piątek, 13 czerwca 2014

Więcej niż Sekret, Więcej niż Prawo Przyciągania - Brenda Barnaby | Recenzja książki


Wielka idea w wydaniu kopistki...

Książkę "Więcej niż Sekret" kupiłam jakiś czas temu na Allegro. Właściwie książki były dwie, gdyż idąc za ciosem zamówiłam też "Więcej niż Prawo Przyciągania" tej samej autorki. Tematycznie książki te nawiązują do ideologii Prawa Przyciągania tak szumnie propagowanego swego czasu przez Rhonde Byrne w jej książce "Sekret". Tematyka rozwoju osobistego jest mi znana od dawna i liczyłam na to, że jeszcze bardziej pogłębię swoją wiedzę, efekty natomiast były...

Więcej niż Sekret

Więcej niż Sekret, Więcej niż Prawo Przyciągania - Brenda Barnaby

Wydawnictwo: Helion
Stron: 157 i 175 

Kocham poradniki. Mówiłam wam to już? Jeżeli nie, to teraz nadrabiam tą zaległość. Jestem typem praktycznego człowieka, jeżeli mam sposobność na podniesienie jakości swojego życia albo nauczenie się czegoś, wykorzystuje ją w mgnieniu oka. Książka Więcej niż Sekret miała spełniać właśnie taki edukacyjny cel. Jak się spisała? Czytajcie dalej.

Wygląd książki powala, jest piękna i mimo, że zdjęcie tego nie oddaje (wieczór, pochmurny dzień), to musicie mi uwierzyć na słowo. Twarda obwoluta spowija doskonałej jakości papier, mnogość ilustracji i delikatną żółtą zakładeczkę, która zawsze mi jakoś przeszkadzała. Ogólnie wykonanie książki jest fenomenalne, a ten złoty kolor sprawia, iż mamy wrażenie trzymania w dłoniach czegoś więcej niż sekretu.

Wewnątrz jednak straszne rozczarowanie. Powiem szczerze, czytałam bardzo wiele książek tego typu, ale nigdy nie natknęłam się na taką zawartość jak w "dziele" omawianym powyżej. I nie to, że nie spodobały mi się porady. Były świetne, naprawdę dobre, ta książka to swoiste kompendium dotyczące prawa przyciągania, ale co z tego, jeżeli jej przeważająca większość to cytaty innych guru rozwoju osobistego. Szczerze mówiąc, nawet nie miałam okazji ocenić stylu autorki. Dlaczego? Bo kawałka jej treści można tu ze świecą szukać!

Książki Brendy Barnaby

Początkowo miałam zamiar zrobić dwie osobne recenzje tych książek, ale po co, skoro mogę je tak naprawdę streścić w jednym wpisie. Ogólnie pomysł propagowania rozwoju jest jak najbardziej ok, ale te książki moim zdaniem to próba dorobienia się na nieudolnym kopiowaniu prekursorów tematu. Każdy z zaprezentowanych (i mocno zacytowanych zresztą) autorów wykonał i wykonuje w swoim życiu kupę dobrej roboty. Każdy się czymś różni, z nauk każdego można dowiedzieć się nowych rzeczy, a tutaj? Może i autorka się na tym wszystkim zna, może przerobiła wszystko począwszy od wizualizacji a na świadomym oddechu i koncentracji kończąc, ale ona nie wnosi absolutnie nic do mojej dotychczasowej wiedzy.

Cytat za Albertem Einsteinem:
Wolę wyobraźnię od wiedzy. Wiedza mówi nam to, co już wiemy i co rozumiemy. Wyobraźnia natomiast opowiada nam o tym, czego jeszcze nie poznaliśmy i co dopiero mamy wykreować.
Za Romą Bettoni:
Kochać samego siebie znaczy działać w sposób uczciwy i odpowiedzialny: dbać o swoje potrzeby cielesne, umysłowe i duchowe, dbać o swoje emocje i uczucia. Kochać samego siebie oznacza być konsekwentnym w tym, co się myśli, robi i mówi. Starać się być, zamiast starać się mieć; pracować nad swoim rozwojem osobistym, nie poddając się ograniczającym myślom; żyć, wybaczając innym oraz sobie; nie odczuwać strachu ani wyrzutów sumienia. Jednym słowem - umieć żyć pełnią życia.
Więcej niż Sekret, czy więcej niż plagiat?

Mogłabym tak cytować w nieskończoność i w ten właśnie sposób pokazać wam, jak w rzeczywistości wyglądają te książki. Nie chce ich oceniać negatywnie, nie taki jest mój cel, bo uważam, że są one świetne, ale tylko dla osób, które dopiero zaczynają w temacie. Dla takiej weteranki jak ja nie miały one żadnej wartości poza możliwością powtórki tego, co się już zna. Denerwuje fakt, że Brenda Barnaby próbuje dorobić się kosztem czyjejś pracy i kopiuje ją przedstawiając "swoją książkę". Nie, to nie są jej książki, to jest ukazanie jej jako wprawnej kopistki. Autorka nie miała pojęcia jak rozepchać treść, więc dodała nam bonusy w postaci list najbogatszych ludzi świata lub przedstawienia sylwetek autorów, z nauk których korzystała.

Marny sposób na bestseller, ale jednak w Stanach książki te rozeszły się w ogromnych nakładach. Bum na filozofię sukcesu spowodował, że brano wszystko, co się w tym temacie pojawiło. I taka sobie właśnie Brenda znalazła sposób, żeby stać się znaną pisarką, która mało co napisała.

Mieliście do czynienia z tymi książkami? Jak je oceniacie? Czy w ogóle kręci was rozwój osobisty? Dajcie znać.

środa, 11 czerwca 2014

Dowcipy/kawały o książkach

Ostatnimi czasy nastawiałam się mocno na poszukiwanie dowcipów związanych z książkami. Efekty wcale mnie nie zaskoczyły. Szczerze mówiąc liczyłam na to, że książkowych dowcipów będzie znacznie więcej, ale jak widać rzeczywistość wcale nie odpowiedziała na moje "chciejstwo".

Niemniej jednak przedstawiam wam kawały o książkach, które udało mi się znaleźć. Mam nadzieję, że przypadną wam do gustu. Piszcie w komentarzach, który najbardziej was rozśmieszył i dlaczego. A jeżeli znacie inny, książkowy kawał, podzielcie się nim, uśmiechu nigdy za wiele :)
 Przychodzi policjant do księgarni i mówi:
- Chciałbym kupić jakąś dobrą książkę.
Kasjerka:
- To może zaproponuję panu książkę o logicznym myśleniu.
- To znaczy..?
- Może wytłumaczę paun na przykładzie: ma pan w domu akwarium?
- No mam!
- Czyli lubi pan zwierzątka?
- No lubię.
- Czyli jak zwierzątka, to również pewnie spacerki z pieskiem w parku?
- No tak!
- A jak spacerki to najchętniej z kobietą?
- No tak! Jak najbardziej.
- No widzi pan, czyli nie jest pan pedałem! I to jest właśnie logiczne myślenie!
- Wyśmienicie! Kupuję tę książkę!!
Po zakupie, zadowolony policjant wychodzi ze sklepu i spotyka kumpla. Ten go pyta:
- TY, co masz?
- A nic, książkę o logicznym myśleniu.
- To znaczy??
- Zaraz ci to wyjaśnię na przykładzie... Masz w domu akwarium?
- Nie...
- No to sorry,  ale z pedałami nie gadam...
 Żył sobie pewien chłopiec który bardzo lubił czytać książki. Pewnego dnia zorientował się że przeczytał już wszystkie książki z pobliskiej biblioteki. Spytał bibliotekarza:
-Czy może jest tutaj jakaś książka której nie przeczytałem.
-Jest..
Bibliotekarz wyjął spod lady książkę i wręczył go chłopcu. Zatytułowana była "Śmierć". Powiedział że nie jest do wypożyczenia ale do sprzedania bo nie chce mieć z nią więcej nic wspólnego. Sprzedał ją chłopcu po obniżce za 50 zł. Ostrzegł jednak żeby nigdy nie spoglądał na odwrotną okładkę książki. Chłopiec podziękował i poszedł do domu. Od razu zaczął czytać. Następnego dnia ciekawość chłopca była tak wielka że nie mógł się powstrzymać i spojrzał na odwrót książki. Natychmiast upuścił ją na ziemie z wielkim krzykiem. Podniósł jeszcze raz o przeczytał: cena 19.99 zł
 Po księgarni kręci się rosły delikwent w dresie zdobionym trzema paskami. Trzyma w ręku małą karteczkę i co jakiś czas na nią spogląda, chodząc między regałami z książkami. W pewnej chwili podchodzi do niego sprzedawca.
- Może w czymś panu pomóc?
- Tak, dziewczyna prosiła mnie o książkę.
- Jaką?
- Wszystko jedno, byleby nic Grocholi - odpowiada dresiarz, patrząc na karteczkę.
- Jest pan pewien? Katarzyna Grochola to w tej chwili niezwykle popularna autorka.
- Tak, jestem pewien. Na pewno nie chcę nic Grocholi.
Sprzedawca wybrał książkę z listy aktualnych bestsellerów i wręczył zadowolonemu klientowi. Nazajutrz klient wraca do księgarni.
- Chciałbym zwrócić tę książkę, moja dziewczyna nie była zadowolona.
- Rozumiem. A mógłbym zobaczyć co ma pan napisane na tej karteczce?
Dresiarz wyjmuje z kieszeni pomiętą karteczkę, z napisem: "Nigdy w życiu" Grocholi.
Turysta spotyka bace pasącego owce.
- Powiedzcie mi baco... co wy robicie tam na tej hali..żeby wam sie nie nudziło?
- Biorę ze soba pół litra wódki i nie nudzi mi się ....
- Och...to tak nieładnie brzmi...powiedzcie lepiej, że zabieracie ze sobą książkę do czytania...
- No to biore ze sobą książkę do czytania - a wieczorem przychodzi do mnie kumpel też z książką i obie ksiażki czytamy - a jak obie już mamy przeczytane to schodzimy w dół do wsi do szwagra i bierzemy trzecią książkę...
- Aaaa - to szwagier pracuje w bibliotece?
- Nie - szwagier sam pisze książki.
Studentom warszawskich uczelni polecono nauczyć się na pamięć książki telefonicznej, a potem zbadano ich reakcje na to polecenie, i tak:
Studenci uniwerku zapytali: "Po jaka cholerę?"
Studenci politechniki zaczęli robi ściągi, a studenci Akademii Medycznej zapytali tylko, na kiedy.
 - Jak jest najcieńsza książka na świecie?
- "Co mężczyźni wiedzą o kobietach".
Dwaj policjanci zastanawiają się, co kupić komendantowi na urodziny:
- Może książkę? - zastanawia się jeden.
- Eee, coś ty, książkę to on już ma.
Przychodzi Fąfara do biblioteki i mówi:
- Gdzie znajdę książkę pt.: "Mąż jest królem żony".
- Dział z książkami fantastycznymi jest na prawo.
Przychodzi dziewczyna do biblioteki i mówi:
- Chciałabym wypożyczyć książkę.
- A co byś chciała? Coś z literatury lekkiej? - pyta bibliotekarka
- Może być ciężka, bo przyjechałam na rowerze - odpowiada czytelniczka.
 W parku na ławce siedzi młoda atrakcyjna dziewczyna i czyta książkę.
Dosiada się do niej młody chłopak. Chce ją poderwać.
- Jaka książkę pani czyta?
- "Geografie seksu".
- I jaka jest główna myśl tej książki?
- Że najlepszymi kochankami są Żydzi i Indianie.
- Pani pozwoli że się przedstawię, nazywam się Mojżesz Winnetou.
Przychodzi baba do lekarza, z książką w ustach a lekarz na to:
- Co to jest?
A baba mu na to:
- Facebook
Po kilku nocach panna młoda skarży się matce:
- Wiesz mamo już kilka nocy śpimy razem i nic,
jeszcze się nie kochaliśmy
- Ależ córeczko, może jest zestresowany
- Ale mamo on tylko książkę czyta, i wcale nie zwraca na mnie uwagi
- Wiesz córeczko, skoro on nie zwraca uwagi to może
ja się położę zamiast ciebie i sprawdzę, o co chodzi.
I tak zrobiły. Maż w łóżku czyta książkę, teściowa się kładzie i leży,
nagle maż wsuwa rękę pod kołdrę i w majteczki zaczyna rękę wkładać.
Wyskoczyła teściowa z łóżka i do córeczki:
- Ależ kochanie, chwile leżałam i zaczął się do mnie dobierać
- Tak, tak..., Palec zmoczy, kartkę przewróci i dalej czyta...
Kochani przypominam o aktualnie trwającym konkursie, w którym do wygrania jest książka "Umrzeć w deszczu" Aleksandra Sowy. Szczegóły znajdziecie TUTAJ.



Na blogu aktywna jest również ankieta dla blogerów książkowych. Pierwsze odpowiedzi już napływają i są bardzo ciekawe, po zakończeniu ankiety ukażą się jej wyniki i z pewnością będą one interesujące :) tak więc zapraszam wszystkich książkowych blogerów do przyłączenia się. Ankieta TUTAJ.

czwartek, 5 czerwca 2014

Polub Literutopię na Facebooku i zgarnij książkę

Wiosenny humor udzielił mi się w pełni i mam dla Was dzisiaj niespodziankę - książkę "Umrzeć w deszczu" Aleksandra Sowy. Debiutanckie dzieło autora, powieść określana mianem "najsmutniejszej, jaką można przeczytać w życiu".



Co zrobić, żeby ją zdobyć? Zadanie jest proste, wystarczy, że polubisz FanPage Literutopia na Facebooku i napiszesz na jego tablicy bądź w komentarzu "LUBIĘ TO!".


Na zgłoszenia czekam do 20 czerwca. Ogłoszenie wyników nastąpi do 25 czerwca.

Nie czekamy, lajkujemy i zgarniamy książkę!

środa, 4 czerwca 2014

Uzdrowienie przez wizualizację - Epstein Gerald | Recenzja książki

Czy jeśli mam wszystko oprócz zdrowia, pozostało mi coś, co się liczy?

Jak świat długi i szeroki każdy człowiek marzy o tym, by być zdrowym. Chcą tego malcy biegający w piaskownicy, studenci i nawet pani z warzywniaka. Pragną mieć zdrowe ciało, przenikliwy umysł i aż do ostatniego dnia cieszyć się nieskrępowaną swobodą ruchów. Jedni szukają zdrowia w odpowiedniej diecie, inni w aktywności fizycznej, ale istnieje też grupa ludzi, która wierzy, że są sposoby, aby dzięki mocy własnego umysłu wspierać ciało i doskonalić je, aby jeszcze lepiej wykonywało swoje funkcje. Dla takich właśnie osób skierowana jest książka "Uzdrowienie przez wizualizację".

Uzdrowienie przez wizualizację


Uzdrowienie przez wizualizację - Epstein Gerald

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Stron: 264

Jak widać na załączonym obrazku, okładka nie powala. Ba, mogę powiedzieć nawet, że jest jedną z najbrzydszych, jakie z życiu widziałam, ale przecież nie ocenia się książki po okładce, prawda? :) Ten element więc pomijamy, zamiast rozważać nad aspektem wizualnym skupimy się nad wartością, jaką ten poradnik niesie. 

No i tym momencie gdybym była laikiem, stwierdziłabym: super, czegoś takiego jeszcze nie słyszałam! Niestety nowicjuszką w tej tematyce nie jestem i sama na siebie wylewam wiadro zimnej wody, żeby w zbyt wielki entuzjazm nie popaść i moich kochanych czytelników w błąd nie wprowadzić. Tak więc do rzeczy: czy mi się podobało? Nie!. Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie wiem dlaczego, być może z tego względu, że proponowane w książce " Uzdrowienie przez wizualizację" ćwiczenia, mają okropne nazwy i w ogóle nie jestem sobie w stanie wyobrazić tego, co nakazuje mi autor. Dla przykładu tak oto wygląda ćwiczenie nazwane Mumia:


Zamknij oczy, wykonaj trzy wydechy i wyobraź sobie, że jesteś zabandażowaną mumią. Zdejmij wszystkie bandaże, zwiń je i wyrzuć. Wykonaj jeden wydech i odszukaj grotę. Wejdź do jej środka i znajdź swój sarkofag. Wejdź do środka i jako ponownie zabandażowana mumia połóż się w nim. Zdejmij bandaże i uświadom sobie, że opuścił cię niepokój. Potem wyjdź z trumny i z groty, spójrz na błękitne niebo i otwórz oczy.
Nie wiem jak was, ale mnie ten opis napawa lękiem i dezaprobatą. Przyjemne to to nie jest z pewnością i nie mogę pojąć jak takie ćwiczenia miałyby sprawić, że będę wiecznie zdrowa. Oczywiście nie wszystkie są podobne do zaprezentowanego, zdarzają się też całkiem przyjemne, ale niestety tych kilka felernych zaważyło nad moją oceną.

Początek książki to mini kompendium dotyczące sztuki relaksacji i wizualizacji. Te kilka pierwszych rozdziałów czyta się lekko, ale jak dla mnie ponowne wertowanie znanej już treści było trochę nużące i czym prędzej chciałam dobrać się do sedna, czyli przykładowych wizualizacji. Zawiodłam się i choć wierzę w potęgę umysłu i moc wyobrażeń, jakimi karmimy swoją podświadomość, to pan Epstein Gerald zraził mnie do siebie w sposób niepojęty. Ja rozumiem, że facet ma wybujałą wyobraźnię, ale żeby od razu kazać mi wchodzić do trumny? Nie podoba mi się to i korzystać z podanych wizualizacji nie będę. Znam lepsze, o pięknych nazwach, wypełnione błogimi kolorami i odprężającą muzyką. Do trumny wchodzić nie będę, koniec kropka!

Więcej na temat książki mówić mi się nie chce, bo szkoda mojego i waszego cennego czasu.

Chcielibyście przeczytać kiedyś coś podobnego, a może czytacie książki z tej tematyki i polecilibyście mi coś, co waszym zdaniem zrekompensuje mi niewypał Uzdrowienia przez wizualizację? Chora nie jestem, ale temat niezmiernie mnie interesuje.

Książka wraca tam skąd przyszła i to w podskokach, a ja odsyłam was jeszcze do mojego czytelniczego detoksu.

wtorek, 3 czerwca 2014

Czy można żyć 150 lat? Michał Tombak | Recenzja książki

W poszukiwaniu Świętego Graala długowieczności...

Nieustanne dążenie do młodości i zachowania urody popycha ludzi w kierunku poszukiwania alternatywnych, lepszych i efektywniejszych metod przedłużenia życia, uniknięcia zmarszczek itd. Chcielibyśmy (tak z góry zakładam) żyć jak najdłużej i cieszyć się dobrą jakością tego życia. Dzisiejszy średni wiek, jakiego dożywają ludzie jest zatrważająco niski i o ile nie chodzi tutaj o konkretne liczby, to wydaje mi się, że jakie by one nie były, nam ciągle będzie mało. Tacy już jesteśmy jako gatunek, zachłanni, nienasyceni. I dobrze, bo wola życia jest jednym z najpiękniejszych uczuć, które mogą nam się przytrafić. Książką "Czy można żyć 150 lat?" to odpowiedź na to, co tak naprawdę może osiągnąć ludzki organizm.

Zagadnienie długowieczności fascynuje niemalże od zawsze, gdyby ktoś dzisiaj ogłosił, że wynalazł eliksir młodości, to śmiem twierdzić, że byłby to najbardziej chodliwy produkt na całej kuli ziemskiej i nie miałoby znaczenia w jakiej cenie by go zaoferowali. Skuszona refleksją na temat ludzkiego życia postanowiłam liznąć coś w tej materii i tak wpadła w moje ręce książka Michała Tombaka "Czy można żyć 150 lat?". Przyznacie, że już sama hipoteza (o ile możemy tak nazwać to pytanie) jest bardzo śmiała. Wielu ludzi modli się, ażeby chociaż emerytury dożyć a tu ktoś podaje, że możliwe jest choćby dywagowanie nad stu pięćdziesięcioletnim czasem ludzkiego życia. Nieprawdopodobne....

Czy można żyć 150 lat?

Czy można żyć 150 lat? - Michał Tombak

Wydawnictwo: Galaktyka
Stron: 285

Michał Tombak w niektórych środowiskach uważany jest za autorytet i trzeba przyznać, w swoim życiu wykonał kawał dobrej roboty. Czy jednak powyższa książka mu się udała? Spróbuję się nad tym zastanowić. Przede wszystkim pominę kwestię okładki czy jakości wydania, jak wygląda lico książki każdy widzi a sposób, w jaki skonstruował ją wydawca jest jak zawsze sprawą dyskusyjną. Nie to mnie interesuje, czytając skupiałam się na całkiem innych aspektach. Przede wszystkim ciekawiła mnie faktyczna zawartość, złote rady, które sprawią, że Kinga będzie pisała tego bloga nawet w wieku 150 lat.

Czy tak się jednak stanie? Nie wiem i wątpię, żebym kiedykolwiek postanowiła żyć wedle zasad Tombaka. Oczywiście w książce znajdujemy wiele cenny rad dotyczących żywienia, ale tak na dobrą sprawę autor zaleca nam, aby 1/3 naszego życia była głodówką! No sorry memory, ale ja kocham jeść i nie mam zamiaru rezygnować z rozkoszy podniebienia. Oczywiście dopuszczam w swoim światopoglądzie ideę głodówki jako takiej, ale bardziej w sensie krótkotrwałym, okazyjnym. Ciągle chodzić głodna to ja nie mam zamiaru.

Kiedy już założyłam z góry, że dzięki postowi proponowanemu przez Tombaka nie przedłużę swojego życia, postanowiłam szukać innych, wartościowych wskazówek. Czytałam, rozważałam, a jako, że jestem dyplomowanym żywieniowcem, to pewne kwestie okazały się mocno targnąć podstawami mojej wiedzy.

Mało kto wie, że u dorosłej osoby w jelicie grubym znajduje się od 8 do 15 kg kamieni kałowych, które człowiek nosi przez całe życie.
I tutaj szok. Biorąc pod uwagę, że moja waga wynosi 53 kg a mogę nosić w sobie te 15 kg kamieni kałowych, to okazuje się, że jestem skrajną anorektyczką o wadze 38 kg - no przecież reszta to gówno :) Tutaj autor mocno się zagalopował.Co prawda kamienie kałowe są obecne w naszych organizmach, ale na litość boską nie w ilości 8 a co dopiero 15 kg!

Wnikliwie studiując książkę Czy można żyć 150 lat? nasuwa się nam jasne spostrzeżenie: całość nie trzyma się kupy. Wydaje się, że wiele z "naukowych badań" to tylko słowa rzucane na wiatr, na potwierdzenie których nie istnieją żadne dowody. Co prawda jestem fanką naturalnej medycyny, alternatywnych sposobów na dosłownie wszystko, ale częstowana wiedzą pana Tombaka czuje przesyt.

Oczywiście książka dostarcza nam też cennych spostrzeżeń:
Nasuwa się jasny wniosek: należy jak najszybciej pozbyć się negatywnych myśli – to droga nie tylko do zdrowia psychicznego, ale również i fizycznego. Każdy człowiek powinien ciągle wypracowywać w sobie umiejętność szczęśliwego życia. Jest to coś, czego bardzo ciężko się nauczyć. Każdy musi dokonać tego sam.
Naukowo stwierdzono, że racjonalnie odżywiając się możemy przedłużyć nasze życie o 10-20 lat, natomiast prawidłowo oddychając o 30-40. W Chinach choroby nowotworowe są spotykane znacznie rzadziej niż w innych rejonach.
Nie mogę powiedzieć, że publikacja sama w sobie jest zła, ale traktuje ją z dystansem, szczerze powiedziawszy pewna byłam tylko i wyłącznie tych informacji, które znałam już wcześniej. Dywagacje natomiast podciągam pod niestwierdzone bądź też stwierdzone za pomocą efektu placebo oddziaływania, których nie widzi mi się testować. Może nie będę żyła 150 lat, trudno, te 125, które sobie kiedyś założyłam w zupełności mi wystarczy. Co do jednego natomiast jestem pewna: życie moje spędzę przy pełnym talerzu, nie o wodzie i sucharach.

Ciekawi mnie co Wy możecie powiedzieć na temat tej książki? Czy stosowaliście się kiedyś do takich albo podobnych zasad i jaki miało to dla was skutek? Cenicie alternatywną medycynę, czy skłaniacie się bardziej w kierunku tej znanej, akademickiej?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...