czwartek, 11 września 2014

Przedpremierowo: Otwórz oczy, zaraz świt - Mateusz Czarnecki | Recenzja książki


Co znaczą pieniądze w świecie bez miłości? Co znaczy miłość, kiedy świat się sypie?

Jakiś czas temu dostałam propozycję zrecenzowania książki "Otwórz oczy, zaraz świt", której autorem jest Mateusz Czarnecki. Na wiadomość odpowiedziałam, a cała sprawa umknęła mi gdzieś w toku codziennych obowiązków. Jakież było moje zdziwienie, kiedy pewnego dnia do moich drzwi zapukał listonosz z przesyłką z Indii...

Otwórz oczy, zaraz świt

Otwórz oczy, zaraz świt - Mateusz Czarnecki

Wydawnictwo: Al Reves
Stron: 212

Zaciekawiona otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej książkę, która okładką bardzo przypomina mi kadry z Życie Pi Yanna Martela. Do książki z autografem dołączony był krótki list oraz kupony rabatowe. Takie podejście jest moim zdaniem niezwykle profesjonalne. Widzimy, że autorowi zależy na promocji siebie i swojego dzieła. List nie jest klepany na ilość, jego nagłówek spersonalizowano, a to dodatkowo świadczy o właściwym podejściu i umiejętności zwrócenia na siebie uwagi.

Niespodzianka z Bombaju

Książka Otwórz oczy, zaraz świt wydana jest w sposób elegancki, w czasie lektury nie mamy wątpliwości, że na okładce widnieje sam główny bohater, Teo. Człowiekowi temu nie można zarzucić braku odwagi i biznesowej smykałki. Jest prezesem prężenie rozwijającej się firmy, odnosi same sukcesy, "uczy życia pokory", jest to jednak pozorna sielanka. W rzeczywistości Teodor niczym bezwolne zwierzę zapędzony został w machinę, która uczyniła go bezwolnym. Praca, pusty dom, praca i tak w kółko. Miłości w życiu nie uświadczył, jego pseudozwiązek z Aleksandrą to tylko transakcja win-win, biznesowa relacja dzięki której ma się z kim chodzi na bankiety i do łóżka. Teo jednak nie tego chce i choć jeszcze na początku o tym nie wie, życie przygotowało dla niego całkiem inny scenariusz.

Z początku książka rozpala ciekawość, czytając właściwie nie wiemy jak się ta cała historia rozwinie i czy Teodor osiągnie to, czego pragnie, czy znajdzie siebie. Niestety złe z pozoru decyzje ściągają go na samo dno, z dnia na dzień traci pozycję, którą budował przez lata, z wielkiego człowieka biznesu staje się nikim. Motyw przewodni jak najbardziej do mnie przemawia. Czytając zastanawiałam się, co też się dalej wydarzy, kto wygra tę batalię -  bohater, czy nieustępliwy los, ale niestety odpowiedź nie była taka oczywista.

Otwórz oczy, zaraz świt - w sam raz na podróż

Otwórz oczy, zaraz świt to debiut Mateusza Czarneckiego i niestety widać to dość mocno. Opowieść jest prosta, nie znajdziemy tu kwiecistych opisów, skomplikowanych sytuacji i zawiłości, które chcielibyśmy układać w logiczną całość. Można by powiedzieć, że książka nie porywa, ale tak naprawdę czy koniecznie jest, żeby każda nas porywała? Czy czytając nie możemy dostać tylko małych okruchów, zobaczyć jak materializuje się czyjeś marzenie? Czasami to znaczy o wiele więcej niż porywająca historia, którą czytamy z wypiekami na twarzy. Tutaj nie będzie akcji, nie będzie wielu zwrotów, nic nas nie zaskoczy. Przez całość przebrniemy w niemalże jednakowym tempie, czasami spuścimy wzrok z żalu, innym razem będziemy trzymać kciuki, żeby się udało, a jeszcze innym poczujemy się znudzeni. Książka będzie stanowiła wartość przede wszystkim dla tych, którzy w sposób refleksyjny podchodzą do swojego życia, szukają drogi, mają wiele pytań. Okazuje się bowiem, że najbardziej właściwie wnioski są najprostsze.

Jest tylko moment, w którym jesteś. Jeśli go stracisz, teraz, myśląc o tym, co było albo będzie, już nigdy, ale to nigdy nie będziesz znów w posiadaniu minionej chwili. Nawet nie będziesz mógł w przyszłości do niej wrócić, bo przecież w minionej chwili rozpamiętywałeś coś, co już się wydarzyło (czyli minęło, nie istnieje), albo coś, co dopiero będzie. Czyli tak, jakby dana chwila nie istniała, nigdy się nie wydarzyła.

Książka Otwórz oczy zaraz świt - wielkie, małe marzenie

 To nie jest pozycja, która trzyma w napięciu, Mateusz Czarnecki spełnia swoje marzenie - takie jest moje zdanie. Powieść ta jest czymś, co zawsze chciał zrobić (jeżeli wierzyć w słowa Teo), jednakże osadzenie jej w realiach kultury Indyjskiej to jedyna rzecz, która całość urozmaica. Podejrzewam, że jeśliby osadzić akcje w Wąchocku, trudno byłoby tu mówić o peanach zachwytu. Pomysł był, mam wrażenie, że ona był właściwie najpierw, później trzeba było coś w niego wpasować i tak powstała książka "Otwórz oczy, zaraz świt". Nie skrytykuje jej ani nie będę wielbić pod niebiosa. Mam wrażenie, że na każdego podziała ona inaczej, Ci, którzy szukać będą efektu WOW - niestety się zawiodą. Natomiast dla tych czytelników, którzy potrafią czytać między wierszami, będzie to wartościowa pozycja, która daje jedną ważną lekcję: Pieniądze nigdy nie dadzą Ci szczęścia, to, co nazywasz radością, to skutek Twojego postrzegania świata.

Mateusz Czarnecki jest na dobrej drodze do pisania świetnych książek, póki co nie porywa, ale widać, że ma tą naturalną lekkość przekazu, a jego słowa płyną z głębi serca i tu nie jest ważne, czy udało się je właściwie skomponować. Prawda broni się sama, nawet jeśli daleko jej do ideału. Najważniejsze jest spełnione marzenie, wiem coś o tym...

Ciekawa jestem jak wy oceniacie książkę "Otwórz oczy, zaraz świt"? Czy jesteście nią zainteresowani, czy wręcz przeciwnie - jej tematyka nie jest bliska waszemu sercu.

4 komentarze:

  1. Właśnie zaczęłam czytać, niedługo też zamieszczę recenzję ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z debiutami bywa różnie, ale jeśli autor ma zadatek na rozwój, to jak najbardziej zajrzałabym do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem bardzo ciekawa tej książki. Nie przeszkadza mi, że autor chce się realizować i że to debiut. Liczę, że będzie można tu znaleźć coś prawdziwego, ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Kaś prawdy z pewnością nie zabraknie :)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią dotyczącą wpisu.