czwartek, 27 czerwca 2013

Liebster Blog Award i wyniki konkursu

Kilka dni temu zostałam nominowana przez Julię z bloga In corner with book do Liebster Blog Award. Na początku nie wiedziałam w ogóle o co w tym wszystkim chodzi, ale sprawa bardzo szybko się wyjaśniła.
,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów  więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”
Liebster Blog Award

1. Najlepsza książka jaką  kiedykolwiek przeczytałaś to?
Z pewnością Hobbit Tolkiena. To od tej książki zaczęła się cała moja przygoda z czytelnictwem i pisaniem. Jakoś szczególnie ta książka zapadła mi w pamięć i może nie dlatego, że uważam ją za najlepszą, tylko zwyczajnie mam do niej ogromny sentyment.
2. Który przedmiot w szkole najbardziej lubiłaś a który najmniej?
Nienawidziłam matematyki, mam umysł humanistyczny i wszystko, co związane z liczbami omijam szerokim łukiem. Lubiłam natomiast biologię, pisałam z niej maturę i mogę uznać, że to był mój ulubiony przedmiot.
3. Czy masz przyjaciela, ale takiego z prawdziwego zdarzenia, takiego od serca?
Z przyjaciółmi bywa różnie, czasami w ciągu życia się zmieniają, ale mogę powiedzieć, że tak są tacy ludzie...
4. Gdzie chciałabyś kiedyś pojechać?
Marzę o wycieczce do Egiptu i zwiedzeniu Doliny Królów.
5. Jakie 3 cechy najbardziej Cię denerwują u innych ludzi?
Rozwiązłość, nieszczerość, pozerstwo.
6. Jakie są Twoje zalety/umiejętności (wymień co najmniej 5)?
- dobre oko w strzelaniu
- ładne oczy
- cięty język
- umiejętność słuchania
- umiejętność manipulowania energiami
7. Gdybyś wygrała 1000000 zł co byś z nimi zrobiła?
Najpierw upiłabym się ze znajomymi do nieprzytomności i zabalowała na jakiejś tropikalnej wyspie, a jeśli coś by zostało, to zastanawiałabym się co zrobić z resztą, po wyleczeniu kaca :))
8. Jakie książki najchętniej czytasz?
Ezoteryczne, poradniki, biografie i horrory.
9. Z jakich powodów zdecydowałaś się założyć bloga?
Lubię czytać, pomyślałam więc, że jeśli moje doświadczenia z książkami będą w stanie pomóc komuś w dokonaniu wyboru lub naprowadzić na pozycję warte uwagi, to jest sens, żeby swój własny kawałek sieci posiadać. Zresztą nigdy się nad tym jakoś szczególnie nie zastanawiałam.
10. Twoje największe lęki to...?
Powiedzmy, że wszelakie żaby, robale itp.
11. Twoi ulubieni aktorzy to...?
Ciężko stwierdzić,bardzo podoba mi się aktor, który gra przystojniaka w komedii "Kocha, lubi, szanuje". Jeśli chodzi o aktorkę nic nie przychodzi mi w tej chwili do głowy.

Do zabawy nominuję następujące blogi:
 
http://booksloovers13xd.blogspot.com/
http://czytajmyksiazki.blogspot.com/
http://czytelniaa.blogspot.com/
http://nieczytam.blogspot.com/
http://ksiazki-legera.blogspot.com/
http://kinga42.blogspot.com/
http://mipropiabiblioteca.blogspot.com/
http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/
http://book-and-cooking.blogspot.com/
http://alone-with-books.blogspot.com/
http://zaczarowane-strony.blogspot.com/

Oto pytania dla nominowanych blogów:
1. Gdybyś miał/a zrobić coś szalonego przed śmiercią, co by to było?
2. Najgorsza książka jaką kiedykolwiek przeczytałeś/aś?
3. Wymień 3 osoby które według Ciebie są wzorem do naśladowania?
4. Kiedy czytam książkę to.... (dokończ zdanie).
5. Mój blog jest dla mnie... (dokończ zdanie).
6. Jak brzmiała Twoja szkolna ksywa?
7. Gdybyś mógł zaplanować następne 10 lat swojego życia jakby one wyglądały?
8. Co robiłbyś/robiłabyś gdyby nie wynaleziono internetu?
9. Czy oprócz czytania książek masz jakieś inne hobby?
10. Jestem... (opisz siebie w dwóch zdaniach).
11. Co sądzisz o zabawie Liebster Blog Award?

Zapraszam do zabawy nominowane przeze mnie blogi, a osobom, które wzięły udział w moim konkursie ogłaszam, że zwycięzcą została: Marcela Pomper

Marcelo skontaktuje się z Tobą e-mailowo i za jakiś czas w Twoje ręce powędrują dwie książki, które można było wygrać w moim konkursie.


niedziela, 23 czerwca 2013

Rozmowy z Bogiem. Ksiega pierwsza - Neale Donald Walsch | Recenzja książki

Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś mógł porozmawiać z Bogiem?

Wszystkie trzy księgi Rozmów z Bogiem posiadam już od dawna. Nigdy jednak nie miałam czasu, aby się nimi bliżej zając, teraz wiem, że czas ten nadszedł w najbardziej odpowiednim momencie. Nie bez kozery mówi się, że mistrz przychodzi wtedy, kiedy uczeń jest gotowy. Książka "Rozmowy z Bogiem" trafiła do mnie wtedy, kiedy trzeba.

Rozmowy z Bogiem

Rozmowy z Bogiem - Neale Donald Walsch

Wydawnictwo: Limbus
Stron: 272

Trudno wprost uwierzyć, że autor książki miał możliwość bezpośredniej rozmowy z Bogiem, choć jak twierdzi jest to całkowita prawda. Walsch przez wiele lat swojego życia szukał odpowiedzi na nurtujące go pytania i prosił Boga, aby ten odkrył przed nim rąbek swojej tajemnicy. Życie Walscha się waliło, stracił pracę a dotychczasowe starania zdawały się nie przynosić żadnych efektów. Postanowił zwrócić się do Boga w formie listu, spytać go o pewne rzeczy i... za sprawą automatycznego pisma otrzymał od Boga odpowiedź. Najwyższy odpowiedział na wszystkie jego pytania, wyjaśnił wiele spraw związanych z sensem naszego życia i drogą, która nas czeka.

 
Jedni wierzą, że Walsch rozmawiał z Bogiem, inni kategorycznie zaprzeczają takiej możliwości. Sprawa wydaje się być nierozstrzygnięta, a każdy czytelnik we własnym mniemaniu musi zdecydować, czy wierzy, że słowa, które do niego docierają pochodzą od samego Boga. Ja osobiście chce w to wierzyć, gdyż koncepcja zawarta w Rozmowach z Bogiem jest spójna, przejrzysta i całkowicie odpowiada mojemu światopoglądowi i sposobi, w jaki postrzegam religię. Co prawda treść książki może wydawać się bluźniercza, zważywszy na fakt, iż Bóg twierdzi, że nie obowiązują nas żadne zasady, niczego nie musimy. Możemy tylko chcieć, a pojęcia dobra i zła jako takich, nie istnieją.

Bóg tłumaczy Walschowi, że stworzył nas po to, by doświadczyć własnej boskości, bo jak inaczej Bóg może zrozumieć swoją boskość jak nie poprzez doświadczanie stworzenia i miłości? To samo tyczy się nas, ludzi, którzy ponoć również jesteśmy bogami. Takimi małymi, mikrobogami własnego świata, a wolna wola dana nam przez Boga może zostać przez nas wykorzystana w każdy sposób, jaki przyjdzie nam do głowy.
W rzeczywistości boskiej nie ma żadnych nakazów ani zakazów. Rób to, na co masz ochotę. To, co Ciebie wyraża, co coraz wspanialej przedstawia Twoją Jaźń. Jeśli chcesz się zadręczać, to się zadręczaj. Ale nie osądzaj, ani też nie potępiaj, gdyż nie wiesz, dlaczego coś się zdarza ani czemu służy. I zapamiętaj: to, co potępiasz, kiedyś potępi Ciebie, a co osądzasz, tym się kiedyś staniesz.

Bezpośrednia rozmowa z Bogiem

Czytając "Rozmowy z Bogiem" mamy wrażenie, że sami z nim rozmawiamy. Że to my, a nie autor zadajemy pytania. To umiejscowienie nas w roli bożego rozmówcy nie jest trudne, gdyż pytania jakie padają w książce są odwiecznym niewiadomymi, jakie chciałby poznać każdy człowiek. Co dziwne, Bóg nie mówi w sposób doniosły, nie bije od niego żaden wzniosły majestat. Wyraża się swobodnie, niejednokrotnie żartuje i jak sam mówi, ma do tego prawo, przecież to on wymyślił humor.

Książka ta z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, wielu ludzi może poczuć się zniesmaczonych lub zawiedzionych wizją Boga, która jest w niej przedstawiona, ale jeśli o mnie chodzi jestem w pełni usatysfakcjonowana. To, co zostało mi przedstawione przyjmuje z radością i pragnę wzniecić w sobie wiarę, że tak właśnie nasze życie wygląda, a Bóg, ten, którego religie przedstawiają jako surowego, karcącego stwórcę, w rzeczywistości jest czymś całkiem innym. Czytając nie da się odrzucić od siebie wrażenia, że te słowa rzeczywiście pochodzą do Boga.
Nie ma na świecie ofiar ani oprawców. Ani też nie godzą w ciebie wybory dokonane przez innych. Na pewnym poziomie świadomości wszyscy wspólnie powołaliście do istnienia to, czego nie znosicie - a stworzywszy ową rzecz, tak jakbyście ją wybrali.
Są tacy, którzy mówią, że dałem wam wolną wolę, mimo to ci sami ludzie twierdzą, że jeśli nie będziecie Mi posłuszni, poślę was do piekła. Gdzie tu wolna wola? To kpina z Boga - i przekreślanie zarazem możliwości wytworzenia między nami jakiegokolwiek prawdziwego związku.
Rozmów z Bogiem nie da się streścić, nie da się ich też ocenić z żaden sposób. Ten dialog nie podlega ocenie. Jego po prostu  trzeba przeczytać. Przeczytać i postarać się zrozumieć, nawet, jeśli łzy będą nam się cisnąć do oczu. Ja przeczytałam i jestem o tego czasu jakby szczęśliwsza. Zaczynam już drugi tom, chce dalej rozmawiać z Bogiem... kimkolwiek on jest.

Tym, którzy nie czytali, gorąco polecam, a tych którzy czytali zapraszam do podzielenia się opinią o książce.

czwartek, 20 czerwca 2013

Najgorsze typy facetów. Mężczyzno nie czytaj tego!

Lubię sobie czasem coś skrobnąć, wiadomo, nie zawsze musi być to recenzja, a że pisać i wymyślać lubię bardzo, to stworzyłam jakiś czas temu spis najgorszych męskich typów. Początkowo umieściłam go na moim ulubionym forum, a dziś chce pokazać go wam. Jest to raczej taki humorystyczny felieton, baaardzo z przymrużeniem oka. Jeśli chcesz poznać najgorsze typy facetów. Zapraszam do czytania.

Najgorsze typy facetów


Przedstawiam wam zatem najgorsze typy mężczyzn!

Facet Super Macho - najlepszy, najsilniejszy i najbardziej przebiegły samiec alfa w grupie (i nie ważne z kogo składa się ta grupa). Nie znosi sprzeciwu, to on jest panem i władcą na krańcu świata. Nie potrzebuje od nikogo pomocy, nie przyznaje się do swoich słabości. Nie spotkasz go w kinie zalewającego się rzewnymi łzami na komedii romantycznej, ten typ upodobał sobie siłownię. To miejsce jest jego terytorium i gdyby mógł, oznaczyłby je w odpowiedni sposób.
Minusy: Facet super macho nie przyniesie Ci kwiatków, nie założy różowej koszulki, nawet gdybyś go o to błagała. Nie pobawi się z Twoim yorkiem ani nie wyprowadzi go na spacer.
Plusy: W jego obecności nie stanie Ci się krzywda. Macho jest gotowy w każdej chwili uderzyć do ataku i pokonać każda przeszkodę stojącą Ci na drodze. W wolnych chwilach możesz pozachwycać się jego mięśniami i udawać bezradną istotkę potrzebującą pomocy przy zmianie koła w samochodzie.

Facet Piotruś Pan - nie słucha, nie rozumie, co do niego mówisz, nie wie co to dorosłość i odpowiedzialność. Najchętniej wstawałby o 12:00, zjadał przygotowane przez Ciebie wcześniej śniadanie i zasiadł na długie godziny przed Xboxem. Piotruś Pan nie czuje potrzeby zarabiania pieniędzy, sprzątania, prasowania i wynoszenia śmieci. Najbardziej w świecie pragnąłby, aby te czynności na zawsze zostały mu darowane. Piotruś Pan jest lekkomyślny, dziecinny i ma gdzieś zasady, które próbujesz mu wpoić.
Minusy: Ty pierzesz, gotujesz, sprzątasz i opiekujesz się fantazyjną postacią, to chyba wystarczy.
Plusy: W każdej chwili masz dostęp do najnowszych kreskówek i gier. W waszym salonie możesz poczuć się jak na torze przeszkód (tylko wyobraź sobie te emocje związane z omijaniem jego brudnych skarpetek i opakowań po pizzy).

Facet Laleczka - ma więcej ubrań i kosmetyków niż Ty. W łazience spędza każdą wolną chwilę. Jest obyty z najnowszymi trendami zarówno w modzie, jak i w uczesaniu. Popuszcza na samą myśl o nowej innowacyjnej odżywce do włosów. Piłuje paznokcie czekając na autobus, nakłada make-up i wzdycha do swojego odbicia w lustrze. Uważa się za najprzystojniejszego i najbardziej eleganckiego faceta na świecie.
Minusy: Kiedy wychodzicie gdzieś razem, trudno odróżnić, kto w tym związku nosi spodnie, a kto regularnie poprawia balejaż. Łazienka w waszym domu jest na stałe okupowana przez Pana idealnego, przez co Ty z dnia na dzień wyglądasz coraz gorzej i masz ochotę rzucać się z mostu.
Plusy: Masz własną drogerię, nigdy niczego Ci nie braknie, on kupuje wszystko, więc zawsze znajdziesz coś dla siebie.

Facet Foch - wiecznie obrażony, zdegustowany i zły. Nigdy nie wiesz, czym możesz go śmiertelnie urazić. Facet Foch uważa, że każda osoba wyrażająca inne poglądy jest do niego wrogo nastawiona i zasługuje na "olanie". Nigdy nie wytłumaczy Ci, co tym razem go uraziło. Chodzi nadąsany i nikt pod słońcem nie wie z jakiej przyczyny.
Minusy: Nie masz z kim porozmawiać, w odwecie wynosisz się na noc na kanapę. Nie ma Ci kto pomóc, bo do Pana Focha strach się odezwać (czyt. radź sobie kobieto sama).
Plusy: W końcu masz święty spokój, nikt nie zrzędzi Ci nad uchem, a czas zaoszczędzony na rozmowach z Panem Fochem wykorzystujesz na spotkanie z przyjaciółkami.

Facet Synek Mamusi - nic nieumiejący, wiecznie nieporadny. Matka jest nieodłączną częścią jego życia, bez niej zginąłby w tej dżungli, którą my nazywamy życiem. Mami synek nie wyobraża sobie życia bez kobiecej pomocy. Wszystko musi mieć wcześniej przygotowane, trzeba mu wytrzeć buzię po jedzeniu i ponosić go, żeby mu się odbiło (niejednokrotnie w późniejszym życiu odbija mu nawet bez noszenia :)). Ten facet jest niczym dziecko zgubione we mgle, przed niebezpieczeństwem chroni go wyłącznie spódnica matki. Po osiągnięciu dorosłości poszukuje kobiety, która zaopiekuje się nim i obdarzy go matczyną miłością. Ich relacje będą raczej rodzinne, a nie zmysłowe.
Minusy: Masz w domu duże dziecko, wiecznie płaczące i nieustannie potrzebujące Twojej pomocy. Masz dosyć siedzenia przy jego łóżku, kiedy ma grypę i wysilania się na obiadki, przypominające smakiem te, które jadł w dzieciństwie.
Plusy: Posiadasz żywą maskotkę, możesz spełniać się macierzyńsko, nawet nie posiadając dzieci.

Facet Ciepłe Kluchy - dobroć i spokój wylewa się z niego, aż do obrzydzenia. Ten facet nigdy nie postawi na swoim, nie ma własnego zdania i chętniej korzysta z mentalności stada. Nigdy nikomu nie powie złego słowa ani nie użyje przemocy. W waszym związku poważne decyzje będą należały do Ciebie. Ciepłe Kluchy nie wychodzą na towarzyskie imprezy, ten facet nie lubi tłumów i chaosu, to go onieśmiela. Najlepiej czuje się w gronie sprawdzonych przyjaciół. Jest lubiany, ale często też po cichu wyśmiewany. Facet Ciepłe Kluchy muchy by nie skrzywdził, łatwo możesz go zawstydzić. Jeśli poczuje, że chcesz nad nim dominować, wycofa się z rozmowy i ucieknie w strefę swojego komfortu.
Minusy: Człowiek mimoza - niby żyje, ale co do tego pewności nigdy nie ma. Mdły, niewyraźny, bez szczególnych charakterystycznych cech osobowości. Często też nieatrakcyjny fizycznie.
Plusy: Możesz na niego liczyć, to chodząca Matka Teresa. Pomoże Ci w potrzebie, jeśli tylko będzie umiał. Świetny materiał na przyjaciela (na partnera nie).

Myślisz, że tu już wszystkie, najgorsze typy mężczyzn? Oj nie, są jeszcze...

Facet Niepoprawny Romantyk - ciągle beczy, wzrusza go wszystko i wszyscy. Trudno mu zapanować nad emocjami, bo cały czas chodzi z głową w chmurach. Cały czas może przynosić Ci kwiaty i piać rzewne serenady pod Twoim oknem. Jest roztkliwiony aż do przesady i wymaga tego od wszystkich wokoło. Niepoprawny romantyk to patentowana słabizna, facet cień, którego dostrzeżesz, a raczej usłyszysz, kiedy szlocha, zaczytując się Harlequinem. Zakochuje się bardzo szybko i sądzi, że to uczucie będzie trwało już wiecznie. Tych Pań "właściwych" miał już w życiu setki, ale żadna nie zabawiła na dłużej.
Minusy: Bardzo często masz ochotę zdjąć kapcia i zdzielić mu nim przez łeb. Denerwuje Cię wystrój jego (tudzież waszego) mieszkania. Tylu serduszek, czerwonych świeczek i plakatów z Titanica nie wiedziałaś nigdy w życiu.
Plusy: Czasami może dać Ci chwile, których nie zaznasz spędzając czas z Panem Super Macho, ani Piotrusiem Panem.

Facet Szambiarka - higiena osobista nie widnieje na liście jego życiowych priorytetów. Wychodzi z założenia, że skoro w średniowieczu ludzie się nie myli i nasz gatunek nie wymarł, to i teraz to się nie stanie. Faceta Szambiarkę rozpoznasz bardzo szybko po dość charakterystycznych cechach: brudne wymiętolone ubranie, zaniedbane włosy i dłonie, buty wyglądające niczym z westernu (kurz i kupy z dzikiej prerii). Ten facet uważa, że jedyne niezbędne mu "kosmetyki", to mydło i pasta do zębów (ale też nie za często, bo częste mycie skraca życie). To typ, którego wyczujesz na kilometr i z pewnością nie zachwycisz się tym zapachem.
Minusy: Nawet gdyby był najinteligentniejszym i najukochańszym przedstawicielem męskiej rasy, trudno z nim wytrzymać.
Plusy: Nikt nie zarzuci mu metroseksualności.

Podobało się? Najgorsze typy facetów, które przestawiłam, to nie wymysł, to realia. :) Jeżeli chcesz poznać ich damskie odpowiedniki, zapraszam na: Najgorsze typy kobiet.

niedziela, 16 czerwca 2013

Życie Pi - Yann Martel | Recenzja książki

Do czego może posunąć się człowiek, by uratować własne życie?

Książka Życie Pi przyciągnęła mnie przede wszystkim okładką. Gdzieniegdzie słyszałam, że treść jest dobra, ale przed przeczytaniem nie widziałam na oczy żadnej recenzji na jej temat. Chciałam, aby nic nie stało się dla mnie jasne, ani żaden fakt nie został odkryty. Sama również staram się pisać swoje recenzje tak, żeby nie ujawniać najważniejszych wątków powieści i pozostawić świadomość czytelnika wolną od wiedzy, którą ma przecież sam posiąść podczas czytania.

Życie Pi

Życie Pi - Yann Martel

Wydawnictwo: Albatros
Stron: 400

Pi Patel jest szesnastoletnim indyjskim chłopcem. Mieszka w bliskim sąsiedztwie zoo, którym zarządza jego ojciec. Od dziecka zaznajomiony ze zwierzętami i przebywający nieustannie w ich towarzystwie przygląda się cudowi, jakim jest życie. Pragnie kochać Boga i w niedługim czasie staje się praktykującym chrześcijaninem, muzułmaninem i hindusem jednocześnie. Uważa, że Bóg jest tylko jeden, a w niebie honorowane są wszystkie paszporty. Spokojne życie Pi zmienia kierunek wraz z kryzysem politycznym jaki dotyka Indie. Patelowie postanawiają wyemigrować do Kanady i zamknąć zoo. Zwierzęta zostają wyprzedane innym ogrodom zoologicznym, a część ląduje na statku razem z Pi i jego rodziną. Pewnej nocy, podczas rejsu Pi słyszy potężny wybuch. Od tej chwili jego dawne życie się skończyło. Zaczyna się nowe, Życie Pi.

Historia inna niż wszystkie

Na początku książki "Życie Pi" możemy poznać wiele ciekawych faktów dotyczących egzystencji zwierząt w ogrodzie zoologicznym. Czytając zastanawiałam się, czy tak będzie wyglądać całość książki, ale jakże bardzo się pomyliłam, wiem tylko ja sama. Książka mną wstrząsnęła, przyprawiła mnie o współczucie, złość i był też moment, że pojawiły się łzy. Wszystko przez nieprawdopodobną historię podobną do przygód Robinsona Cruzoe, którego zresztą bardzo lubię. Pi modlił się do Boga, kochał go i można sądzić, że to właśnie ten umiłowany Bóg pozwolił mu przetrwać ciężkie chwile, a może była to tylko siła woli. Moc, jaka budzi się w człowieku w krytycznych momentach i zmusza go do tytanicznego wysiłku, który ma na celu ochronę życia i podtrzymanie gatunku.

Życie Pi udowadnia nam, że wszystkie nasze problemy są niczym w porównaniu z ostatecznością, do jakiej może zniżyć się człowiek. Wszystko, na co narzekamy to tylko fanaberia przejedzonych, przegrzanych i wymuskanych francuskich piesków, które zawsze znajdą powód, żeby powiedzieć: jak ja mam źle w życiu. Nie mamy źle i to właśnie udowadnia nam historia Pi Patela. Siedzimy wygodnie w fortelu i odrażające widoki nie mrożą nam krwi w żyłach.

Zebra wciąż żyła. Nie mogłem w to uwierzyć. Miała w ciele wielką jamę, przypominającą krater wulkanu tuż po erupcji; wyrzygane, na wpół strawione organy lśniły w świetle dnia lub wydzielały tylko nikły matowy blask, ale inne wciąż jeszcze pulsowały życiem, choć słabo.Wszelki ruch.ograniczony był do drgawek tylnej nogi i sporadycznych ruchów oczu. Byłem przerażony. Nie miałem pojęcia, że jakakolwiek istota może przeżyć takie jatki.
Jak widać opisy nie szczędzą nam delikatności i zapewniam, że pojawią się w książce jeszcze kilkukrotnie, gorsze wręcz i bardziej obrzydzające, niż ten zacytowany. Zobaczymy, jak nisko może zejść człowiek w którym drzemie ogromna wola życia i jak nieubłagany potrafi być los, który się z nim bawi.
Powodem, dla którego śmierć tak mocno trzyma się życia, nie jest biologiczna konieczność, lecz zawiść. Życie jest tak piękne, że śmierć się w nim zakochała zazdrosną, zaborczą miłością, która zgarnie wszystko, co się da.
Kiedy już przebrniemy prze smutną, targającą emocjami historię, okaże się, że być może wcale tak nie wyglądała. Znajdzie się dla niej alternatywa, jeszcze gorsza, jeszcze bardziej wynaturzona i smutna zarazem. Trudno nam będzie wybrać, która tak naprawdę się wydarzyła, ale modlić się będziemy, żeby ta pierwsza była prawdziwa, ta, która nie przysparza aż tyle grozy. Zakończenie jest otwarte, tak można powiedzieć i ja nadal zastanawiam się, jak rzeczywiście wyglądało Życie Pi...

Yann Martel stworzył doskonały obraz człowieka, który próbuje przetrwać, ubrał ten obraz i pokolorował nadając mu głęboki, egzystencjonalny sens i skłonił mnie tym do dziękowania za to co mam. Bo tak naprawdę człowiek nie docenia tego, co posiada dopóki tego nie straci, wtedy jedynym co mu pozostaje jest wiara. Taka niezachwiana, dziecinna ufność, że zbawienie kiedyś nadejdzie.

Z czystym sercem polecam wam przeczytać Życie Pi, to nie będzie zwykła powieść, być może jest to historia autentycznie istniejącego człowieka. Tego nie wiem, ale z pewnością będę szukać odpowiedzi na to pytanie. Nie wiem czy coś się zmieni, kiedy je znajdę, w każdym bądź razie gdy ktoś w najbliższym czasie spyta mnie: Kinga, znasz jakąś ciekawą książkę, którą mogłabyś polecić, odpowiem: Życie Pi.

Ciekawa jestem Twojej opinii o tej książce.

czwartek, 13 czerwca 2013

Trzy twarze Ewy - Barbara Freethy | Recenzja książki

Czasami jesteśmy rozdarci między miłością i powinnością. Czy górę bierze wtedy zdrowy rozsądek, czy serce?

Moje kolejne podejście do romansu uważam za wypełnione. Książka "Trzy twarze Ewy" przeczytana i pasowałoby, żebym przedstawiła wam ją książkę moimi oczyma. Tak, jak ja ją widziałam, tak, jak ją odebrałam i przetrawiłam. Trawieniu nie trzeba było pomagać, Ranigast był zbędny, obyło się też bez ziółek, ale...

Trzy twarze Ewy

Trzy twarze Ewy - Barbara Freethy
Wydawnictwo: Bis
Stron: 336

Derek, mąż Brianny Kane zostaje skazany na 5 lat więzienia w związku z kradzieżą obrazów zatytułowanych Trzy twarze Ewy. Nigdy nie przyznaje się do czynu, za który trafił do więzienia a Brianna usilnie wierzy w niewinność swego męża i znosi rozłąkę z ukochanym mężczyzną. W czasie trwania odsiadki rodzi mu syna i z pomocą teściów wychowuje dziecko w przeświadczeniu, że jego ojciec jest dobrym, utalentowanym człowiekiem. Kiedy na kilka tygodni przed zakończeniem wyroku Derek ginie na skutek więziennej bójki, Brianna postanawia oczyścić jego dobre imię i udowodnić, że nie miał on nic wspólnego z kradzieżą dzieł sztuki. Przeprowadza się do jego rodzinnej Zatoki Aniołów i próbuje wieść normalne życie.

Trzy twarze Ewy to typowy romans, ale z wplątana w niego nutką kryminału. Co prawda zagadką nie jest morderstwo a kradzież obrazów, ale zgadywanie, jak do kradzieży doszło może być ciekawym doświadczeniem. Dla Brianny poszukiwanie prawdy było bardzo bolesne, kochała męża i nie potrafiła dopuścić do siebie myśli, że człowiek z którym miała syna, mógł być złodziejem. Ale jak to zazwyczaj w życiu bywa nic nie jest czarne albo białe. Otaczająca nas rzeczywistość ma wiele odcieni i tylko nasz sposób postrzegania jest w stanie rozróżnić je i sklasyfikować wedle własnych upodobań. Niekiedy to, co wydaje nam się właściwe może ranić innych ludzi, a nasze szczęście dla innych staje się ciosem prosto w serce.

Powieść Barbarry Freethy cechuje się dość oklepanym schematem, kobieta po ciężkich przejściach zaczyna nowe życie i okazuje się, że czeka ją jeszcze więcej ciężkich przejść, ale na szczęście książka zawiera coś jeszcze. Tym czymś jest ciekawy wątek dzieł sztuki, które dla mieszkańców Zatoki Aniołów mają wielką wartość i sama postać Ewy, która zdaje się przynosić niektórym ludziom pecha. Ewa jest jak Derek, trudno uchwycić jej prawdziwe oblicze i choć malarz starał się ze wszystkich sił, aby oddać ja na płótnie taką, jaka była w rzeczywistości, ponosił klęskę. Książka jest częścią cyklu o Zatoce Aniołów, widziałam inne publikacje, ale chyba nie zapałałam do nich miłością na tyle, żeby po nie sięgnąć.

Trzy twarze Ewy mnie nie zachwyciły. Owszem, książka ma swoje mocniejsze i słabsze strony, ale w mojej surowej ocenie jest średnia. Kibicowałam Briannie, która było mało wyrazista, ale też irytowały mnie niepotrzebne "rozpychacze", czyli wątki, które nie mają związku z właściwą akcją książki i tylko zwiększają jej objętość i zawiłość. Nie wiem jak wy, ale ja lubię, gdy wszystko, co dzieje się w powieści jest z nią integralnie związane, uzupełnia w pewien sposób fabułę, naprowadza nas na właściwe wnioski i poszerza nasze zrozumienie. W tej książce są bohaterowie i sytuacje, których z czystym sercem można by wyrzucić i powiedzieć: a sio! Poszedł mi stąd, wynocha!

Książka Barbary Freethy na moim biurku

Książeczka jest niewielka, ma ładną okładkę, ale jest trochę taka rozmemłana. Nie twierdzę, że zła, ale chyba nie w moim guście. Wolę utwory z pazurem, takie, od których trudno się oderwać. Trzeba mnie czymś zaskoczyć, rozwścieczyć lub zaintrygować, żebym była zachwycona. Trzy twarze Ewy niestety nie wywołały we mnie skrajnych emocji, ale sądzę, że jest to średniej klasy, niezobowiązujące czytadło, takie dla chwilowego odmóżdżenia, gdy chcemy posmakować nowych perspektyw. Końcówka w moim mniemaniu jest słaba, zbyt ugrzeczniona i i bardzo przewidywalna. Jak ja nie cierpię przewidywalności!
Tak więc reasumując, szału nie było, dupy nie urywało, ale też narzekać jakość strasznie nie będę. Było średnio i tego się trzymam.

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawnictwa
Bis

Masz ochotę na tą książkę, czy wolisz inne klimaty?

niedziela, 9 czerwca 2013

Książkowe must have, czyli na co się ostatnio napaliłam.

Miała być piramidka, a będzie raczej spis, gdyż nie miałam możliwości zrobić odpowiedniego zdjęcia. Uwiercie mi więc na słowo, poniższe publikacje to moja piramidka. Napaliłam się na nie strasznie i w najbliższym czasie właśnie te pozycje będę czytać. Kolejność przypadkowa, nie wiem kiedy mnie na co najdzie, w każdym bądź razie przeczytania poniższych pozycji sobie nie odpuszczę. Zaczynamy.


Życie Pi

Życie Pi - Yann Martel

Na tą książkę polowałam już od dawna. Zachwyciła mnie okładka i zaintrygował nieokreślony tytuł. Mam nadzieję, że będzie to ciekawa lektura.


Córki Nipponu nie płaczą

Córki Nipponu nie płaczą - Lakotta Consilia Maria

Kolejna fenomenalna okładka i coraz bardziej zaczynam wierzyć, że jestem zatwardziałym wzrokowcem :) Książka przyciągnęła mnie i obiecuje trochę orientu, odmiennej kultury i tego czegoś, co poszukuje w bibliotekach od dawna - wyjątkowości.


Kod Biblii

Kod Biblii - Michael Drosnin

Tu już okładka nie prezentuje się tak okazale, ale mam nadzieję, że zawartość w pełni ten mankament wynagrodzi. Uwielbiam wszelkie niewyjaśnione historie, a zagadki religijne są jednych z tematów po które sięgam z ogromnym entuzjazmem. Oczekuje kawałka porządnej wiedzy bez pitolenia o tym, co już wiem.


Przez burze ognia
 Przez burze ognia - Veronica Rossi

Kolejna książka, którą planuje przeczytać od dawna. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że to będzie coś w moim guście i nie zawiodę się na tej lekturze.


Sztuka przyciągania ludzi
Sztuka przyciągania ludzi - Miłosz Karbowski

Taki sobie poradnik o budowaniu relacji i związkach międzyludzkich. Fachowa, praktyczna wiedza z zakresu bliskiego mojemu sercu. Mam nadzieję, że kogoś ciekawego przyciągnę po lekturze :)


Czy bogowie byli na Ziemi?

Czy bogowie byli na Ziemi? W krzyżowym ogniu pytań - Erich von Daniken

Daniken, czyli zajebistość nad zajebistościami. Mój ulubiony odkrywca - skandalista i jego niesamowite opowieści. Posiadam wiele książek tego autora, ale zbyt mało z nich do tej pory przeczytałam. Chce więcej!

Pozaświatowcy

 Pozaświatowcy: Świat bez bohaterów - Barandon Mull

Nowiusieńki egzemplarz powieści Brandona Mulla leży sobie właśnie w zasięgu mojego wzroku i błyszczy.  Kusi niesamowicie i już sam tytuł jest dziwnie przyciągający.

Jak podobają wam się moje zaplanowane czytadła? Co czytaliście, co z tego spisu polecacie, a co uznaliście za słabe?

czwartek, 6 czerwca 2013

Sekret - Rhonda Byrne | Recenzja książki

Masz dżina w butelce. Wystarczy tylko, że wypowiesz życzenie.

Jak świat długi i szeroki każdy człowiek marzy o tym, żeby spełnić swoje marzenia. Jedni mają maleńkie, ot takie tyci tyci, inni ogromne i nie ważne jest które jaki ma rozmiar - chcemy, żeby stały się prawdą. Pragniemy dostatniego życia, ukochanych osób, które będą nas wspierać i długich, radośnie przeżytych lat. Marzymy o satysfakcji i poczuciu, że wykorzystujemy swój czas najlepiej jak umiemy. To normalne, tak być musi i powinniśmy o swoje marzenia walczyć. Ba, za jakiś czas powinny one stać się faktem i całkiem namacalną rzeczywistością, czy jak to tam chcemy nazwać. "Sekret" Rhondy Byrne to książka, która pokazuje, że można osiągnąć wszystko.

The Secret

The Secret (Sekret) - Rhonda Byrne

Wydawnictwo: Nowa Proza
Stron: 216

"Sekret" to poradnik, tak poradnik, ale nie taki zwykły, to instrukcja życia i działania. Co prawda nie idealna i oczywiście nie pozbawiona mankamentów, ale jak dla laików pozytywnego myślenia, albo tych, co to dopiero swoje życie zaczynają kreować - idealna. Rhonda Byrne zaczyna swoją książkę tak:

Rok temu zawalił się w okół mnie cały świat. Byłam wyczerpana pracą, zmarł mój ojciec a relacje ze współpracownikami i bliskimi nie przedstawiały się najlepiej. Nie wiedziałam wtedy, że z rozpaczy jaka mnie ogarnęła, zrodzi się najwspanialszy dar. Najpierw przed oczami mignął mi Wielki Sekret - Sekret udanego życia. Dostrzegłam go w liczącej sto lat książce, którą dostałam od mojej córki Hayley. Potem zaczęłam tropić Sekret w minionych wiekach. Nie mogłam uwierzyć, że znało go tylu ludzi. Były to największe postaci w historii: Platon, Szekspir, Newton, Hugo, Beethoven, Lincoln, Emmerson, Edison, Einstein.
Zanim przystąpiłam do czytania Sekretu, obejrzałam bestsellerowy film nakręcony na jego podstawie. To zapoczątkowało moje zainteresowanie Sekretem i niedługo później trafiłam na wydanie książkowe. Przyznacie, że początek książki sprawia, że włos się jeży. Uwielbiam takie początki, mało tego, uwielbiam takie treści i może są one komercyjne, rozdmuchane, ale jak działają. Nie sposób przejść obok nich obojętnie.


Dawni przywódcy, którzy znali Sekret, pragnęli zachować władzę nie dzieląc się nią. Nie zdradzali nikomu Sekretu. Ludzie szli do pracy, wykonywali swoje obowiązki, po czym wracali do domu.  Żyli w codziennym kieracie, pozbawieni siły, Sekret bowiem znali tylko nieliczni. Było w dziejach świata wielu ludzi, którzy pragnęli posiąść wiedzę o Sekrecie, i wielu, którzy znali sposób by tę wiedzę dać światu.

 Sekret największych ludzi tego świata

Osoba, która zaczyna czytać książkę Sekret i nie jest zaznajomiona z filozofią rozwoju osobistego, albo wytrzeszcza oczy w zdziwieniu, albo kiwa z niedowierzaniem głową. To całkiem zrozumiałe, książka wszak komunikuje nam, że możemy osiągnąć wszystko o czym tylko marzymy. Jej poszczególne strony ujawniają zasady, jakimi kierowali się w życiu najmożniejsi ludzie tego świata i zapewniają, że my również możemy osiągnąć ich poziom. Ile w tym prawdy, a ile pobożnych życzeń, to już musicie rozgraniczyć wedle własnego mniemania.

Dziwnie może nam się zrobić, gdy ktoś oznajmi, że wszystko, czego doświadczyliśmy w życiu sami dla siebie wykreowaliśmy i nie ma zmiłuj, ale jesteśmy odpowiedzialni za wszelkie nasze niepowodzenia. Trochę dupowato, co? Człowiek chciałby wierzyć, że jak mu się coś nie udaje, to jest to winą pogody, złego horoskopu, czy najzwyczajniejszego pecha, a tu masz - my sami jesteśmy winni...

Podążając tym tropem mamy możliwość kreowania wszystkiego tak, aby wieść bajkowe życie i nie musieć już nigdy narzekać. Powiecie ok, ale jak to zrobić. No i w tym momencie oczom waszym ukażą się następujące zalecania:
Naszym zadaniem jako istot jest bezustanne myślenie o tym, czego chcemy, sprawianie, by to, czego chcemy było w naszym umyśle absolutnie jasne i dokładnie określone, tym samym ożywiamy jedno z największych praw we Wszechświecie, prawo przyciągania.
To, co teraz myślisz, tworzy Twoje przyszłe życie. Tworzysz je swoimi myślami. Ponieważ myślisz bezustannie, tworzysz też bezustannie. To, o czym myślisz najintensywniej, albo na czym skupiasz się najbardziej, ujawni się jako Twoje życie.

W czym tkwi sukces tej książki?

Przede wszystkim przyjazna dla oka okładka i podparcie materiałem w postaci filmu (wszak kiepskich książek nikt nie ekranizuje). Na koniec zaś wisienka na torcie, czyli potencjalne zyski, jakie możemy osiągnąć po przeczytaniu tej publikacji (czytaj: zdrowiem, kasa, laski/faceci itd.)  Czytając opinie o tej książce i rozmawiając na jej temat, spotykałam się z niepochlebnymi ocenami, że to wymysły, że naciąganie i mamienie ludzi. No tak, wszystko w dzisiejszym świecie nosi znamiona takiego postępowania, więc nie trudno się dziwić, ale ten czytelnik, który szuka konkretnych rozwiązań, na pewno je w Sekrecie znajdzie.

Rhonda Byrne stworzyła w moim przekonaniu ciekawy utwór, sposób w jaki go odbieram odzwierciedla oczywiście moje przekonania i wiarę, jaką żywię, ale początkujący w tej materii też wiele z niej wniosą. Dla weteranów samorozwoju będzie ona natomiast doskonałym utrwaleniem materiału i motywatorem do kolejnych działań. Mogłabym o tej książce pisać długo, ale po co, skoro i tak nie przedstawię jej zalet w swojej krótkiej recenzji. Najlepiej będzie, jeśli sami jej spróbujecie.

Osobiście wierzę w to całe przyciąganie, lubię to i nieskromnie mogę się pochwalić, że posiadam jakieś tam "przyciągnięcia", co nie zmienia faktu, że nie na każdego Sekretowe rady podziałają. Z pewnością będą ciekawą odskocznią od zwykłych lektur, nie spodziewajcie się jednak kwiecistej mowy. Sekret jest zbudowany z wypowiedzi praktyków, którzy stosują w swoim życiu filozofię (jeśli można ją tak nazwać) prawa przyciągania, które pokrótce brzmi: doświadczasz tego o czym najczęściej myślisz.

Ja myślę ostatnio często o blogu, no i cóż nie będzie odkryciem Ameryki fakt, że coraz częściej go doświadczam, ale to przede wszystkim wasza zasługa. Czytacie moje tekstu, komentujecie, lajkujecie i jakoś to się wszystko kręci. Idąc ścieżką pozytywnego myślenia chciałabym was wszystkich z tego miejsca serdecznie pozdrowić :)

Na koniec jeszcze wizualizacja skonstruowana na podstawie książki i filmu The Secret. Obejrzyjcie i dajcie znać, co sądzicie o książce.



Co Ty myślisz o książce "Sekret" Rhondy Byrne?

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Bloger zależny od wydawnictwa?

Jakiś czas temu trafiłam na bloga, który w zakładce Współpraca miał mniej więcej taką treść:

To jest blog niezależny. Proszę o nieprzysyłanie mi propozycji współpracy ani książek do zrecenzowania.
Za Chiny ludowe nie mogę przypomnieć sobie adresu tego bloga, gdyż zniesmaczona wyszłam z niego tak szybko, jak się tam pojawiłam. Spytacie dlaczego, już spieszę z wyjaśnieniem.

Masz niezależnego bloga?


"Blog niezależny" i "nieprzysyłanie ofert współpracy i książek" - jakby nie patrzeć na to zestawienie, autor jasno wyraził swoją opinię na temat współpracy blogerów z wydawnictwami, sugerując, że blogi, które współpracę zawierają, nie są niezależne. I tu mnie właśnie krew ciężka zalała i stwierdziłam: Dosyć, opuszczam to miejsce!

Współpracuje w wydawnictwami, owszem i otrzymuje od nich książki do recenzowania. Taki nasz układ, wszyscy blogerzy wiedzą, o co chodzi. Nie ważne, czy nam się książka podoba, czy nie - ważne, by było o niej głośno, a kto zrobi to lepiej niż książkowy bloger? My robimy coś dla wydawnictw i one robią coś dla nas. Recenzja za książkę, jasno i klarownie. To jest fenomen, bo książki są różne i nawet kiedy ja wyrażę się o jakiejś niepochlebnie, nie oznacza to, że komuś innemu się nie spodoba. Prostym przykładem jest 50 twarzy Greya. Masa ludzi pisze, że to chłam, a jednak czytelników znajduje ta książka, więc my, blogerzy nie jesteśmy wyrocznią w tej kwestii. Zapewniamy książce reklamę, a to, czy będzie ona poczytna, nie zależy od naszej recenzji, albo zależy w minimalnym stopniu.

Zawsze podejmując współpracę, komunikowałam jasno, że nie piszę recenzji pod publiczkę, wyrażę swoją opinię o książce tak, jak ona na to zasługuje w moich oczach i nie będzie sikania z zachwytu, jaka to ona nie jest wspaniała i cudna, podczas gdy w rzeczywistości okaże się gniotem. No way! Na to się nie godzę i wydawnictwa, z którymi współpracuje, znają moje zdanie. Nigdy nie wprowadzę w błąd swoich czytelników, byłoby to nie tylko oszukiwanie ich, ale samej siebie.

Nie każdy jednak wierzy, że tak właśnie recenzujemy. Dla niektórych jak widać bloger, który otrzymuje książki, nie jest niezależny. Jasna cholera, no gorzej chyba nie można było tego określić. Siedzi sobie taki bloger/blogerka i szczyci się tym, że ma blog niezależny. Ja też mam, mimo że z wydawnictwami współpracuje, a określanie innych mianem zależnych jest niesłychanie krzywdzące.

Nie wnikam w to, jak kto się z wydawnictwem dogadał, na jakich zasadach, terminach itd. Nie obchodzi mnie to, to prywatna sprawa, ale nadal nie zmniejsza to we mnie pogardy i złości na autora zamieszczonego u góry cytatu.

Drodzy blogerzy, czujecie się zależni od wydawnictw? Czujecie, że wasze blogi nie są do końca wasze, a opinie kreowane są pod wydawców książek, które otrzymujecie? Oni może i chcieliby pochlebnych opinii, ale żeby mówić o zależności w tym przypadku? Nie, to nie jest dobry tok rozumowania...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...