorób?

Większość z nas je pieczywo praktycznie każdego dnia. Nie zastanawiamy się nad tym, jak działa ono na nasz organizm. Jeżeli ktoś nam mówi, że chleb jest niezdrowy, to w zasadzie wyśmiewamy go bezlitośnie i zastanawiamy się, jak coś, co jedzono od wieków, może być szkodliwe. Książka "Dieta bez pszenicy" Williama Davisa obala mit korzyści wynikających ze spożycia chleba. Okazuje się, że to jeden z najgorszych produktów, jaki możemy sobie tylko wyobrazić.

Davis pisze o tym, jak wyglądała pszenica na przestrzeni wieków. Podaje informacje na temat tego, że my w obecnych czasach tylko mamimy się przekonaniem, że zjadamy zdrowe zboże. W rzeczywistości dzisiejsza pszenica to twór modyfikacji genetycznych!




Przez wiele stuleci pszenica ewoluowała w naturalny sposób, zmienia się w umiarkowanym stopniu, lecz w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat przeszła radykalną przemianę dzięki naukowcom zajmującym się rolnictwem. Jej odmiany były hybrydyzowane, krzyżowane i poddawane introgresji w celu stworzenia zboża odpornego na warunki środowiska, takie jak susza, oraz na patogeny, na przykład grzyby. Przede wszystkim jednak dokonywano genetycznych zmian zmierzających do powiększenia plonów z hektara.
Dieta bez pszenicy
Dieta bez pszenicy - William Davis
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 328


Gdyby nie pszenica - na świecie zapanowałby głód. To ona sprawiła, że światowe rządy mogły podźwignąć jakoś ciężar wyżywienia ludności świata, jednakże musiało się to stać poprzez tak silne zmodyfikowanie tej rośliny, że niemożliwym było uniknięcie konsekwencji. Kiedy naukowcy krzyżowali pszenicę, nie zdawali sobie sprawy, że zawarty w niej gluten stanie się przyczyną większości chorób o niewyjaśnionym podłożu. Za wszystko odpowiedzialny jest właśnie gluten. To on sprawia, że ujawniają się w nas choroby autoimmunologiczne, a nasze brzuchy zaczynają coraz bardziej wskazywać na ciąże.

W rezultacie dzisiejszy bochenek chleba, herbatnik lub naleśnik różnią się od swoich odpowiedników sprzed tysiąca lat, są odmienne nawet od tego, co robiły nasze babcie. Te wyroby mogą wyglądać tak samo, mogą nawet bardzo podobnie smakować, ale istnieją pomiędzy nimi różnice biochemiczne. Niewielkie zmiany w strukturze białek pszenicy mogą decydować o wystąpieniu niszczycielskiej reakcji immunologicznej na te białka bądź braku takiej reakcji. 

Pszenica pszenicy nie równa

Samopsza - pierwsza pszenica, posiadała 14 chromosomów. Jej następczyni - płaskurka, miała ich już 28. Pszenica, którą spożywamy w dzisiejszych czasach posiada ich aż 42. Jest niższa, daje większe plony, pozwala się w prosty sposób przerabiać - jemy ją niemalże codziennie pod różnymi postaciami. Z tym, że nie jest zdrowa. Powoduje m.in:

  • otyłość brzuszną
  • stan otępienia i znużenia
  • zaburza koncentrację i powoduje senność
  • przyczynia się do powstawania wyprysków skórnych
  • zwiększa ryzyko zachorowania na raka
A to tylko część z bardzo długiej listy schorzeń, jakie mogą powstawać poprzez utajoną nietolerancję glutenu. I nie chodzi już tylko o skrajny stan - celiakię, ale o taką nietolerancję, która na pierwszy rzut oka nie daje się poprawnie zdiagnozować. "Dieta bez pszenicy" otwiera oczy, pokazuje, że zapobieżenie globalnemu głodowi musiało być okupione kosztem czegoś. Nie umieramy z braku jedzenia, umieramy i chorujemy dlatego, że jemy coś, co wydaje nam się zdrowe. Przecież chlebem dzielił się już Chrystus, jakże to tak? On też nie wiedział o co chodzi? Nie, on jadł inną pszenicę.

Gluten zabójca i dieta bez pszenicy

William Davis jako lekarz, sam podjął wyzwanie diety bez pszenicy. On i setki jego pacjentów były zdolne w szybkim czasie pozbyć się większości chorób i przestać notorycznie nawiedzać gabinety lekarskie. Jedynym sposobem, jaki stosowali, było wykluczenie ze swojej diety zbóż zawierających glutem, a przede wszystkim pszenicy. Doskonałym sposobem na sprawdzenie, jak na gluten reaguje nasz organizm, jest odstawienie go na tydzień lub dwa. 

Dieta bez pszenicy - bezglutenowy eksperyment

Ja sama przeprowadziłam takie eksperyment a jego wynik wcale nie był efektem placebo. Unikając glutenu momentalnie poprawiło się moje trawienie, znikła ciężkość w brzuchu i zmęczenie. Rano nie byłam zaspana, a przez cały dzień miałam znacznie więcej energii. Mało tego, nie czułam takich napadów głodu, a moja cera znacznie się poprawiała.

Po tym czasie jednak wróciłam do bułeczek i chlebka i już po jednym dniu odczułam, co dzieje się z moim organizmem. Bóle brzucha, apatia, uczucie wzdęcia i wyssania z energii. Wydaje się to być nieprawdopodobne, jednakże tak ciężko jest rozstać się z pieczywem, które tak nam smakuje. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zerwać z tym pszenicznym nałogiem raz na zawsze - znowu chce czuć się tak dobrze jak wtedy, kiedy nie przyjmowałam glutenu.

Wracając jednak do tematu książki, sądzę, że jest to pozycja idealna nie tylko dla tych, którzy chcą odżywiać się lepiej, ale również dla pasjonatów nauki. Tych, którzy rozkładają człowieka na czynniki pierwsze i analizują. Książka "Dieta bez pszenicy" to tylko wskazówka, my sami musimy podjąć decyzję, czy chcemy, żeby chleb nas zabijał, czy wolimy odciąć się od niego i zacząć żyć na całkiem innym poziomie. Lektura to jednak nie wszytko, mimo iż jest bardzo przyjemna, to nie da nam niczego poza świadomością, że ktoś kiedyś musiał dokonać wyboru - pozwolić nam chorować albo umierać...

Jakie jest Twoje podejście do glutenu? Potrafisz z niego zrezygnować? 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...