piątek, 17 maja 2013

Jak to było z książkami do matury?

Czas matur w pełni dlatego biorąc pod uwagę aktualne wydarzenia naszła mnie refleksja dotycząca "książek maturalnych". Jedni (tak jak ja) mają już maturę dawno za sobą, inni są w trakcie, a jeszcze innych dopiero będzie to czekać. Każdy maturzysta chce jednego: zdać z jak najlepszym wynikiem. Są tacy, którzy wnikliwie czytają każdą lekturę z kanonu i strona po stronie przyswajają zawarte w nich informacje, ale zdarzają się młodzi ludzie, którzy ratują maturalne tyłki streszczeniami albo mają nadzieję, że nawet nie czytając, jakoś im się upiecze :) Powspominajmy nasze maturalne książki, te, które lubiliśmy i te, które musieliśmy czytać z konieczności.

Ja nigdy lektur czytać nie lubiłam, przyznaje się bez bicia. Zawsze wolałam coś innego, mniej obowiązkowego. Mówiąc krótko, chciałam czytać to, co lubię, a nie to, co mi każą. Ot, taki niepokorny duch. Przyszedł jednak czas matury i trzeba było nadrobić zaległości. Wzięła się Kinga do czytania tego, co będzie niezbędne i pierwsze miłe zaskoczenie!

Zbrodnia i kara
Nie ma to, jak czytać książkę od początku do końca. Podczas pobieżnego przerabiania Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego, nawet nie zauważyłam, jaka ta książka jest ciekawa. Wiadomo, bryk nie da nam tego, co szczera lektura i teraz wiem, że nie zawsze dobrym wyjściem była droga na skróty. Zbrodnię i karę przeczytałam bardzo dokładnie, tak więc nawet 6 pytań egzaminatorów nie dało rady zagiąć mnie w jej temacie, a skrupulatność się opłaciła, gdyż jako jedyna ze szkoły zdobyłam 100% punktów.

Równie mocno przypadł mi go gustu Makbet, nie lubię takiego stylu, ale alegoryczność tej książki i jej uniwersalny przekaz trafiły do mnie i również ją dobrze wspominam. Pamiętam, że na pewien czas przed maturą moja klasa spekulowała, cóż za temat może pojawić się na pisemnym języku polskim. Koleżanka rzuciła hasło: Dawno nie było nic o wojnie, na pewno będzie jakaś książka o II wojnie światowej, ale ja wiedziona dziwnym przeczuciem oznajmiłam: Będą Chłopi Reymonta, na bank będą Chłopi. Jakież było moje zdziwienie, kiedy otwierając arkusz egzaminacyjny, zobaczyłam temat pracy pisemnej dotyczący Chłopów!

Chłopi
Chłopi Władysława Reymonta okazały się być najwspanialszą lekturą szkolną, jaką kiedykolwiek czytałam. Ta książka mnie zaczarowała. Pierwszy raz czułam, że czytam ją nie dlatego, że muszę, ale że chcę. Wspaniały świat wsi Lipce odmalowany w powieści przemawiał do mnie niczym żywy obraz najciekawszych wydarzeń. Żadna strona nie dłużyła się ani nie nudziła. Wszystko było idealne, postacie, akcja, dialogi. Po przeczytaniu żałowałam tylko jednego, faktu, że mamy tylko cztery pory roku :) Chętnie przedłużyłabym powieść o kolejne dwie.

Z książek, które w tym czasie nie przypadły mi do gustu były z pewnością Granica Nałkowskiej i Boska Komedia. To było coś ponad moje nerwy.

Jakie książki charakteryzują waszą maturę? Która z lektur była dla was obowiązkiem, a która przyjemnością? Ciekawi mnie, jakie książkowe wspomnienia posiadacie z tego czasu, a ci, którzy właśnie maturę pisali, jak sobie z nią poradzili?

3 komentarze:

  1. Czy ja jestem jedynym zboczeńcem, który lubi "Granicę" i "Nad Niemnem"? :D Kocham "Pana Tadeusza", chodzi o książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, ja za lekturami też nie przepadałam, bo nie lubię, jak mi się coś narzuca. Miło wspominam jednak "Zbrodnię i karę", "Chłopów" i "Przedwiośnie".

    OdpowiedzUsuń
  3. @Aleks Seb chyba nie jesteś jedna, która lubi te książki :)

    @Beatriz mnie "Przedwiośnie" jakoś nie porwało.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią dotyczącą wpisu.