czwartek, 9 maja 2013

Księga magii i zaklęć Alan Abyss

Księga magii i zaklęć
Paranormalne moce pociągały ludzkość od zarania dziejów. Któż z nas, ludzi dzisiejszej Europy nie chciałby posiadać zdolności, dzięki którym mógłby kształtować swoje życie wedle własnego widzi mi się?

Księga magii i zaklęć - Alan Abyss
Wydawnictwo: KIRKE
Stron:187

Kiedy sięgałam po tą książkę kierowała mną głównie ciekawość, a że nie stronię od metafizycznej strony ludzkiej osobowości i wszelakich zagadek, Księga magii i zaklęć wydawała się być doskonała odskocznią od codzienności.

Patrząc na okładkę mam przemożne wrażenie, że wewnątrz odkryje coś niesamowitego, zakazanego, coś, czego ludzie poszukują od wieków. Może pewnych odpowiedzi, może ułatwień, ale przede wszystkim wiedzy dotyczącej czarów i wierzeń magicznych. Nie to, żebym próbowała zamienić napotkaną żabę w księcia, ale tak zwyczajnie z czystej ludzkiej ciekawości warto było moim zdaniem poznać to i owo.

Jak przełożyło się to w rzeczywistości? Już śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż książka zaczyna się standardowo, kilka słów dla początkujących i odpowiedzi na najważniejsze pytania. Kiedy już nasza ciekawość wydaje się być wystarczająco pobudzona, przechodzimy niczym błyskawica do podstaw rzucania zaklęć i uroków. Dowiadujemy się, że:
Przede wszystkim, na rytuał składa się wiele różnych elementów:
- kwadra Księżyca
- właściwe składniki i narzędzia oraz dobór rytuału
- stan psychiczny adepta
- doświadczenie
- moc osobista i wzbudzona energia
- wiara w magiczne działania i skutki rytuału
- wola Kosmosu
Takie to trochę mętne i dwuznaczne, no ale cóż, nie zrażamy się i idziemy dalej. Nie mija kilka stron i o cóż to? Zostajemy zapędzeni do rozdziału dotyczącego snom! Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ja, jako pasjonatka rozwoju osobistego identyfikuje zaprezentowane tu informacje z techniką LD, czyli świadomego śnienia. Myślę więc sobie: oj tam, taka powtórka z rozrywki, ale nie, gdyż kolejny witający mnie rozdział brzmi: Hipnoza i autohipnoza. Pokornie więc go czytam, nic nowego on do mojej wiedzy nie wnosi, ale myślę: oj tam, do dwóch razy sztuka. Jakież jest moje zdziwienie, gdy następne rozdziały dotyczą mantr, medytacji i podróży astralnych - wiem tylko ja sama :) Dalej więc pokornie utrwalam informację i zdaje się pytać: gdzie te cholerne zaklęcia?

Przewracam kartkę za kartką i nareszcie jest. Oto on, rozdział zatytułowany Przygotowanie magicznych przedmiotów. Nareszcie rozpoczyna się właściwa cześć książki a mówiąc właściwa mam na myśli taka, której wiedzy jeszcze do tej pory nie posiadałam. Alan Abyss pisze o czarnej magii, znaczeniu świec ognia i przesądach a kiedy wchłoniemy informacje podstawowe przechodzimy do spisu rytuałów. Do wyboru mamy zaklęcia miłosne, pieniężne, ochronne i odwracające. Słowem cały magiczny arsenał na kilkunastu stronach.

Wszystko wydaje się być ładnie i pięknie z tym, że nie widzę w nich żadnej magii oprócz możliwości działania efektu placebo, prawa przyciągania, czy zwyczajnej wizualizacji. Być może na tym właśnie magia polega, nie wiem, nie jestem czarownicom i jakoś nie zamierzam nią być. Szkoda tylko, że nastawiłam się na fenomenalne rytuały przy użyciu łapek nietoperza i krwi żmii, a dostałam inwokacje udekorowane kolorowymi świeczkami i drobnymi bibelotami. No cóż, może wymagałam zbyt wiele a moje pojęcie magii oparte było głównie na serialach typu Przygody Merlina. W każdym bądź razie Księgę magii i zaklęć potraktowałam mocno z przymrużeniem oka i a spodziewane czary puściłam w niepamięć.

Czytaliście tą książę a może sami próbowaliście kiedyś czarować?

Ocena końcowa w skali od 1 do 10:
Okładka: 10
Pomysł: 10
Wykonanie: 5

5 komentarzy:

  1. Ja kiedyś próbowałam trochę czarować, ale nic z tego nie wyszło :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie książki należy traktować z przymrużeniem oka. Nikt nie wyjawi przecież sekretu prawdziwej magii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie byłam ciekawa cóż za sekrety zawierać będzie ta publikacja :)

      Usuń
  3. No, a widzisz mi tutaj akurat zadziałało pewne zaklęcie.
    Użyłem przy tym cały arsenał, który był potrzebny, gdyż zazwyczaj tylko mruczę sobie pod nosem. W każdym bądź razie, może moja moc była zbyt słaba żeby zrobić coś "większego", ale deszcz przywołać i odwołać umiem :)
    Polecam i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią dotyczącą wpisu.