poniedziałek, 6 stycznia 2014

Zero Ograniczeń - Joe Vitale, Iheleakala Hew Len | Recenzja książki

Ostatnio jest u mnie tak jakoś bardzo poradnikowo-rozwojowo. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle w każdym bądź razie mnie to odpowiada i tego się trzymajmy :) W nurt rozwoju osobistego i duchowego wciągnęłam się już jakiś czas temu, a że to dziedzina rozległa i porywająca, to choć rękami i nogami się zapieram, zawsze i tak coś w tym temacie wpadnie mi w ręce. Książkę "Zero Ograniczeń" mam już od jakiegoś czasu, leżała sobie spokojni i czekała na lepsze czasy. Jako, że bez skutku zgłębiałam ostatnio tajemną wiedzę zwaną Huną, Zero Ograniczeń było cudowną wręcz odpowiedzią na moje niezrozumienie. Dlaczego? Czytajcie dalej...

Zero ograniczeń

Zero ograniczeń - Joe Vilate, Iheleakala Hew Len

Wydawnictwo: One Press

Już na samym początku mogę wam powiedzieć jedno: jeśli jest coś, co może wprowadzić człowieka w dobry nastrój, podnieść na duchu i pokazać mu nowe możliwości, to właśnie takim czymś jest ta książka. Przeczytałam wiele pozycji z podobnej tematyki, jedne były lepsze, inne gorsze, ale ta książka jest fenomenalna. Może po części dlatego, że jej autorem jest guru hipnotycznego marketingu Joe Vitale, który jak wiadomo, słowem potrafi sprzedać wszystko. Z tym, że mamy tutaj mały myk - jego sposób pisania to jedno, a korzyści, jakie daje przeczytanie to całkiem inna sprawa. One są realne i wiedziałam to już po pierwszym dniu stosowania metody zawartej w książce. Jaka to metoda? Jak wam to powiem (a raczej napiszę), to podejrzewam, że większość czytających pokiwa z niedowierzaniem głowami i pójdzie dalej. Aby więc nie trzymać was dłużej w niepewności, tłumaczę o co chodzi.

Zero ograniczeń, czyli co?

Tak więc mamy sobie naszego autora, którym jest Joe Vitale, ten właśnie Joe uczy ludzi na całym świecie jak spełniać marzenia i osiągać cele. Zna wiele technik rozwoju osobistego i wydawać by się mogło, że już nic nie może go zdziwić, ale pewnego dnia przyjaciel opowiada mu o lekarzu, który wyleczył cały oddział psychicznie chorych więźniów nie spotykając się z żadnym z nich osobiście. Brzmi jak tani kit, prawda? Joe na początku też tak pomyślał, ale za punkt honoru obrał sobie poznanie tego owianego legendą lekarza i upewnienie się, czy ta historia aby na pewno jest prawdziwa. Po jakimś czasie udaje mu się go odnaleźć. Lekarz nazywa się Ihaleakala Hew Len i stosuje w swojej pracy i życiu zasadę Tożsamości przez Ho'oponopono, której nauczył się od kahunki Morrnah Simeony. Vitale zostaje jego uczniem i na własnej skórze przekonuje się o zbawiennym działaniu zwyczajnych słów.
Kocham Cię, przepraszam, proszę, wybacz mi, dziękuję.
W tym zdaniu skrywa się cała tajemnica. Jak twierdzi dr Hew Len wszelkie problemy, zarówno nasze jak i czyjeś mają swoje źródło w braku miłości. Częste powtarzanie oczyszczających słów zmienia energie i powoduje samoistne rozwiązanie się problemów. Przypomina to trochę jedna z metod New Age, ale ku naszemu zaskoczeniu okazuje się, że metoda ta ma kilka tysięcy lat. Praktykowana była przez kahunów, uzdrowicieli zamieszkujących Hawaje a wzmianki o niej przewijają się w historii wielu starożytnych narodów.

Zasada tozsamości Ho'oponopono głosi, że człowiek musi przyjąć na siebie odpowiedzialność za wszystko, co go spotyka, czy jest to dobre czy złe doświadczenie, oraz (UWAGA!)  za wszystko, czego doświadczają inni ludzie. Doktor Hew Len wyleczył psychicznie chorych pacjentów dzięki temu, że wziął na siebie odpowiedzialność za ich stan i do znudzenia wręcz powtarzał: Kocham Cię, przepraszam, proszę, wybacz, mi, dziękuję przeglądając ich karty chorobowe. Po jakimś czasie nieobliczalni pacjenci potrzebowali mniejszych dawek leków, nie sprawiali problemów a w konsekwencji po dwóch latach oddział zamknięto, gdyż nie było już kogo leczyć - wszyscy byli zdrowi.

Joe Vitale i dr Iheleakala Hew Len

Postanowiłam sprawdzić jak to wszystko działa, cały czas w myślach powtarzałam oczyszczające słowa i powiem wam szczerze, że może i to brzmi nieprawdopodobnie, ale pod koniec dnia wszystkie problemy, jakimi się do tej pory przejmowałam wydały mi się takie odległe i nic nie znaczące. Nastrój się poprawił i wszystkie sprawy zaczęły się układać w dobrym kierunku. Praktykuje dalej, minęło dopiero kilka dni, ale ja wiem, że dawni kahuni mieli rację, te słowa działają. Książka Zero Ograniczeń nie jest objętościowo duża, warto po nią sięgnąć i zrobić sobie taką małą odmianę. Z pewnością nie będziecie tego załować.

Co sądzicie o książce? Mieliście z nią do czynienia?


3 komentarze:

  1. Nie mogłam ominąć tego wpisu:) książkę przeczytałam kilka lat temu. Cóż u mnie jest tak, że kiedy czytam tego typu pozycje za każdym razem pojawia się myśl: tak, to jest ta książka, teraz już wszystko będzie dobrze, to mnie przekonuje, to uzdrowi moje życie - stosuję! Tak samo było z powyższą książką. Najpierw się zachwyciłam, później kilka dni stosowałam, ponieważ wierzę w uzdrawiającą moc naszych myśli. A następnie coś mnie zajęło, rozproszyło i wszystko poszło w zapomnienie. Nie wiem czy jest jakiś sposób na konsekwencję. Ale jeśli ktoś takową posiada to serdecznie polecam książkę "Zero ograniczeń. Warto się z nią zapoznać. A ja osobiście jestem fanką J. Vitale:) Dziękuję za tę recenzję:) przypomniała mi co nieco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie słyszeć, że też się rozwijasz ;) Może trafienie na tą recenzję będzie impulsem do kontynuowania praktyki, jaką oferuje książka...

      Usuń
  2. Dziękuje, bardzo dobry wpis.
    Ho'oponopono uważam za najlepszy sposób obrony przed złym samopoczuciem i nie tylko, ale trudno mi opisać teraz to słowami, łatwiej byłoby to opisać CUDAMI, jakie trafiają się odkąd znam ho'oponopono.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią dotyczącą wpisu.