środa, 17 grudnia 2014

Cena purpury - Frank S. Becker | Recenzja książki

Dla władzy można zrobić wszystko...

Ostatnio pokazywałam wam książkę Zmierzch orła, dziś przyszedł czas na drugą jej część. Książka "Cena purpury" Franka S. Beckera jest kontynuacją przygód Flawiusza. Czytanie jej było jak deja vu, miałam wrażenie, że cofnęłam się z powrotem do Zmierzchu orła. Jak to wszystko wyglądało, tego dowiecie się za chwilę.

Biorąc w ręce książkę Cena purpury, miałam nieodparte wrażenie, że dotyczyć ona będzie w jakiś sposób papiestwa. W mojej głowie już rozgrywały się mordercze sceny walki o władzę, jednakże ta wyobraźnia trochę się zagalopowała. W rzeczywistości druga część przygód Flawiusza jest niezmiernie podobna do pierwszej. Mamy wrażenie, że przeżywamy tą samą historię i mimo, że główny bohater jest już dorosły, to nasuwają nam się skojarzenia z jego wiekiem młodzieńczym.



Cena purpury
Cena purpury - Frank S.Becker
Wydawnictwo:Wydawnictwo M
Stron: 476


Akcja jest szybka i Flawiusz ani przez chwilę nie odpoczywa, czy to jednak dobrze zrobiło utworowi? Moim zdaniem nie, bo nie czuć tej spójności, tego tempa, które byłoby dla czytelnika odpowiednie. Mamy wrażenie, że pędzimy z nim przez wiele wydarzeń, a są one tak jakby niepotrzebne. Flawiusz jakimś dziwnym trafem przyciąga kłopoty, w jego życiu pojawia się wyraźny wątek polityczny i rywalizacja o to, kto będzie lepszy.
Rzymowi potrzebny był zupełni inny system przekazywania władzy, jeśli nie chciał upaść wyniszczany niekończącymi się wojnami domowymi. Raz na zawsze należało zrobić porządek z nieustannymi walkami generałów o purpurę, kiedy to barbarzyńcy naruszali granice, a tymczasem legiony wyrzynały się wzajemnie.

Bardzo mocną stroną tej książki są opisy, to obrazowanie, pokazywanie czytelnikowi, jak wyglądało życie, jakie były zwyczaje. Tylko, że po raz kolejny ta otoczka przyćmiewa prawdziwą akcje. Flawiusz o prostu "dzieje się w tle", on jest i coś przeżywa, ale równie dobrze mogłoby go nie być. Flawiusz zmaga się z losem o życie, o miłość. Ta ostatnia jest bardzo ważnym wątkiem w powieści, bowiem Aqmat, żona Flawiusza adorowana jest przez Aureliusza, jego"pseudoprzyjaciela". Flawiusz musi więc walczyć, za darmo nic nie ma.

To, co rzuca się nam w oczy to fakt, jak Frank S. Becker potrafi wpleść w utwór ogrom informacji historycznych, chwała mu za to, ale na tym urok książki się kończy. Z pewnością nie jest to mój typ, czytałam lepsze pozycje. Dowiedzieć można się dużo, "Cena purpury" ma w sobie to coś, ale całość w jakiś dziwny sposób męczy i nic nie mogę na to poradzić. Dla mnie ta cena purpury była zbyt wysoka.

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od:


 Czytaliście? Jak oceniacie Cenę purpury?

sobota, 13 grudnia 2014

Zmierzch orła - Frank S. Becker | Recenzja książki

Kiedy przychodzi zmierzch, życie przestaje być takiej, jakim wydawało Ci się być...

Starożytny Rzym do dziś dnia napawa nas nieprzerwaną zadumą, ale również podziwem. Piękna infrastruktura, niezwykle rozwinięta ekonomia i gospodarka, nawet ludzie wydawać by się mogło, jacyś inni. 1700 lata temu Rzym był potęgą, ale na każda potęga kiedyś poupada i o tym właśnie jest "Zmierzch orła", książka Franka S. Beckera.

Zmierzch orła to historia rzymianina Flawiusza, który urodził się w czasach, w których Cesarstwo Rzymskie napadli Germanie. Niełatwy moment w historia sprawia, że codzienne życie rzymian ulega całkowitej zmianie. Flawiusz wychowywany przez wuja Juliusza, w pewnym momencie podejmuje decyzje, że chce odnaleźć swojego ojca. Czternastolatek stracił matkę i postanawia odnaleźć ostatnią opokę, jaka mogłaby dać mu poczucie przynależności. Lata mijają, a Flawiusz z nieroztropnego młodzieńca staje się mężczyzną.

Co do samej fabuły książki, to przyznam szczerze, mam mieszane uczucia. Ok, jest sobie ten nasz Flawiusz i podejmuje on różne wybory, ale to, co naprawdę zwraca uwagę w tej książce, to wątki historyczne i unaocznienie nam tego, jak wyglądało życie w starożytnym Rzymie. Części informacji z pewnością nie posiądziemy na lekcjach historii, trafiają one do nas przypadkiem, właśnie tak, jak ta w tej książce.
 
Zmierzch orła
Zmierzch orła - Frank S. Backer 
Wydawnictwo: M 
Stron: 483

Flawiusz poznaje nauczyciela - Ulixesa i wraz z nim wyrusza w podróż. Wędrówka Flawiusza i Ulixesa jest raczej standardowa. Obaj poznają nowych ludzi, cudem uchodzą śmierci spod kosy i wspierają się wzajemnie, ale Zmierzch orła niestety nie dostarcza nam postaci, którą moglibyśmy polubić i z którą możemy się w jakikolwiek sposób zidentyfikować. W moim mniemaniu aktor położył tak duży nacisk na kwestie merytoryczne, że zabrakło mu weny i pomysłu do tego, żeby ożywić postacie tak, by wydawały nam się broczyć krwią i łamać prawdziwe kości.
Próba dotarcia do celu okazała się być walką z czasem. Do zapadnięcia zmroku pozostała niecała godzina. Ulixes i Flawiusz od trzech dni nie zsiadali z siodeł, bardziej uciekając niż podróżując. Początkowo podążali rzymską drogą wzdłuż Neckar, aż wreszcie u kresu równiny ich zmęczone twarze oświetliło wschodzące słońce.

Książka Zmierzch orła Franka S. Beckera jest z pewnością świetną pozycją historyczną. Autor przenosi nas w realia starożytności z chirurgiczną wręcz precyzją. Poznajemy wraz z nim dwór Germanina, prowincję miasta, targ. To wszystko jest bardzo obrazowe, pozwala wczuć się w tamte czasy, zasmakować ich i spróbować wyobrazić sobie jakby to było, gdybyśmy nagle przenieśli się w czasie.

Mocnymi stronami Zmierzchu orła są na pewno:

- Porządne wydanie
- Przystępny język
- Zobrazowanie historii
- Wartość merytoryczna

Tak jak wspomniałam wcześniej, mnie fabuła zbytnio nie porwała, ale nie zmienia to faktu, że Zmierzch orła to książka napisana w prawdziwe profesjonalnym stylu. Nie porywa, ale też nie zanudzi, nie polubimy postaci, ale jednocześnie wydadzą nam się być one bardzo naturalne, doskonale osadzone w tych konkretnych czasach. Moim zdaniem książka zasługuje na uwagę choćby dlatego, że możemy się z niej wiele dowiedzieć. Ci, którzy pasjonują się historią starożytnego Rzymu, z pewnością będą zachwyceni, ci natomiast, którym ta tematyka jest obca, prawdopodobnie nie doznają zachwytu.

Na końcu książki otrzymujemy bonus, tablice chronologiczne z wypisanymi zdarzeniami historycznymi oraz słowniczek, a to każe nam sądzić, że autor prawdziwie przyłożył się do swojej powieści i zanim postała, posiadł on odpowiedni zasób wiedzy.

"Zmierzch orła" Beckera ma również drugą część pt. "Cena purpury", na recenzję której zapraszam niedługo. Co prawda książkę już przeczytałam, ale musi poczekać na swoją kolejkę publikacji :)

Czytaliście Zmierzch orła? Co sądzicie o tej pozycji?

czwartek, 11 grudnia 2014

Bestsellery, których nikt nie chciał wydać!

Nie każdy autor od razu stał się popularny i nie każda książka od razu zaczęła rozchodzić się w milionach egzemplarzy. Niektóre dzieła na swój prawdziwy triumf musiały poczekać kilka, a nawet kilkanaście lat. Zobacz książki, których nikt nie chciał wydać i autorów, którzy nie przestali nigdy wierzyć w swój sukces.


Harry Potter

1. Harry Potter - J.K Rowling


Kiedy Rowling napisała pierwszą część przygód Harrego Pottera bezskutecznie poszukiwała wydawcy. Ci jednak ciągle odmawiali twierdząc, że powieść nie nadaje się dla młodych czytelników, bo jest zbyt skomplikowana. Jane była jednak niezłomna i po roku czasu udało jej się znaleźć wydawnictwo, które przyjęło książkę. Niestety autorka musiała się podporządkować jego regułom i pójść na kompromis, który polegał na:

- Podaniu jedynie inicjałów imienia autora, żeby nie było można rozróżnić jakiej jest płci.
- Zmianie tytułu książki.
- Zmianie jej treści.

Opłacało się, bo dziś Rowling jest bogatsza nawet od królowej Elżbiety II.


Władca Pierścieni

2. Władca Pierścieni - J.R.R Tolkien


Władca Pierścieni zamówiony został przez wydawnictwo Allen&Unwin, jednakże to po otrzymaniu gotowego utworu okazało się być bardzo niekonsekwentne, bo odmówiło przyjęcia go w oryginalnej formie. Tolkien nie zgodził się na zmiany i poszedł dalej, kolejne wydawnictwo stwierdziło, że Władca jest zbyt długi i wyda go, jeśli autor skróci utwór. Na szczęście i tym razem Tolkien nie uległ presji. Suma sumarum trylogia została jednak wydana przez wydawnictwo Allen&Unwin, dzięki Raynerowi Unwinowi, który zakochał się w twórczości Tolkiena.

Historia zyskała ogromny rozgłos i stała się niemalże klasykiem, ale mało brakowało, a nigdy nie ujrzałaby światła dziennego.


Carrie

3. Carrie - Stephen King


Mistrz horroru był kiedyś niedocenianym, młodym twórcom któremu odmawiano 30 razy! Mimo, że jego Carrie to dzisiaj jedna z najlepszych książek gatunku, to mało brakowało, a nigdy nie zostałaby wydana, a świat nie poznałby króla Stephena. Maszynopis Carrie uratowała żona Kinga, po prostu wyciągnęła go ze śmietnika, gdzie wylądował w wyniku frustracji spowodowanej ciągłymi odmowami wydania.

Kiedy jednak książka została wydana, od razu stała się bestsellerem, była całkiem inna, świeża i nieprawdopodobnie obrazowa. King zaczął zdobywać popularność, pisał dalej i dziś Ci, którzy nie chcieli go wydawać, plują sobie pewnie w brodę.


Przeminęło z wiatrem

4. Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell


Zanim Przeminęło z wiatrem stało się jedną z najpopularniejszych książek świata, została odrzucona przez czterdziestu wydawców. Książka jednak obroniła się sama, nie dość, że sprzedano ją w trzydziestu milionach egzemplarzy, to jeszcze otrzymała nagrodę Pulitzera, a to już nie w kij dmuchał.

Margaret Mitchell stworzyła powieść, która była wielokrotnie powoływana do życia, którą zekranizowano z ogromnym powodzeniem i która do dziś dnia znana jest na całym świecie. Ocena wydawców okazała się błędna, zresztą do dziś dnia wiele książek z ogromnym potencjałem odpada w przedbiegach, bo komuś się nie podobają.


Władca much

5. Władca much - William Golding


Dzisiaj Władca much jest książką z kanonu lektur, kiedyś jednak dwudziestu wydawców oceniało go, jako książkę nudną i nienadającą się do publikacji. Jak to możliwe, jeżeli ostatecznie otrzymała ona Nobla w dziedzinie literatury? William Golding był doskonale świadomy wyjątkowości swojego dzieła i nie zrażał się pierwszymi niepowodzeniami.

Upór i konsekwencja doprowadziłby go do szczęśliwego finału i jego książka stała się hitem, prawdziwym klasykiem, którym zachwycają się dzisiaj tłumy.

To, czy ktoś potrafi pisać czy nie, jest kwestią subiektywną. Wydawnictwa nierzadko popełniają wielki błąd odrzucając napływające do nich propozycje. Ich stratą natomiast cieszy się ktoś inny, ktoś, kto docenia sztukę górnolotną, a nawet taką, która nie rokuje dobrze na przyszłość. Ponoć Bóg kocha odważnych i takim tylko zsyła powodzenie.

Co na ten temat sądzisz? Znasz inne książki, które nie mogły znaleźć wydawcy?

wtorek, 9 grudnia 2014

Ścieżka nad drogami. Fraktale - Bohdan Urbankowski | Recenzja książki

Trudno, jeszcze trudniej. Przecież nikt nie powiedział, że wszystko będzie takie proste...

Od kiedy tomiszcze "Ścieżka nad drogami. Fraktale" wpadło w moje ręce, minęło już sporo czasu. Nigdy jednak nie miałam go na tyle, żeby się nim zająć, a szkoda, bo jest czym. Książka Bohdana Urbankowskiego z pewnością nie należy do najłatwiejszych. Kto zna tematykę fraktali, ten wiem, że same w sobie bywają dość zagadkowe. Przejdźmy jednak do rzeczy...

Trzeba autorowi przyznać, że jego twórcza płodność nie ma końca. Książka jest ogromna, zabrać się za nią, to tak jakby próbować zmierzyć się z całym wojskiem. Jednakże jest też w pewnym sensie przekorna, okładka ani tytuł właściwie nic nam nie mówi o zawartości. Nic, co mogłoby nas naprowadzić na jakikolwiek trop. Prawdę musimy odkryć sami, a ta nie jest taka prosta, jak nam się wydaje.



Ścieżka nad drogami

Ścieżka nad drogami. Fraktale - Bohdan Urbankowski
Wydawnictwo: M
Stron: 500

Akcja książki osadzona jest w powojennej Polsce, jak wtedy było - wszyscy wiemy. Dlatego też autorowi niezwykle udało się wplecenie wątków moralnych i swego rodzaju ponadczasowości niektórych zachowań. Streszczanie choćby części wydaje się być mocno niewłaściwe, książka jest bowiem trudna, ale w takim pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bohdan Urbankowski w powieści "Ścieżkach nad drogami. Fraktale", stara się nam przekazać prawdy dotyczące patriotyzmu, wiary i własnej niezłomności. Z jednej strony czytamy perypetie ludzi żyjących w odradzającej się Polsce, ale z drugiej dostajemy prawdziwą lekcję życia. Lekcje trudną, ale niezwykle podnoszącą na duchu.
A jednak myślę, że nasza praca miała większe znaczenie, niż sądziliśmy wówczas - tyle, że zmiany, które powodowała, były początkowo niewidzialne.
Już sam początek książki zapowiada się niezwykle interesująco. Wszystko zaczyna się od pewnej fotografii i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ludzie, którzy się na niej znajdują, zaczynają umierać w takiej kolejności, w jakiej stoją na zdjęciu. Czujemy dreszczyk emocji i zastanawiamy się, co będzie dalej. Urbankowski nie jest amatorem, wie jak budować napięcie i jak w pozorne sytuacje wplatać drugie dno.

Dla nas, Polaków II wojna światowa nie jest łatwym tematem, mieliśmy wtedy czas zwątpienia, strachu i bezsilności, a później musieliśmy się z tymi emocjami mierzyć. Wydaje się, że "Ścieżka nad drogami. Fraktale" to swego rodzaju rozliczenie autora z tamtymi czasami, czytając tę pozycję, główna historia dosłownie schodzi na boczny tor, zatracamy się w tym głębszym przekazie. Przekazie młodego bojownika w wolność, który ze wszech miar przeciwstawia się systemowi i nie boi się o tym mówić. Autor nie stroni od unaoczniania czytelnikowi swojego życia, jego książka jest bardzo przemyślana, głęboka. Mówi o czasach szkolnych, o pochodzeniu, o swojej rodzinie.

Książka uczy nas, że wszystko co robimy, ma później odzwierciedlenie w naszej rzeczywistości. Te wybory kiedyś wracają w takiej czy innej formie. "Ścieżka na drogami" jest natomiast naszą własną ścieżką i tylko od nas samych zależy, jak pokierujemy swoim życiem. Czy dokonamy właściwych wyborów, czy będziemy cierpieć przez coś, co zrobiliśmy niewłaściwie. Każdy z nas ma swoje własne fraktale, każdy szuka drogi do tych gwiazd, które zwą się szczęściem. Bylebyśmy tylko znaleźli właściwą...

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od:


piątek, 5 grudnia 2014

Kłamią, że czytają, żeby lepiej się prezentować

Poziom czytelnictwa w naszym kraju nadal jest na bardzo niskim poziomie. Wystarczy wejść do centrum handlowego z ruchliwy dzień i zobaczyć ilu ludzi znajduje się w księgarni, a ilu przymierza nowe ciuchy albo testuje wypasiony sprzęt. Wydaje się, że nas Polaków książki nie kręcą. Najbliższe mi biblioteki, mimo ogromnego asortymentu, często świecą pustkami. Czytanie książek nie jest na liście naszych priorytetów. Niestety.

Ostatnimi czasy modna była akcja "Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka". Miała ona ponoć promować czytanie, jako niezbędny warunek do tego, żeby dwoje ludzi było sobą zainteresowanych. Ileż to się pojawiło lajków, ileż komentarzy, że tak właśnie powinno się postępować, że po co nam taki partner, który nie czyta. Jednakże było też tak, że najgłośniej krzyczeli Ci, którzy boją się książek, jak diabeł święconej wody. Dlaczego? Otóż skoro czytanie jest dzisiaj takim wyznacznikiem poziomy społecznego, to głupio tak być w tyle i trzeba udawać, że rzeczywiście się czyta.

Czytają czy udają?

Znam naprawdę niewiele osób, które nie czytają i jawnie się do tego przyznają. Mówią, że nie mają czasu, że dużo pracy, obowiązków, a później to nawet ochoty nie ma. Marne wytłumaczenie ale ok. Najbardziej jednak deprymują Ci, którzy pozują na takich oczytanych, chcą za wszelką cenę udowodnić, że parają się wyższą sztuką, ale ledwo co są w stanie przesylabizować napis na etykiecie z piwem. To są tacy koneserzy, wiecie, oni wychodzą z założenia, że lepiej czytać mało, ale za to tekst, który się naprawdę w życiu przydaje. A przecież rozróżnianie jak produkowane jest dane piwo i jaką ma zawartość alkoholu, też jest niezmiernie istotne.

Ludzie kłamią, że czytają, żeby przypodobać się płci przeciwnej, nie dać plamy w towarzystwie czy zwyczajnie, żeby podnieść własne poczucie wartości. Niestety to widać, bardzo łatwo można taką wiadomość zweryfikować. Oni jednak o tym nie myślą, wydaje im się, że jeśli powiedzą: jak też bardzo lubię tego pisarza, to słuchacz łyknie i nie będzie drążył sprawy. Ten jednak wie gdzie się prawda zaczyna, a gdzie kończy.

Na samym początku prowadzenia tego bloga, stworzyłam zestawienie 12 powodów, dla których warto czytać książki. Dziś wydają się być one właśnie tymi pobudkami, które stoją za ludźmi udającymi, że czytają. Chcą oni przecież dostać lepszą pracę, być bardziej atrakcyjni dla płci przeciwnej i sprawiać wrażenie intelektualistów. Szkoda tylko, że tak często nie ma to żadnego pokrycia w rzeczywistości. Czytanie książek jest piękne, ale trzeba to robić naprawdę, nie na niby...

Co Ty sądzisz o udawaniu miłości do książek? Jaki w tym cel, jak efekt?

środa, 3 grudnia 2014

Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie - Michele Primi | Recenzja książki

Mieli wszystko - sławę, pieniądze i wolność, ale stracili to szybciej niż inni...

Gwiazdy, celebryci, ikony muzyki, który mogły jeszcze szturmem podbijać świat - odeszli. Zginęli w wypadkach, popełniali samobójstwa, padali ofiarami psychofanów. Różni ich wszystko, począwszy od pochodzenia i muzyki, jaka się trudnili, a na osiągnięciach kończąc. Łączy natomiast jedno - wszyscy umarli przedwcześnie. Książka Klątwa rock and rolla autorstwa Michele Primi, przedstawia sylwetki największych gwiazd estrady począwszy od Roberta Johnsona zmarłego w 1938 roku, a na Whitney Houston kończąc.

Album autorstwa Michele Primi zawiera w sobie 63 krótkie historie twórczości i upadku największych gwiazd rock and rolla i stylów "okołorockandrollowych". Historie piękne, aczkolwiek kończące się zbyt wcześniej. Wcześniej niż byśmy chcieli. Autor w tytule swojej książki zawarł hasło KLĄTWA. Wydaje się ono być jak najbardziej adekwatne, bowiem dziwnym jest, że tak wiele znanych postaci muzyki, nie dożyło wieku sędziwego. Odeszli w różnych okolicznościach, jednakże po ich śmierci zawsze pozostawała jakaś pustka.

Klątwa rock and rolla
Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie - Michele Primi
Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr
Stron: 272


Książka "Książka Klątwa rock and rolla" zawiera podstawowy pakiet informacji na temat każdego z przedstawionych w niej artystów:
  • Gdzie i w jakich okolicznościach dana osoba przyszła na świat.
  • Jak zaczynała swoją karierę.
  • Jak ta kariera się rozwinęła.
  • Jaki był koniec, ewentualnie co daną gwiazdę doprowadzało do upadku.
W przypadku sporej liczby gwiazd powtarza się schemat alkoholu i narkotyków. Mimo, iż byli ulubieńcami tłumów, to ich wrażliwe, artystyczne dusze były zbyt kruche, żeby móc na trzeźwo egzystować w ówczesnym świcie. Popadali w nałogi, a one nieuchronnie ściągały ich na samo dno rozpaczy. Przez używki czy leki zginęli m.in  Elvis Presley, Kurt Cobain, Amy Winehouse czy Janis Joplin.

Inni ginęli od postrzału szaleńca, jak np. John Lenon, niezaleczonej infekcji - Bob Marley, w wyniku utopienia, tak jak Brian Jones, czy przez AIDS jak Fredie Mercury. Za każdym razem śmierć gwizdy była niespodziewana, mimo że w większości przypadków ich życie wisiało na włosku, opinia publiczna była niezwykle zdruzgotana tym, że jednak zakończyli swoje życie. Wydawać by się mogło, że postrzegano ich jako herosów, których nikt i nic nie jest w stanie zniszczyć. Jednakże mimo niebywałych talentów, niczym się od nas nie różnili.

Gwizdy, które odeszły za wcześnie

Gwiazdy, które odeszły w szczycie kariery


Książka nie zagłębia się zbyt bardzo w przedstawione w niej historie, jest swego rodzaju zestawieniem, próbą ukazania wspólnego mianownika dla największych gwiazd muzyki i być może przestrogą dla tych, którzy jeszcze żyją. Non omnis moriar - jak powiedział Horacy, nie wszystek umrę i oni też nie umarli. Pamięć o niż żyje w sercach bardzo wielu ludzi, częstokroć zyskiwali oni prawdziwą sławę dopiero po swojej śmierci. Na usta ciśnie się jednak pytanie, czy przypadkiem niektórzy z nich celowo i świadomie nie przyspieszali swojej śmierci po to, żeby zgasnąć u szczytu swych możliwości? Być może bali się tego, co z nimi będzie, kiedy najlepsze lata przeminą, zmienią się gusty muzyczna, a oni się wypalą?

Na te i wiele innych pytań nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Czytając książkę "Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie" to książka, dzięki której możemy pobieżnie poznać sylwetki ludzi, którzy na zawsze zmienili oblicze tego świata. Wyciągać wnioski, skupić się nad ich życiem i osiągnięciami i zastanowić, ile ich jeszcze musi zginąć? Bo klątwa na pewno się nie skończy, nawet, jeżeli jest tylko przenośnią, to i tak pokazuje, że hulaszcze życie, w którym nie ma zasad, w którym wszyscy wielbią Cię jak Boga, może się skończyć tragicznie. Jedyną pewną rzeczą jest natomiast, że im bardziej zagadkowa ich makabryczna będzie śmierć, tym na dłużej zapisze się na kartach historii.

Widzę siebie jako wielką, płonącą kometę, spadającą gwiazdę. Wszyscy się zatrzymują, wskazują na nią i z trudem łapiąc powietrze , wołają: "Och, spójrzcie!" I wtedy - świiist i już mnie nie ma... I nigdy więcej czegoś takiego nie zobaczą... I nie będą w stanie mnie zapomnieć - nigdy.
Książkę czyta się dość szybko, mimo iż z pozoru wydaje się być dość objętościowa, to jej większą część stanowią reprodukcje zdjęć artystów i wydruki gazet informujące o ich śmierci. Pozycja ta będzie z pewnością gratką dla tych, którzy pasjonują się muzyką i chcieliby poznać zestawienie tych, którzy mieli w niej najwięcej do powiedzenia.




poniedziałek, 1 grudnia 2014

Chleb nas zabija! Dieta bez pszenicy - William Davis | Recenzja książki


Czy podstawowy produkt spożywczy może być przyczyną większości chorób?

Większość z nas je pieczywo praktycznie każdego dnia. Nie zastanawiamy się nad tym, jak działa ono na nasz organizm. Jeżeli ktoś nam mówi, że chleb jest niezdrowy, to w zasadzie wyśmiewamy go bezlitośnie i zastanawiamy się, jak coś, co jedzono od wieków, może być szkodliwe. Książka "Dieta bez pszenicy" Williama Davisa obala mit korzyści wynikających ze spożycia chleba. Okazuje się, że to jeden z najgorszych produktów, jaki możemy sobie tylko wyobrazić.

Davis pisze o tym, jak wyglądała pszenica na przestrzeni wieków. Podaje informacje na temat tego, że my w obecnych czasach tylko mamimy się przekonaniem, że zjadamy zdrowe zboże. W rzeczywistości dzisiejsza pszenica to twór modyfikacji genetycznych!




Przez wiele stuleci pszenica ewoluowała w naturalny sposób, zmienia się w umiarkowanym stopniu, lecz w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat przeszła radykalną przemianę dzięki naukowcom zajmującym się rolnictwem. Jej odmiany były hybrydyzowane, krzyżowane i poddawane introgresji w celu stworzenia zboża odpornego na warunki środowiska, takie jak susza, oraz na patogeny, na przykład grzyby. Przede wszystkim jednak dokonywano genetycznych zmian zmierzających do powiększenia plonów z hektara.
Dieta bez pszenicy
Dieta bez pszenicy - William Davis
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 328


Gdyby nie pszenica - na świecie zapanowałby głód. To ona sprawiła, że światowe rządy mogły podźwignąć jakoś ciężar wyżywienia ludności świata, jednakże musiało się to stać poprzez tak silne zmodyfikowanie tej rośliny, że niemożliwym było uniknięcie konsekwencji. Kiedy naukowcy krzyżowali pszenicę, nie zdawali sobie sprawy, że zawarty w niej gluten stanie się przyczyną większości chorób o niewyjaśnionym podłożu. Za wszystko odpowiedzialny jest właśnie gluten. To on sprawia, że ujawniają się w nas choroby autoimmunologiczne, a nasze brzuchy zaczynają coraz bardziej wskazywać na ciąże.

W rezultacie dzisiejszy bochenek chleba, herbatnik lub naleśnik różnią się od swoich odpowiedników sprzed tysiąca lat, są odmienne nawet od tego, co robiły nasze babcie. Te wyroby mogą wyglądać tak samo, mogą nawet bardzo podobnie smakować, ale istnieją pomiędzy nimi różnice biochemiczne. Niewielkie zmiany w strukturze białek pszenicy mogą decydować o wystąpieniu niszczycielskiej reakcji immunologicznej na te białka bądź braku takiej reakcji. 

Pszenica pszenicy nie równa

Samopsza - pierwsza pszenica, posiadała 14 chromosomów. Jej następczyni - płaskurka, miała ich już 28. Pszenica, którą spożywamy w dzisiejszych czasach posiada ich aż 42. Jest niższa, daje większe plony, pozwala się w prosty sposób przerabiać - jemy ją niemalże codziennie pod różnymi postaciami. Z tym, że nie jest zdrowa. Powoduje m.in:

  • otyłość brzuszną
  • stan otępienia i znużenia
  • zaburza koncentrację i powoduje senność
  • przyczynia się do powstawania wyprysków skórnych
  • zwiększa ryzyko zachorowania na raka
A to tylko część z bardzo długiej listy schorzeń, jakie mogą powstawać poprzez utajoną nietolerancję glutenu. I nie chodzi już tylko o skrajny stan - celiakię, ale o taką nietolerancję, która na pierwszy rzut oka nie daje się poprawnie zdiagnozować. "Dieta bez pszenicy" otwiera oczy, pokazuje, że zapobieżenie globalnemu głodowi musiało być okupione kosztem czegoś. Nie umieramy z braku jedzenia, umieramy i chorujemy dlatego, że jemy coś, co wydaje nam się zdrowe. Przecież chlebem dzielił się już Chrystus, jakże to tak? On też nie wiedział o co chodzi? Nie, on jadł inną pszenicę.

Gluten zabójca i dieta bez pszenicy

William Davis jako lekarz, sam podjął wyzwanie diety bez pszenicy. On i setki jego pacjentów były zdolne w szybkim czasie pozbyć się większości chorób i przestać notorycznie nawiedzać gabinety lekarskie. Jedynym sposobem, jaki stosowali, było wykluczenie ze swojej diety zbóż zawierających glutem, a przede wszystkim pszenicy. Doskonałym sposobem na sprawdzenie, jak na gluten reaguje nasz organizm, jest odstawienie go na tydzień lub dwa. 

Dieta bez pszenicy - bezglutenowy eksperyment

Ja sama przeprowadziłam takie eksperyment a jego wynik wcale nie był efektem placebo. Unikając glutenu momentalnie poprawiło się moje trawienie, znikła ciężkość w brzuchu i zmęczenie. Rano nie byłam zaspana, a przez cały dzień miałam znacznie więcej energii. Mało tego, nie czułam takich napadów głodu, a moja cera znacznie się poprawiała.

Po tym czasie jednak wróciłam do bułeczek i chlebka i już po jednym dniu odczułam, co dzieje się z moim organizmem. Bóle brzucha, apatia, uczucie wzdęcia i wyssania z energii. Wydaje się to być nieprawdopodobne, jednakże tak ciężko jest rozstać się z pieczywem, które tak nam smakuje. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zerwać z tym pszenicznym nałogiem raz na zawsze - znowu chce czuć się tak dobrze jak wtedy, kiedy nie przyjmowałam glutenu.

Wracając jednak do tematu książki, sądzę, że jest to pozycja idealna nie tylko dla tych, którzy chcą odżywiać się lepiej, ale również dla pasjonatów nauki. Tych, którzy rozkładają człowieka na czynniki pierwsze i analizują. Książka "Dieta bez pszenicy" to tylko wskazówka, my sami musimy podjąć decyzję, czy chcemy, żeby chleb nas zabijał, czy wolimy odciąć się od niego i zacząć żyć na całkiem innym poziomie. Lektura to jednak nie wszytko, mimo iż jest bardzo przyjemna, to nie da nam niczego poza świadomością, że ktoś kiedyś musiał dokonać wyboru - pozwolić nam chorować albo umierać...

Jakie jest Twoje podejście do glutenu? Potrafisz z niego zrezygnować? 

sobota, 29 listopada 2014

Yakuza, Bliźniacza krew - obrzydliwy plagiat.

Ostatnimi czasy trafiłam na dość głośną dyskusję o książce Yakuza, Bliźniacza krew, której autorką jest nijaka Agata Romaniuk. Jak się jednak okazało, nastoletnia Agatka okazała się nie pisać powieści sama, tylko ukraść ją i wydawało jej się, że będzie drugim Paolinim. Tak się jednak nie stało, historia książki Yakuza Bliźniacza krew, wyszła na jaw.

Yakuza - obrzydliwy plagiat

Jak mogło dojść do tego, że wydawnictwo nie sprawdziło książki pod kątem plagiatu? Jak 13 latka mogła bym taka zakłamana, żeby ukraść czyjąś, wielomiesięczną pracę i przedstawić ją jako swoją? Kiedy czytam napis na okładce: "13-letnia, utalentowana autorka" - to zbiera mnie na wymioty. Agatko, tyś nie jest utalentowaną autorką, tyś najzwyczajniej tę książkę ukradła i wszyscy powinni się o tym dowiedzieć.

Łączę się z prawdziwą autorką książki, która swoją historię opisała tutaj: http://akrylove.blogspot.in/2014/10/breakin-law.html i zastanawiam, jak nasz aparat sądowy może być tak głupi. Jak mógł tak pobłażliwie potraktować nastoletnią plagiatorkę? Co z tego, że ma 13 lat? Wykorzystała książkę do celów zarobkowych, okradła prawdziwą autorkę - jest na tyle cwana, żeby sądzić ją było można jak kogoś o wiele starszego. Jednak w całej tej swojej mądrości nie przewidziała jednego - kłamstwo ma krótkie nogi, a ona już zawsze będzie oceniania przez pryzmat tego, co zrobiła.

Informację tą publikuje wyłącznie po to, żeby piętnować zachowania takie, jakich dopuściła się rzekoma autorka książki.

Agato Romaniuk, mam nadzieję, że jest Ci wstyd. Że Twoja twarz zalewa się teraz purpurą i że zrozumiałaś, co zrobiłaś i nigdy się już do czegoś takiego nie posuniesz.

Wydawnictwo Bellona przeprosiło, o czym możecie poczytać tutaj: Wydawnictwo Bellona przeprasza za plagiat. Jak tak sobie myślę, że mam wrażenie, że choćby plagiatorka stawała na głowie, żeby napisać kiedyś coś swojego, to żadne wydawnictwo jej już tego nie wyda. Puenta może być tylko jedna: nie wyciągaj ręki po to, co nie Twoje, bo ktoś Ci ją utnie...

Co Ty sądzisz o całej sprawie? Przyznam szczerze, że na mnie podziałała jak płachta na byka, zaistniała sytuacja jest dla mnie niepojęta.


piątek, 28 listopada 2014

Skąd pobrać darmowe książki/ebooki? 20 najlepszych miejsc

Miłośnicy książek zawsze zastanawiają się, skąd można pobrać darmowe książki? Nie każdy przecież może pozwolić sobie na to, żeby kupować interesujące go pozycje. Istnieje co prawda wiele bibliotek, z których w dowolnym momencie możemy wypożyczyć interesujące nas książki, ale to nie to samo, co posiadanie własnego egzemplarza.

Bardzo wiele osób wchodzi na moją stronę, wpisując w wyszukiwarkę ebooki download, darmowe ebooki lub ebooki do pobrania za darmo. Skoro więc zapotrzebowanie jest tak duże, postanowiłam zaktualizować listę miejsc, w których można pobrać książki. Zamiast 10 stron masz teraz 20. :)

Jeżeli szukasz książek w wersji audio, tutaj masz spis najlepszych stron: Audiobooki za darmo - skąd pobrać?

Natomiast pod tym linkiem znajdziesz bajki dla dzieci i książki online.


Żeby ułatwić wam zadanie, postanowiłam stworzyć spis stron, z który można pobrać darmowe ebooki. W celu przejścia do konkretnego serwisu, wystarczy skopiować jego adres i wkleić go w pasek przeglądarki (strony z ebookami otwieraj w nowych oknach).


  1. http://czytajzafree.pl/ -  na tej stronie znajdziemy zarówno pozycje literatury klasycznej, jak i książki dla dzieci czy poradniki. Żeby ściągać darmowe książki, musimy być zalogowani. W ofercie znajdują się naprawdę wartościowe  pozycje.
  2. http://www.zlotemysli.pl/kategorie/20/darmowe-ebooki.html - platforma, która trudni się wydawaniem i promowaniem książek z zakresu rozwoju osobistego, finansów i motywacji, ma również dział publikacji, które możemy pobrać całkowicie za darmo.
  3. http://wolnelektury.pl/ - ta strona przyda się zarówno uczniom, jak i miłośnikom klasyki literatury. Do pobrania czekają książki polskich i zagranicznych autorów, a także wiele lektur w postaci audiobooków.
  4. http://ksiazki.pl/e-book-za-0-zl/ - również ma swoją bazę darmowych publikacji. Strona jest nie tylko bardzo urocza, ale i funkcjonalna. W zbiorach co tylko dusza zapragnie, nic tylko ściągać i czytać. Do wyboru mamy formaty EPUB i MOBI.
  5. http://wydaje.pl/c/darmowe-ebooki - wydawnicza platforma dla pisarzy również posiada swój zakątek z książkami. Co ciekawe, znaleźć można tu niejednokrotnie fantastyczne opracowania, opowiadania czy poradniki osób, które swoje publikacje zamieszczają pod pseudonimem. Poziom jest bardzo zróżnicowany, jednakże naprawdę warto przejrzeć zasoby strony.


  6. http://virtualo.pl/darmowe/ebook/m6c2/ - platforma publikacji elektronicznych przygotowała dla swoich czytelników niezłą bazę. W zbiorach zarówno Sienkiewicz, jak i Immanuel Kant. Szata graficzna jest na tyle przejrzysta, że wybór odpowiednich ebooków nie będzie stanowił problemu.
  7. http://zaginionyalmanach.pl/ - bardzo bogaty zbiór darmowej fantastyki. Darmowe ebooki na tej stronie dostępne są zarówno w wersji polskojęzycznej, jak i po angielsku, francusku, a nawet po hebrajsku.
  8. http://ibuk.pl/ - czytelnia online, w której za darmo lub za niewielką opłatą możemy skorzystać z bardzo dużej liczby książek pogrupowanych w różne kategorie.
  9. http://www.nexto.pl/ebooki/darmowe_ebooki_c1219.xml - popularny wydawca świetnych ebooków również pokusił się o to, żeby udostępniać całkowicie darmowe książki. Ebooki w wydaniu Nexto to prawdziwa gratka dla fanów estetycznych wydań.
  10. http://ebook4all.pl/ - jak głosi nazwa portalu: "ebook dla wszystkich". Jednakże znajdziemy tu nie tylko darmowe ebooki, ale również komiksy, czasopisma i audiobooki. Osoby lubiące czytać Newsweeka, Men's Health czy Komputer Świat, z pewnością będą usatysfakcjonowane. Nie zabraknie też poradników do gier czy kursów językowych. [Aktualizacja: Przy szybkim pobieraniu ta strona wymaga wysłania płatnego sms-a i może być potencjalnie niebezpieczna].
  11. https://woblink.com/darmowe-ebooki#/publication/ajax?mode=free&query=&single_type=&filtr=cena^0,350 - spora kolekcja książek, magazynów i różnego rodzaju publikacji. Znajdziesz tu literaturę dla dzieci i dla dorosłych. W ofercie są książki PDF oraz wersje w formatach EPUB i MOBI. Jedyny mankament to konieczność przeglądania wszystkich stron po kolei w celu wybrania właściwego, darmowego ebooka.
  12. http://www.publio.pl/e-booki,darmowe.html - na ten moment strona posiada 185 pozycji książkowych. Plusem jest możliwość wyszukiwania ebooków po kategoriach, formacie lub wydawcach, a to znacznie oszczędza czas. W zbiorach znajdują się między innymi książki o marketingu, religii i klasyka literatury.
  13. http://www.legimi.pl/ebooki/darmowe/ - całkiem pokaźny zbiór, w tym lektury szkolne w PDF, baśnie oraz książki młodych, często niszowych autorów. Z pewnością warto zajrzeć. Legimi ma potencjał, więc myślę, że ilość darmowych książek będzie się z czasem zwiększała.
  14. https://play.google.com/store/apps/details?id=wp.wattpad&hl=pl - tutaj masz link do aplikacji Google Play, która pozwoli Ci ściągać darmowe książki PDF prosto na Twój telefon. Twórcy aplikacji deklarują dostęp do aż 20 milionów publikacji! Czy rzeczywiście ich tyle jest - nie wiem, nie sprawdzałam. :)
  15. http://www.ebooks43.pl/ - bardzo przejrzysta strona, na której znajdziesz darmowe ebooki w różnych formatach i tematach (nie czuję, jak rymuję). Pobieranie jest darmowe, ale warunkiem jest pozostawienie swojego adresu e-mail. Link do pobrania przychodzi bezpośrednio na skrzynkę pocztową.
  16. http://www.freebooki.net/ - sporo ciekawych publikacji i opracowań, m.in medycznych oraz magazynów. Nieco inna tematyka niż w przypadku wcześniej omawianych stron.
  17. http://bookto.pl/katalog/darmowe - ilość darmowych ebooków może nie jest w tym przypadku bardzo duża, ale myślę, że znajdziesz coś dla siebie. Rzuciły mi się w oczy między innymi powieści, organizery gimnazjalne i lektury szkolne.
  18. http://www.eprofess.pl/darmowe-ebooki.html# - darmowe ebooki do nauki angielskiego - kurs języka oraz przysłowia i powiedzenia angielskie. Żakom się na pewno przyda. :)
  19. http://www.koobe.pl/darmowe-ebooki.htm - duuuużo darmowych ebooków. Raj dla książkoholika. Na tej stronie znajdziesz ebooki polskich i zagranicznych autorów i co najważniejsze możesz łatwo wyszukać interesujące Cię książki.
  20. https://www.experto24.pl/ebooki - na ostatni rzut idzie strona z książkami typowo biznesowymi i specjalistycznymi. Znajdziesz tu sporo publikacji o zdrowiu, administracji, biznesie i rozwoju osobistym. W tym miejscu z pewnością warto szukać książek, które pomogą Ci się rozwijać zawodowo. Pobranie ebooka wymaga jednak zalogowania do serwisu.

Darmowe ebooki znaleźć można również na Chomikuj.pl jednakże część z nich jest wersjami pirackimi. Na podanych wyżej stronach takowe też mogą się zdarzyć. Należy więc pamiętać, żeby rozsądnie korzystać z zasobów sieci i nie narażać się prawu :)

Korzystacie z takich stron, czy wolicie jednak papierowe wersje książek? Jeżeli znacie inne strony, na których można znaleźć darmowe ebooki, podzielcie się ich adresami w komentarzach. 

Pamiętaj: nie jestem w stanie zagwarantować, że każdego ebooka, który Cię interesuje, jesteś w stanie znaleźć na powyższych stronach w wersji darmowej! Świętym prawem autorów i wydawców jest zarabiać na swoich publikacjach. Darmowe są więc tylko te pozycje, które zostały przekazane do domeny publicznej.

piątek, 21 listopada 2014

Bogać się kiedy śpisz - Ben Sweetland | Recenzja książki


Sen cudownym sposobem na zarabianie kokosów?

Każdy z nas śpi, bez snu nie ma życia i patrząc racjonalnie, przesypiamy ok. 1/3 swoich ziemskich lat. 30% naszego czasu to wyrwanie z rzeczywistości, jakże to dużo i jakim marnotrawstwem wydaje się z być z pozoru sen. Teoretycznie bezwartościowy marazm, w którym nie możemy prawdziwie odczuwać życia, w praktyce jednak sposób na kreowanie finansowego dobrobytu - przynajmniej tak twierdzi Bez Sweetland, autor książki pt." Bogać się kiedy śpisz". Tytuł wydaje się być trochę rozdmuchany, jakże to tak, można zarabiać we śnie?
Bogać się kiedy śpisz

Bogać się kiedy śpisz - Ben Sweetland

Wydawnictwo: Złote Myśli
Stron: 289

Tytuł książki z jednej strony bardzo trafia do wyobraźni, ale z drugiej zdaje się być lekko irracjonalny. Komu z nas przyszło kiedykolwiek do głowy, żeby mnożyć majątek we śnie. Przecież to niedorzeczne. Na szczęście tylko z punktu widzenia naszej dotychczasowej wiedzy i nastawienia. Jeśli zmienimy kąt postrzegania, wszystko zaczyna ujawniać swe prawdziwe oblicze. Czy można więc bogacić się we śnie? 

Autor przekonuje nas, że tak. Czas, jaki przeznaczamy na sen nie jest wcale bezowocny. Nam tylko się wydaje, że umysł nie jest wtedy zdolny do jakichkolwiek działań. W rzeczywistości jednak sen to z punktu widzenia neuronów bardzo aktywny czas, w których dochodzi do wielu procesów na poziomie podświadomym. Podczas zasypiania nasza świadomość zanika, a uzewnętrznia się Stan Alfa (hipnoza, a właściwie autohipnoza), której każdy z nas podlega przecież przynajmniej 2 razy dziennie. Zanim z pełnej świadomości zejdziemy do stanu nieświadomości, czeka nas moment przejściowy, to, co dzieje się w tym momencie, można wykorzystać do programowania naszych zachowań.

Nasze myśli kreują rzeczywistość, to, co o sobie myślimy uzewnętrznia się w naszym doświadczeniu, ale najbardziej działania te następują właśnie przed zaśnięciem. Jesteśmy wtedy podatni na bodźce docierające do nas z zewnątrz, kodujemy sobie nasze własne myśli i tym samym obieramy konkretną drogę. Jak pisze Sweetland:
Umysł posiada własną, niezależną od świadomości zdolność rozumowania. Nieważne, czy Twe myśli są negatywne, czy pozytywne - Twórczy Umysł bez zadawania pytań będzie je realizował.

 Podświadomość działa na prostych zasadach:

  1. Całkowicie dostosowuje się do naszego myślenia o sobie i świecie.
  2. Nie słyszy słowa nie.
  3. Działa zawsze i wszędzie.
  4. Z reguły niepostrzeżenie zawiaduje naszymi poczynaniami.
  5. Jest plastyczna i daje się przekształcać wedle naszych potrzeb.
Co to dla nas oznacza? Otóż w momencie, kiedy zasypiamy, jesteśmy bardzo podatni na wszelką sugestię, jeżeli wtedy karmimy swój umysł wizjami sukcesu, dużych pieniędzy i zadowolenia, to on robi wszystko, żeby doprowadzić do takiego stanu. Umysł nie odróżnia wyobrażenia od rzeczywistości! Jeśli wyobrażasz sobie, że zarabiasz coraz więcej, to dla Twojego umysłu jest to prawdą, a jeżeli następuje jakaś sprzeczność, to dąży on do tego, żeby się do tej prawdy dostosować. Na poziomie podświadomym kieruje się takim postępowaniem i takim przyciąganiem, żeby urzeczywistnić Twoje myśli.

Książka "Bogać się kiedy śpisz", opisuje kompletny system wykorzystania snu do kreowania rzeczywistości. Pokazuje, jak poprzez proste ćwiczenia osiągnąć stan panowania nad swoimi myślami nie tylko w kwestii finansów, ale też innych aspektach naszego życia.

Twój Twórczy Umysł najlepiej pracuje, gdy Twoja świadomość albo jest wyłączona (kiedy śpisz), albo gdy jest zajęta czymś przyjemnym.
Wcielenie w życie rad zawartych w książce, może nie być najprostszym zajęciem, ale pokazuje nam, jak bardzo jesteśmy ograniczeni, mimo swojego rozwoju i jak wiele możemy osiągnąć, jeżeli porzucimy stare schematy myślowe. Ja sama od jakiegoś czasu staram się żyć wedle ideologii pozytywnego myślenia, twórczej wizualizacji i zastosowania mocy, jaką dysponuje moja podświadomość. Efekty są niesamowite. Okazuje się, że fizyczny świat jest tylko odbiciem tego, co mamy wewnątrz, co tkwi w naszych sercach i umysłach. Czy ta książka pozwoli wam się wzbogacić? Nie wiem, samo jej przeczytanie nie da nic, konieczna jest praca nad sobą i ciągłe pogłębianie swoich umiejętność, a być może za jakiś czas uda wam się osiągać więcej.

Czytając zrozumiesz, jakie błędy w myśleniu popełniasz, co odwodzi Cię od osiągnięcia upragnionego celu i jakim sposobem możesz się do niego zbliżyć. Książka "Bogać się kiedy śpisz" okraszona jest wieloma przykładami (a te lubię najbardziej), które pokazują, jakie efekty dają konkretne działania.

Moim zdaniem książka pisana jest w sposób przystępny, ale nie można odmówić jej podobieństwa do pozycji takich jak Sekret czy Magia Wiary. Wszystko kręci się w ogół jednej idei, idei tego, że duch góruje nad ciałem, a umysł jest w stanie stworzyć wszystko...

Czy tematyka podświadomości jest Ci znana? Może próbowałeś kiedyś osiągnąć szczęście i spełnienie poprzez działania z wykorzystaniem mocy umysłu?

czwartek, 6 listopada 2014

Czakry od podstaw. Klucz do równowagi i szczęścia - David Pond | Recenzja książki

Życiowa energia zaklęta jest w kolorowych sferach.

Za oknem coraz zimniej i człowiekowi dosłownie chce się przysiąść z książką na kolanach i czytać. Nie wiem jak wy, ale na mnie taka pogoda działa bardzo melancholijnie i dlatego właśnie wtedy udaje mi się najwięcej czytać. Lato jakoś czytaniu nie sprzyja, pozycja taka jak Czakry do Podstaw Davida Ponda sprawdza się doskonale wtedy, kiedy chcemy zastanowić się nad swoim życiem, spróbować coś poprawić lub zmienić.

Czakry do podstaw

Czakry od podstaw - David Pond

Stron: 52
Wydawnictwo: Diogenes

Ludzie od zarania dziejów dążyli do szczęścia. Wszelakimi sposobami chcieli oszukać los i uszczknąć coś dla siebie. Zastanawiali się w jaki sposób mogą uczynić swoje życie lepszym, co mogą zrobić, żeby osiągać lepsze rezultaty w biznesie, nauce czy relacjach międzyludzkich. Właściwie całe nasze życie jest takim dążeniem do doskonałości. Czytają "Czakry od podstaw" zdajemy sobie sprawę, że nic nie jest takie proste, jak nam się pierwotnie wydawało.

Życiem zawiaduje przede wszystkim energia, energia to życie, wszystko jest energią. I to sobie Państwo dobrze przyswoją, bez tego ani rusz. Skoro tą kwestię mamy już załatwioną, to pasowałoby przejść do właściwej treści książki. Cały czas zakładamy, że energia w naszym świecie tworzy wszystko, włącznie z nami. Żeby było jednak trudniej, nie jest ona chaotycznie rozsiana po organizmie, wzdłuż kręgosłupa rozłożonych jest 7 czakr (stacji energetycznych), w których nieustannie dochodzi do przepływu energii.

Książka Davida Ponda tłumaczy w jaki sposób płynie ta energia, i za jaki aspekt życia odpowiadają konkretne czakry. W skrócie wygląda to mniej więcej tak:
  1. Czakra podstawy - stanowiąca połączenie z ziemią i symbolizująca pierwotne instynkty. Jej zadaniem jest podtrzymanie gatunku, a jeśliby porównać ją do piramidy potrzeb Maslowa, to odpowiada ona podstawowym potrzebom egzystencjonalnym.
  2. Czakra sakralna - to jaskinia ludzkiej zmysłowości i przyjemności. Odpowiada za strefę seksualną oraz emocje.
  3. Czakra splotu słonecznego - odpowiada za postawy, etykę i przekonania danej jednostki. Działa, jak źródło naszej inspiracji i wyrocznia, czego powinniśmy się podejmować, a czego zaniechać.
  4. Czakra serca - symbolizuje i odpowiada za miłość, ufność, poświęcenie bliźnim. W niej rodzi się wiara i emocje związane z ludzkimi uczuciami.
  5. Czakra gardła - odpowiada za relacje rodzinne, umiejętności twórcze oraz zdolność do kreatywnego wyrażania siebie.
  6. Czakra trzeciego oka - odpowiada za postrzeganie pozazmysłowe, szósty zmysł, wiedzę wyższego rzędu i możliwość postrzegania rzeczy, które w tradycyjnym świecie są nieuchwytne.
  7. Czakra korony - połączenie z boskością, emanacja najwyższej wiedzy i boskości. 
Czakry, źródło: zwierciadlo.pl

Dla kogoś interesującego się rozwojem osobistym, ta książka będzie prawdziwą gratką. Pokazuje bowiem w jaki sposób zarządzać energią w czakrach, jak wyrównywać niedobory, co robić, żeby poprawić konkretne aspekty swojego życia. Nie oszukujmy się, nic nie dzieje się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, na każdy efekt trzeba sobie zapracować. "Czakry od podstaw" pokazują, jak to zrobić i jak zyskać szersze rozumienie własnej istoty. I nie ma się się co tutaj krzywić, nauka już dawno potwierdziła energetyczną naturę wszechświata i człowieka.

David Pond pisze:
Czakry zwykle kojarzy się z układem gruczołów dokrewnych. Ich położenie w ciele pokrywa się z usytuowaniem wielu z tych gruczołów, a znaczenie każdej czakry jest ściśle powiązane z funkcją odpowiadającego jej gruczołu. Jednak związek ten nie ma charakteru fizycznego, gdyż czakry, mimo swego położenia wzdłuż kręgosłupa, nie mają charakteru fizycznego.

Czakroterapia (metoda terapii polegająca na oddziaływaniu na czakry), jest coraz popularniejsza i nie chodzi tutaj wcale o jakiś ruch New Age. Już starożytne cywilizacje wiedziały o istnieniu czakr i potrafimy nimi "manipulować". Współczesny człowiek w konsumpcyjnym pędzie zatracił gdzieś tą znajomość, ale z dekady na dekadę, z roku na rok, ta wiedza wraca.

Polecam przeczytanie książki "Czakry od podstaw" Davida Ponda wszystkim, którzy w jakiś sposób chcą zajrzeć za kurtynę tego, co zwyczajne i przyziemne. Może akurat ta tematyka okaże się na tyle frapująca, że zachęci do dalszego rozwijania siebie.

Interesujesz się rozwojem osobistym? Masz na tym polu jakieś doświadczenie? A może o czakrach słyszysz pierwszy raz w życiu i ich idea Cię nie porywa?

sobota, 1 listopada 2014

Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy - Sherry Argov | Recenzja książki

Kilka prostych kroków, żeby usidlić każdego faceta.

Kobiety do zarania dziejów zastanawiają się jak być bardziej atrakcyjne, co zrobić, żeby faceci nie mogli oderwać od nich wzroku, zakochiwali się i... oświadczali! Trudno uwierzyć, że podświadomym pragnieniem każdej kobiety jest złapanie (i to dosłowne) męża. Wydaje nam się, że żyjemy w wyzwolonych czasach, w których facet nie jest kobiecie potrzebny do szczęścia. Książka "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy" pokazuje nam, że jest całkiem inaczej.

Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy


Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy - Sherry Argov

Stron: 199
Wydawnictwo:Gruner+Jahr

Kobieta to ma ciężki orzech do zgryzienia. Nie dość, że musi wyglądać pięknie, to jeszcze przez cały czas cały dom jest na jej głowie, a obok, gdzieś pod nogami pałęta się kandydat na przyszłego (niedoszłego?) męża. No właśnie, jeżeli już o tych mężach mowa, to panowie jakoś niezbytnio spieszą się do ożenku. Wolne patki - mówią sami o sobie, balują, piją, bzykają co popadnie, a rodziny to im się jakość zakładać nie chce. Znacie to?
Sherry Argov nie należy jednak do grona tych posłusznych owieczek, to zołza i dla innych zołz postanowiła napisać poradnik udanych związków. Jej książka jest przezabawna, przyznam szczerze, że niestety tylko tytuł nietrafiony. Miałam ją bardzo długo, ale jako, że nigdy nie miałam się za zołzę, to stwierdziłam, że nie warto czytać. Jakiż był mój błąd! Już  na pierwszych stronach dowiedziałam się, kim jest ta tytułowa zołza, a dalej to już poszło z górki. Ogólnie można ją określić tak, jak na poniższym democie.



Zołzy z demotywatory.pl

Podpis pod obrazkiem jest bardzo słabo widoczny, zacytuje go więc: Bo są sobą, nie udają, robią co chcą i dlatego dostają to, co najlepsze od życia - dokładnie to, co sobie wymarzą i wybiorą.

Taka właśnie jest książka "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy", to nie jest kolejny poradnik w stylu: bądź głupią pipą, dobrze gotuj, ubieraj się tak, żeby go zadowolić i pokazuj, że lubisz dzieci. Wręcz przeciwnie, rady zawarte w "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy", są tak oczywiste, że aż dziwne, iż mało która kobieta na nie wpada. Najśmieszniejsze jest jednak to, że one rzeczywiście działają. Nie ważne, czy dopiero szukasz faceta, czy już jesteś z nim w związku, czy może nawet jesteś mężatką - z tej książki i tak uszczkniesz wiele dla siebie.

Takie pozycje aż chce się czytać. Jest lekko, mądrze, z delikatną nutą ironii, a nawet prześmiewczo. Ukazane zostają te proste mechanizmy, które rządzą męskim myśleniem. I nawet jeżeli nam, kobietom, wydaje się, że facet to skomplikowana istota, to tylko dlatego, że nie mamy podstawowej wiedzy o mechanizmach, które rządzą jego postępowaniem.

Złote zasady Sherry Agrov to po prostu mistrzostwo świata.
Mężczyzna nie ożeni się z kobietą, która jest doskonała. Ożeni się z kobietą, która jest interesująca.
Jeśli kobieta stara się za bardzo, mężczyzna sprawdzi, do jakich granic skłonna jest się posunąć. Będzie rzucać piłeczkę tylko po to, aby sprawdzić, jak szybko przyniesie ją w zębach i jak wysoko będzie skakać.
W tym samym momencie, w którym pytasz „Na czym ja właściwie stoję?" tracisz kontrolę, bo właśnie powiedziałaś mu, że to on ma dyktować zasady w związku.
Czarodziejski przepis brzmi następująco: wydzielić odrobinę, a potem... cala wstecz. Znowu dać troszkę i... znów się wycofać.
Kiedy kobieta skupia się na własnych dążeniach i doskonaleniu się, mężczyzna uzna, że ożenek z nią jest bezpieczny. Nie boi się, że taka kobieta będzie chciała coś mu zabrać.
Te i wiele innych porad można zrozumieć dokładniej dopiero wtedy, kiedy przeczyta się dokładnie treści, jakich dotyczą. Na pewno nie będzie nudno. Poczujesz się jakbyś właśnie odbywała babską, przyjacielską rozmowę. I tak jak radzi autorka: zdejmuj buty, przygotuj sobie coś do picia i czytaj. Kiedy skończysz, zerknij natomiast na drugą część: Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?

Książkę Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy, polecam z pełnym przekonaniem. To takie vademecum współczesnej, inteligentnej kobiety. Zołzy, która zawsze dostaje to, czego chce...

Czytaliście tą książkę? A może udało wam się poznać inne, o podobnej tematyce i moglibyście je polecić?

czwartek, 30 października 2014

100 cudów natury w Polsce - Anna Plenzler | Recenzja książki

Cudze chwalicie, swego nie znacie...

Z reguły nie sięgam po żadne atlasy ani przewodniki, ale książka "100 cudów natury w Polsce", leżała u mnie już od kilku lat i sięgnęłam po nią dosłownie od niechcenia. Czytaniem nie można tego raczej nazwać, bo cały album da się "przerobić" w niecałą godzinę, ale i tak było warto. "100 cudów natury w Polsce" autorstwa Anny Plenzler, to doskonała propozycja dla tych, którzy szukają ciekawego miejsca na wyjazd.

Obecna aura co prawda nie sprzyja wycieczkom, ale mimo wszystko ja miałabym ochotę się gdzieś wybrać. A Ty? Gdybyś miał/a teraz gdzieś pojechać, to jakie miejsce w Polsce okazałoby się najlepsze?

100 cudów natury w Polsce

100 cudów natury w Polsce - Anna Plenzler

Stron: 114
Wydawnictwo: Publicat

Album jest bardzo ładnie wydany, twarda i przepiękna okładka w nasyconych kolorach. Biorąc go do ręki zastanawiamy się, gdzie też autorka znalazła aż 100 cudów? Na początku na myśl przyszło mi tylko morze i góry. A gdzie reszta, pozostałe 98? Żeby je poznać, trzeba było rozpocząć czytanie.

Spis treści (jak i cały album) ułożone są tak, że zaczynamy od wybrzeża Bałtyku, a kończymy na Bieszczadach. Polskie cuda zawarte w albumie to m.in;

  • Przylądek Rozewie
  • Dąb Bartek
  • Wulkan Ostrzyca
  • Wodospad Kamieńczyka
  • Morskie Oko
  • Jaskinia Łokietka
  • Niebieskie źródła
Wygląd kart z "cudami"

O istnieniu niektórych miejsc po raz pierwszy dowiedziałam się właśnie z tego albumu. Nie miałam pojęcia, że przykładowo w Budziejewku znajduje się ogromny głaz, który są historią sięga wiele lat wstecz.
 
Na życzenie wieśniaków z Budziejewka niedaleko Wągrowca już w 1840 roku zapisano w księgach wieczystych "ochronę kamienia po wsze czasy". Chodziło o granitowy głaz narzutowy, drugi pod względem wielkości w Wielkopolsce, zwany kamieniem św. Wojciecha. Jego obwód liczy 20,5 m, ale wysokość zaledwie 1,3 metra, gdyż znaczna jego część znajduje się pod ziemią.Ponoć to właśnie za sprawą świętego Wojciecha głaz ten tak mocno i głęboko utkwił w ziemi.
Poznając album udało mi się określić swoje wycieczkowe typy, jeżeli miałabym wybierać spośród miejsc zawartych w książce (a takich, w których jeszcze nie byłam), to wybrałabym z pewnością:

  1. Bory Tucholskie
  2. Dolinę Stanu nad Otrytem
  3. Wąwozy lessowe koło Kazimierza Dolnego
  4. Bramę Krakowską
Album "100 cudów natury w Polsce" zawiera po jednym, dwa zdjęcia konkretnego miejsca i jedynym mankamentem jest fakt, że one wcale nie powalają. Jestem pewna, że wiele z nich można by ująć w znacznie lepszy sposób i w ciekawszym momencie, a tak, nawet w części nie oddają swojego piękna.

Album, który warto poznać

Jeśli mielibyście zdecydować się teraz na spontaniczną wycieczkę po Polsce, jakie miejsce byście wybrali?

poniedziałek, 27 października 2014

Książkowe kadry (2) | Matras Łódź Manufaktura

W niedzielę miałam przyjemność odwiedzić Łódź i oczywiście nie obyło się bez książkowych zachwytów. Każdy książkoholik (czy książkoholiczka) widząc księgarnie, dostaje praktycznie białej gorączki i chce wszystko mieć.

Jednak jak to zwykle bywa czasu na wybieranie nigdy nie jest dosyć i za każdym razem okazuje się, że: to czytałam, tamto mam, to też mam, to też czytałam...

Półki peeeełne książek

I całe ich stosy...

Mam na celowniku

Zmierzch - czemu ja się nim nie zachwycam?

"Dzieciowe" książeczki

I te dla większych dzieci

Poradniki i literatura "praktyczna"

Co prawda wykonywane telefonem zdjęcia, nie są najlepszej jakości, ale mimo wszystko u mnie powodują szybsze bicie serca. Szukałam, przeglądałam, a w konsekwencji i tak nic nie kupiłam. A wy? Czy was także księgarnie przyprawiają o zawrót głowy? Zawsze coś kupujecie, czy ogrom książek sprawia, że nie możecie się zdecydować?

sobota, 18 października 2014

Pułapka Gender - Marzena Nykiel | Recenzja książki


Do czego dążymy? Do lepszego świata, czy autodestrukcji, która czai się na każdym kroku?

Kiedy Wydawnictwo M przysłało mi książkę Marzeny Nykiel "Pułapka Gender", miałam co do niej mieszane uczucia. Zaczęłam czytać od niechcenia, w poczekalni u dentysty i nie wiedzieć co było gorsze: widmo borowania czy świadomość tego, że statystyczny człowiek nie ma pojęcia, co dzieje się na jego planecie. "Pułapka Gender" Marzeny Nykiel otwiera oczy... ze zdumienia.

Pułapka Gender


Pułapka Gender - Marzena Nikiel

Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Stron: 310

Okładka jest taka sobie, mogę nawet śmiało powiedzieć, że jest jedną z najbrzydszych, jakie miałam przyjemność oglądać, ale nie to jest w tym momencie ważne. Istotna jest zawartości, a ta niestety nie jest przyjemną historyjką, którą można sobie poczytać do snu. Marzena Nykiel w dość surowy sposób rozprawia się z ludzką niewiedzą dotyczącą Gender. No właśnie Gender - to słowo jak widmo przemyka w naszej świadomości i chociaż większość zdaje sobie sprawę czy owy ruch jest, to jednak nie do końca chcemy przyjąć to do świadomości.

Jeżeli miałabym określić, co to takiego, napisałaby: Gender po prostu jest i to wystarczy, żeby człowiek zaczął całkiem inaczej pojmować rzeczywistość. Rzeczywistość, która tak naprawdę jest ułudą, świadomość, którą ktoś w nas zaszczepił i wybory, które nie są naszymi wyborami. Oderwanie od tożsamości płciowej ma być według Nikiel zaplanowaną strategią, której celem jest przejęcie kontroli nad bezwolną rasą (czytaj: nami). Kontrola urodzeń, zawirowania związane z kwestiami populacji ludności świata, antykoncepcji, aborcji i nie wiedzieć czego jeszcze, mieszają się ze sobą, dając mieszankę wybuchową.

Według autorki ruch New Age, tak propagowany i tak piętnowany jednocześnie, ma na celu nic innego, jak zawładniecie naszymi umysłami i skierowanie działań na odpowiednie tory. Wszelkie happaeningi, ruchy czy też ustawy, ściągają nas powoli na samo dno moralnego wypaczenia i zmuszają do tego, byśmy mówili jednym głosem. Marzena Nikiel pisze:

Analiza poszczególnych elementów pokazuje wyraźnie, że wszystko, co próbuje się nam przedstawić jako spontaniczne, oddalone działania niezależnych, rozsianych po świecie, złaknionych wolności grup społecznych, programowane jest odgórnie i dofinansowywane potężnymi środkami z międzynarodowych funduszy.

Mowa tutaj zarówno o ogólnodostępnej antykoncepcji, aborcji, promowaniu seksbiznesu i wywoływaniu wojny między płciami. Wojny, w której wygranymi są wyłącznie możni tego świata, największe banki i organizacje stricte "opiekuńcze". Autorka w swoich rozważaniach dość mocno odnosi się do Boga i tradycji chrześcijańskiej, ale moim zdaniem jest to niepotrzebne. Granie świętych, żeby pokazać, że kto inny jest bee, to nie jest dobra droga. Tak samo jak oponowanie za tym, iż kościół jest jakimkolwiek panaceum na sytuacje, która się aktualnie rozgrywa. Moim zdaniem kwestia Gender powinna być całkowicie wyjęta spod jurysdykcji kościoła, ten nie powinien się w to mieszać, ani grać dobrego pasterza, bo tak naprawdę nie jest w stanie nic zmienić, ani przed niczym uchronić.

Masy karmione są każdego dnia poglądami, które mają przyjąć jako własne. Filozofia manipulacji pomyślana jest tak, abyśmy się nie zorientowali co tak naprawdę kryje się za Gender, że chodzi o potężne pieniądze, których dostarczą zaszczuci, zmanipulowani ludzie. Za jakiś czas ktoś tam na górze podejmie decyzje, że wszystkich nas trzeba "zaczipować", a co, przecież skoro ten proceder już kwitnie, to lada dzień możemy obudzić się w rzeczywistości, w której będziemy traktowani jak zwierzęta, a rasa panów będzie wydawała komendy.

Sterowane społeczeństwo to... Pułapka Gender

Co mamy robić, gdzie chadzać, ile rodzić i gdzie. Bo na tym przecież opiera się New Age i co całe jego zakichane Gender. Pozbądźmy się świadomości już teraz, niech światowy bank ładuje kasę w to, abyśmy stali się bezwolnym stadem. Przecież nas to i tak nie będzie obchodzić, będzie nam się wydawało, że żyjemy w demokratycznych państwach i sami kierujemy swoim życiem. Zonk, te czasy minęły dawno temu, zanim na świecie pojawili się Ci, którzy stworzyli chorą ideologię panowania. Książki takie, jak "Pułapka Gender", to tylko wierzchołek góry lodowej, chwała autorce za to, że nie boi się podejmować trudnych tematów, ale jeśli miałabym coś zasugerować, to prosiłabym, o trochę przystępniejszy język. Czasami podczas czytania ma się wrażenie, że Marzena Nikiel w tak wybujały sposób operuje słowami, że ma to na celu nie podkreślenie powagi sprawy, a ukazanie swego kunsztu pisarskiego. Ten natomiast nie jest mi tu wcale potrzebny, jeśli będę chciała przeżyć twórcze uniesienie, to poczytam Pana Tadeusza.

Zaszczepiona w umysłach radykalnych feministek marksistowska koncepcja wojny płaci nabiera tempa. Proponowana przez nie strategia "uwolnienia się od jarzma monogamii" za pomocą nieskrępowanej wolności seksualnej nie przyniosła oczekiwanych efektów. Zamian upragnionego zrównania płci w eudajmonicznym szaleństwie, przyszło bolesne rozczarowanie jeszcze większą podległością.
Bez względu na to, czy cechujemy się rozwiązłością czy też prawdziwe z nas anioły, to i tak jest źle. Skrajności jakoś nigdy mnie nie pociągały. Nie mam nic do feministek, niech sobie kobiciny robią co chcą. Chcą chłopa stłamsić, niech tłamszą, chcą wyzwolenia - niech się wyzwalają, tylko niech ma to wszystko jakieś granice. W moim przekonaniu nic nie jest do końca czarne ani białe. Książka Pułapka Gender ukazuje bardzo demoniczne oblicze naszego świata, autorka szykuje się najwyraźniej na prawdziwą krucjatę, ale ja uważam, że troszkę zbyt emocjonalnie podchodzi do tematu. Nie można być Matką Polką dla wszystkich, a to, że kobietom umożliwia się antykoncepcję, żeby nie musiały wychowywać dzieci, których nie chcą lub nie mogą mieć - nie jest złe.

Entuzjazmu jak widzicie nie ma, przeczytałam, przyswoiłam, ale historyczny bełkot nie zawsze trafia do mnie aż tak mocno, żebym podjęła próbę zmiany świata. Jego nie zmieniają jednostki, jego zmienia ogół.

Jak wy podchodzicie do tej kwestii. Co sądzicie o Gender, może czytaliście książkę i macie własne refleksje na ten temat?

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od:



piątek, 19 września 2014

Wywiad z Aleksandrem Sową + prywatne zdjęcia autora specjalnie dla was!


W ostatnim czasie nieprzerwanie zachwycam się twórczością rodzimych autorów i postanowiłam, że dowiem się o nich i o ich pracy czegoś więcej. Poniższa rozmowa jest częścią realizacji tego planu.

Zapraszam na wywiad z Aleksandrem Sową, autorem powieści i poradników

Pozdrowienia dla czytelników bloga


Kinga: Znamy się z kart książek od dość dawna, czy zgadzasz się, żebym zwracała się do Ciebie po imieniu? Będzie nam się wtedy znacznie lepiej rozmawiało.

Aleksander: Mów mi Olo.

Kinga: Olo, swego czasu o Twoich książkach zrobiło się w sieci głośno. Powiedz proszę, jak to się w ogóle stało, że zacząłeś pisać?

Aleksander: Głośno było o książkach Witkowskiego albo Gretkowskiej, ale to zawodowcy, a ja piszę, bo to moje hobby. Nauczyłem się bardzo wcześnie pisać i czytać. W dzieciństwie masowo pochłaniałem lektury i pisałem do szuflady. W okolicach 2002 roku zarobiłem pierwsze parę groszy na pisaniu. Trzy lata później wydałem pierwszy poradnik i powieść. Tak się zaczęło. 

Kinga: Jak reagowałeś na pierwsze recenzje debiutanckiej książki? Czytałam ją i wiem, że do dziś dnia zbiera różne opinie.

Aleksander: Niezbyt dobrze pamiętam tę chwilę, ale sądzę, że było mi przykro, bo tak jest zawsze, kiedy recenzja nie jest pozytywna. Dziś pierwszą powieść napisałbym zupełnie inaczej, sądzę, że warsztatowo lepiej, ale czy byłaby lepsza? Nie sądzę. A, że nie wszystkim się podoba to sprawa naturalna. Istotne, że są czytelnicy, którym się bardzo podobała i tylko to się liczy. Tworzę dla swoich czytelników, a nie dla tych, którzy po moje utwory sięgać nie chcą.

Aleksander Sowa przy pracy

Kinga: Czy to trudne pogodzić się z tym, że własna twórczość nie wszystkim się podoba?

Aleksander: Nie jest to łatwe. Ale z czasem można się tego nauczyć i myślę, że ten etap mam już dawno za sobą. O wiele trudniejsza do zniesienia jest dla mnie krytyka nieuczciwa. Mam tutaj na myśli tzw. hejterstwo oraz krytyczne opinie ze strony innych twórców. Mam dyżurnego hejtera-pisarza, który co jakiś czas obrzuca mnie nieczystościami. Raz nawet pozwał mnie do sądu tak bardzo boli go moje nazwisko. Chciał 10 tysięcy złotych odszkodowania na naruszenie dóbr osobistych, bo jego zachowanie nazwałem „prymitywnym zachowaniem małego człowieka”. Konstruktywna krytyka jest bardzo potrzebna i wyciągam z niej wnioski, resztę można spuścić w klozecie.

Kinga: Zahaczmy trochę o książkę „Zauroczenie”, powiem szczerze, że po mojej recenzji tej książki, miałam przyjemność poznać osobę, która była pierwowzorem głównej bohaterki. Opowieść prawdziwie mnie ujęła (czego dowodem jest ta recenzja KLIK). Czy trudno było ubrać w słowa czyjeś życie i czy od początku wiedziałeś, że będzie z tego wspaniała książka?

Aleksander: Książka dla jednych jest dobra, dla innych daremna. Może natomiast być dobrze lub źle napisana. Do „Zauroczenia” bardzo się przyłożyłem, ale mylisz się sądząc, że ubierałem czyjeś życie w słowa. Owszem, prawdziwe historie są dla mnie doskonałym tworzywem, inspirują mnie, ale nie staram się wiernie odzwierciedlać faktów a jedynie je interpretować na swój sposób. Tak było z „Zauroczeniem”.

Kinga: Wiem, że „papierowe” wydawnictwa z niechęcią odnosiły się do Twojej twórczości. Czy właśnie to było powodem założenia własnego wydawnictwa?

Aleksander: Ja w ogóle wszystkie wydawnictwa też darzę niechęcią, co zresztą nie jest niczym nowym, bo autor dla wydawnictwa jest tylko ciężarem. Było dokładnie tak, jak piszesz, poszedłem na swoje bo tak jest mi w tej chwili lepiej.

Kinga: W Twoich książkach dużo jest bólu i trudnych tematów. Czy to taki klucz do sukcesu, czy tylko osobiste preferencje?

Aleksander: Sukces to wielkie słowo, wolałbym go unikać. Moje książki są różne, część z nich owszem podejmuje trudne tematy, ale właśnie one są dla mnie ciekawe.

Kinga: Piszesz również poradniki, powiedz, co daje większą satysfakcję – powieść czy poradnik? Co w Polsce bardziej opłaca się pisać?

Aleksander: Opłaca się to, co się sprzedaje. Poradniki sprzedaje się łatwiej. Mnie większą satysfakcję dają powieści, ale jak płacę za ratę kredytu hipotecznego to nie ma większego znaczenia czy z pieniędzy za powieść czy za poradnik.

Zadumana Sowa...


Kinga: Czego życzysz sobie na kolejne lata? Czy możemy spodziewać się kolejnych książek pióra Aleksandra Sowy?

Aleksander: Chciałbym móc żyć tylko z pisania i nie chorować. A kolejne lata? Mogę to już oficjalnie powiedzieć bo w tej chwili trwa redakcja. Za kilka miesięcy ukaże się nowa powieść. Będzie to „Góra Bogów Śmierci” – pierwsza w moim dorobku pozycja z gatunku literatury grozy. W dalszej przyszłości jest powieść „Punkt Barana” z gatunku sensacja-kryminał, nad którą aktualnie pracuję i zdradzę, że jest to kontynuacja „Ery Wodnika”.
 
Kinga: Gdybyś mógł powiedzieć do swoich czytelników tylko jedno zdanie, jakby ono brzmiało?

Aleksander: Dziękuję.

Kinga: Ja Tobie też dziękuję za poświęcony mi czas i życzę wielu sukcesów.

Pod tym adresem możecie zobaczyć stronę autora i zapisać się na newsletter -> Wydawca.net. Warto, bo subskrybenci dostają przedpremierowo pełne wersje książek.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...