wtorek, 26 marca 2013

50 twarzy Greya, czyli jak zbić kasę na seksie!

Nareszcie dobrnęłam do końca i Pięćdziesiąt twarzy Greya jest już za mną. Książkę czytałam kilka dobrych tygodni. Na wyrywki, nieregularnie i żadną siłą nie mogłam się zmusić, żeby po prostu zasiąść i przeczytać do końca. Pomocnym okazało się moje niedane postanowienie, mówiące, że jeśli jakąś książkę przeczytam w wyznaczonym przez siebie czasie, to choćby się waliło i paliło, muszę to zrobić.

50 twarzy Greya

Pięćdziesiąt twarzy Greya - E.L James (Ericka Leonard)
Wydawnictwo: Sonia Draga
Stron: 608

Pięćdziesiąt twarzy Greya wzbudza kontrowersje na całym świecie. Tysiące zauroczonych czytelników rozpisuje się o tym jaka ta książka nie jest cudowna, iskrząca seksem, nieprzewidywalna itd. Właśnie dzięki tym opiniom pokusiłam się na jej przeczytanie. Z jednej strony zawsze ciekawiły mnie światowe bestsellery ( tak jak miało to miejsce np. z Kodem Leonarda da Vinci), tylko, że wtedy nie byłam wychwalaną książką tak zawiedziona, jak ma to miejsce w przypadku 50 twarzy Greya. Owszem, muszę przyznać, że zapowiadała się bardzo ciekawie. Początek podobał mi się i nie zwracałam uwagi na niedociągnięcia. Do 7 rozdziału miałam nawet ochotę zamienić się miejscami z Anastasią. Ale tylko do 7 rozdziału...
Z momentem, w którym skończył się rozdział 6, magia tej książki całkowicie dla mnie prysnęła. Kiedy zdałam sobie sprawę o co tak na prawdę chodzi w tej historii, pomyślałam: Matko, jakie to przewidywalne! Jakie proste, prymitywne i średnio smaczne.Jak mało w tym polotu, pomysłu i warsztatu. Tylko ten krawat na okładce taki sugestywny. Kto czytał, ten wie o czym mowa.

Moim zdaniem jedynym mocnym fundamentem tej książki jest postać Christiana Greya, gdyby nie ten dziwaczny miliarder, całość posypałaby się w drobny mak. Jedynie on swoją osobowością spaja jakoś ten utwór i nadaje mu wyrazu. O Anastasii Steel nawet nie chce mi się myśleć. W sumie nie mam nawet jak, bo nie do końca wiem jak wygląda, jedyne, czego mogę być w niej pewna to głupota, dziecinna naiwność i "psychiczne rozmemłanie". To kobieta bez wyrazu, wiecznie rozbeczana i niepewna.

Po przeczytaniu 50 twarzy Greya wiem jedno: już nigdy w życiu nie chce słyszeć słów takich jak: wewnętrzna bogini (i na litość boską, nie ważne, czy moja, czy czyjaś), rozpadanie się na kawałeczki, podświadomość czy rumienienie. Jeśli ktoś wypowie przy mnie ten ciąg, Bóg mi świadkiem - zabije na miejscu. Dlaczego? Otóż Ericka Leonard moim zdaniem nie zdaje sobie sprawy, jaką denerwującą postać stworzyła. Ana jest bezbarwna, jej zasób słów ogranicza się do wymienionych powyżej, plus kilka innych, jakby niechcący włożonych jej w usta. Do szewskiej pasji doprowadzał mnie opis jej "pierwszego razu" i fali następujących po sobie gigantycznych orgazmów. Opis seksu w tej książce przedstawiony jest w sposób teatralny, całość jest przerysowana. Kilkaset stron ciągłego seksu, jest niczym wycieczka do króliczej klatki w okresie godowym jej mieszkańców.

Spodziewałam się niesamowitej, przyprawiającej o dreszcze historii z erotyką w tle, a dostałam badziewną historyjkę, która wydaje się być pisana na kolanie i nie czytana przed opublikowaniem. Ciągłe powtórzenia, denerwujące zachowanie Any, mechaniczny seks podczas którego dziewica odlatuje ponad niebiosa. Skoro autorce udało się stworzyć dosyć intrygującą postać, jaką jest Christian, dlaczego nie powtórzył tego w przypadku Any? Czy było to zamierzone postępowanie, czy też Ericka Leonard po prostu nie miała pomysłu na rolę kobiecą? Nie wiem, ale rozczarowałam się strasznie. Po niezmiernie nieznośnym "środku" powieści nadszedł czas na dość dobre zakończenie. W ostatnim rozdziale Ana w końcu zaczyna zachowywać się jak dysponująca mózgiem istota, ale sposób w jaki książka się kończy wręcz zmusza do przeczytania następnej części.

50 twarzy Greya jest częścią trylogii, w jej skład wchodzi jeszcze Ciemniejsza strona Greya i Nowe oblicze Greya. Zastanawiam się jak wyglądają dwie pozostałe części, jeśli przypominają pierwszą - szkoda mojego czasu. A co jeśli są lepsze, może ciekawsze, bardziej dojrzałe? Korci mnie, aby poznać kontynuację tej historii, zazwyczaj, kiedy książka jest w kilku częściach, staram się poznać całość i mam dziwne wrażenie, że tym razem też tak będzie. Być może przeczytam, ale zbyt wiele się po autorce nie spodziewam. Debiut był słaby, zbyt słaby jak na takie peany...

Ocena w skali od 1 do 10:
Okładka: 8
Fabuła: 1
Postacie: 8 (dotyczy Christina)
Pomysł: 3







niedziela, 24 marca 2013

Będę pisarzem Dorothea Brande

Będę pisarzem!
Dosłownie przed chwilą skończyłam czytanie e-booka Będę pisarzem! Lektura zajęła mi około dwóch godzin i mam przemożne wrażenie, że mogłam ten czas lepiej zagospodarować.

Będę pisarzem! - Dorothea Brande
Wydawnictwo: Złote myśli
Stron: 149

Recenzja będzie krótka, gdyż tak naprawdę podczas czytania wyżej wymienionej książki nie posiadłam jakiejś ogromnej wiedzy, ani nie doznałam zachwytu, tudzież innych przyjemnych wrażeń zmysłowo-estetycznych.

Okładka ładna, elegancka, a podpis: Obowiązkowa lektura pisarzy krytyków, redaktorów na całym świecie - zaciekawia i obiecuje moim zdaniem jakąś korzyść z przeczytania. Ja natomiast tej korzyści nie dostrzegłam. Początek niezmiernie mnie znudził. Autorka, która z pewnością jest wspaniałym pisarzem, w tą pozycję nie tchnęła jednak swego autorskiego ducha. Czyta się ciężko, przynajmniej ja mam takie odczucia i wiążę ten fakt przede wszystkim z długimi zdaniami, jakie odnajdujemy w utworze. Według mnie są zbyt długie, aby można było swobodnie, bez zmęczenia czytać tekst.

Drugą, zasadniczą sprawą jest fakt, że oprócz ciekawych technik pisania zaraz po przebudzeniu oraz o ustalonej przez siebie godzinie, nie odnalazłam w książce żadnych technik, które zachęciłyby mnie lub zainteresowały. Mimo, iż autorka na początku książki podkreśla, że będzie ona składała się z ćwiczeń, ja na chwilę obecną, mogę sobie przypomnieć zaledwie trzy, no może cztery, a zapewniam, że czytałam ze zrozumieniem. Według mnie pozycja Będę pisarzem! to lanie wody i mówienie o rzeczach oczywistych lub takich, na które właściwie nie mamy wpływu. Jedynym ciekawym aspektem był fakt, że autorka wielokrotnie odnosi się do zasad psychologicznych i wplata w pracę pisarza aspekt świadomości i podświadomości. Jako osobie interesującej się tą tematyką, miło mi było dostrzec to w książce Będę pisarzem!

Jako, że ostatnio zabrałam się ostro za swój pisarski warsztat, obrałam za punt honoru zaznajomienie się z pozycjami polecanymi młodym pisarzom, ale książka, której dotyczy dzisiejsza recenzja, w ogóle do mnie przemawia. Nie poczułam identyfikacji z autorką, nie podoba mi się jej podejście do pisania, jest takie wymuszone, mało naturalne. Denerwuje mnie konstrukcja zdań i ogólna prezentacja tekstu i mówię to ja - kompletna amatorka :)

Podsumowując. Być może są osoby, którym ta książka przypadnie go gustu, być może niektórzy skorzystają z treści w niej zawartej, ale ja dziękuje, to nie było to, czego szukałam. Jeśli jednak ktoś z was byłby zainteresowany tą pozycją, można znaleźć ją tutaj Będę pisarzem Dorothea Brande

Ocena końcowa od 1 do 10:
Okładka: 10
Pomysł: 8
Realizacja: 3

piątek, 15 marca 2013

Nagrody książkowe, czyli ja to mam szczęście :)

Ostatnio bardzo polubiłam się z serwisem LubimyCzytać.pl i wzięłam udział w kilku z ich konkursów. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że za pierwszym podejściem udało mi się wygrać fantastyczną książkę. Wiadomo, emocje rywalizacji i staranie, aby nasza odpowiedź była jedną z wyjątkowych dodatkowo dodaje motywacji do udziału w takich konkursach. Fart chciał, że wygrałam książki, które bardzo chciałam przeczytać i na które już od jakiegoś czasu polowałam. Oto one:

W ofierze molochowi
W ofierze molochowi - Asa Larsson
Wydawnictwo: Literackie
Stron: 395

Opis z okładki:
Na dalekiej północy Szwecji, w Kirunie, zostaje znaleziona we własnym domu martwa kobieta. Na jej ciele widnieją tajemnicze ślady nakłuć. Świadkiem morderstwa mógł być siedmioletni wnuk zamordowanej, Marcus, odnaleziony w pobliskim lesie. Zszokowany nie potrafił jednak wyjaśnić co się stało.

Okazuje się, że nad chłopcem ciąży przeraźliwe fatum. Porzuciła go matka, a wszyscy jego krewni nie żyją. W niejasnych okolicznościach, pradziadek został rozszarpany przez niedźwiedzia, a ojciec -  śmiertelnie potrącony przez nieznanego kierowcę.

Zapowiada się ciekawie, tym bardziej, że książka opatrzona jest napisem: Najlepszy szwedzki kryminał 2012. Oficjalna nagroda Szwedzkiej Akademii Kryminału.

Gwiazd naszych wina
 Kolejną pozycją jest Gwiazd naszych wina - najlepsza książka 2012 roku według "Time", "The New York Times", i "Wall Street Journal".

Gwiazd naszych wina - John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 312

Opis z okładki:
Hazel ma szesnaście lat, a jednym  z nieodłącznych elementów jej życia jest aparat tlenowy o imieniu Philip. Odkąd trzy lata temu zachorowała na raka, nie chodzi do szkoły, spędzając dni głównie na czytaniu i oglądaniu "American's Next Top Model". Jednak gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje Augusta, w jej życiu następuje zwrot o 180 stopni. Czeka ją podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie pozostawić na świecie.

Każdy zachód słońca jest inny
 Ostatnią książkową wygraną jest e-book Każdy zachód słońca jest inny.

Każdy zachód słońca jest inny - Adrian Adamczyk
Wydawnictwo: iSource.S.A.
Stron: 169

Opis promujący:
Późnymi popołudniami wychodziliśmy na plażę. Siadaliśmy nad brzegiem morza i brodziliśmy bosymi stopami w mokrym piasku. Wokół nas nie było nikogo. Czekaliśmy zawsze do zachodu słońca, co dzień innego zachodu słońca, gdyż każdy zachód słońca jest inny. Spektakl ten stał się dla nas pewnego rodzaju smutnym rytuałem. Obserwując w skupieniu zapadającą się za horyzont czerwono-złotą tarczę, która roztaczała na sporej części nieba falistą poświatę, uświadamialiśmy sobie, że nieubłagany czas odebrał nam właśnie kolejny dzień. I choć wiedzieliśmy, że jutro znowu na niebie pojawi się to samo słońce, to nie mogliśmy być pewni, że zaświeci ono dla nas.

Zapraszam do udziału w konkursach LubimyCzytać.pl, jak widać, można wygrać bardzo ciekawe pozycje książkowe, ale ceną jest popisanie się inwencją i wyobraźnią w odpowiedzi na konkursowe pytania.

piątek, 8 marca 2013

Przyciągnij miłość Agnieszka Przybysz

Przyciągnij miłość
Po wcześniejszym pobieżnym zaznajomieniu się z coachingiem Agnieszki Przybysz, postanowiłam przeczytać jej książkę Przyciągnij miłość. Prawo Przyciągania nie jest mi obce, więc ciekawą perspektywą wydawało się być poznanie sposobu na przyciąganie miłości według pani Agnieszki.

Przyciągnij miłość - Agnieszka Przybysz
Wydawnictwo: Nowa proza
Stron: 289

Książka Przyciągnij miłość wydana jest w sposób elegancki i ułatwiający zachowanie publikacji w dobrym stanie przez dłuższy czas. Zielona, twarda okładka skryta jest w obwolucie z czerwonym sercem, które bardzo sugestywnie wspomaga podpis: Odkryj tajniki miłości i wspaniałych relacji. Książka rozpoczyna się wierszem autorstwa Agnieszki Przybysz, który do złudzenia przypomina Hymn o miłości. Dalej przechodzimy do pochwalnych peanów pisanych przez klientów pani Agnieszki. Czytamy krótkie historyjki utwierdzające nas w przekonaniu, że coaching pani Przybysz jest czymś najlepszym, co spotkało ich w życiu i całym sercem polecają jej usługi.

W rozdziale pierwszym poznajemy historię miłości samej autorki, jej nieudany związek z Bratnią Duszą i poszukiwanie kolejnej, takiej, która da jej szczęście i poświęci wystarczającą ilość uwagi, zamiast tylko oczekiwać, że sam je otrzyma. Historia jest trudna i wzruszająca, ale przedstawia też autorkę jako silną, zdecydowaną i wiedzącą czego chce w życiu kobietę, która postanawia zawalczyć o swoje szczęście.

Początek każdego nowego rozdziału poprzedzony adekwatnym do jego treści cytatem, a koniec rozdziału trochę denerwująco odsyła nas ciągle na stronę internetową z materiałami uzupełniającymi, które możemy pobrać gratis po zakupieniu książki. Być może jest to korzystny dla autorki zabieg, ale ja, jako czytelnik chciałabym całą wiedzę uzyskać w treści książki (wszak po to ją czytałam).

Przyciągnij miłość jest idealną pozycją dla tych, którym tematyka rozwoju osobistego i Prawa Przyciągania nie jest jeszcze dobrze znana, lub jest znana w stopniu podstawowym. Na mnie, jako na weterance tego typu poradników, nie zrobiła jakiegoś ogromnego wrażenia, gdyż większość technik i informacji zawartych w publikacji już znam. Książka stała się więc swego rodzaju przypomnieniem praw, które rządzą naszym życiem i dzięki którym możemy dokonywać w nim pozytywnych zmian. Dowiadujemy się w jaki sposób poprawić swoje relacje z partnerem, przyciągnąć nowego, takiego, jakiego sobie wymarzymy. Na tym jednak autorka nie poprzestaje, dodatkowo poznajemy techniki pozwalające poprawić nam kontakt z dziećmi, bądź szefem w pracy. Jak wiadomo, wszystkie związki międzyludzkie rządzą się tymi samymi lub podobnymi prawami, a poznanie ich pozwala nam osiągać na tym polu bardziej zadowalające rezultaty.

Obwoluta i okładka książki

Moim skromnym zdaniem jedyną wadą książki jest zbyt duży nacisk na promowanie swojej działalności i innych swoich publikacji. Efekt ten można było równie dobrze osiągnąć dzięki jednej lub dwóch stronach prezentujących osiągnięcia i opinie klientów, a tak mam wrażenie, że książka czasami krzyczy; wejdź na moją stronę i umów się na coaching.

Konkludując, Przyciągnij miłość polecam czytelnikom, którzy zaczynają swoją przygodę z umysłem i jego mocami, natomiast tym, którzy temat znają przeczytanie książki może przydać się wyłącznie w taki sposób, w jaki przydało się mnie, czyli w ramach powtórzenia materiału.

Za egzemplarz recenzencki dziękuje wydawnictwu:


Ocena końcowa w skali od 1 do 10: 
Okładka: 9
Pomysł: 8
Przydatność: 8

niedziela, 3 marca 2013

Książkowa blogosfera

Kiedy zakładałam swojego bloga nie miałam pojęcia jak rozbudowana i wartościowa jest polska blogosfera książkowa. Z jednej strony wszędzie słyszy się, że nie czytamy książek, że czytamy za mało, nieudolnie i w ogóle z naszym czytelnictwem jest bardzo źle, bo ludzie zamienili literaturę na kult Facebooka.

Czytelnictwo
Z drugiej jednak strony trafiamy na miejsca takie jak Pisany inaczej, Książki wino i ja, Wiecznie zaczytana, czy też Przeczytałam książkę i okazuje się, że w sieci jest mnóstwo miejsc poświęconych właśnie książkom i czytelnictwu. I co najważniejsze są to ciekawe, inspirujące miejsca, a ich twórcy wkładają wiele pracy i swojego cennego czasu i ich rozwój i udoskonalanie.

Książkowa blogosfera nie jest miejscem, w którym książkowe mole niczym ten z obrazka zakopują się pod stertami książek i odcinają od realnego świata. To miejsce niezwykle żywe i emanujące twórczą energią. Na pierwszy plan wysuwa się sam styl pisania. Blogi czytelników pisane są językiem takim, jaki chciałabym spotykać na co dzień. Przejrzyście, poprawnie i ciekawie skonstruowane recenzje to wynik ciągłego czytania, wiadomo, uczymy się poprzez naśladownictwo. Im więcej czytamy, tym lepiej jesteśmy w stanie pisać i analogicznie im lepiej piszemy, tym wartościowsze stają się nasze opinie.

Książkowi blogerzy są świetną wyrocznią, jeśli chodzi o autentyczną wartość danej książki. Wiadomo, że wydawca zawsze pochlebnie oceni swój produkt, księgarnia wyda równie "poprawną politycznie" opinię w końcu chce sprzedawać, a co za tym idzie zarabiać. Tymczasem bloger, prawdziwy czytelnik który dany utwór przerobił i przetrawił porównując go z innymi jest rzetelnym źródłem opiniotwórczym. On (czy też ona), wie jak rzeczywiście wypadła dana książka, jakie są jej plusy i minusy, co było dobre, co można byłoby poprawić. W Polskiej blogosferze książkowej tkwi potencjał, który dostrzegają wydawcy. Wszak internet jest miejscem, gdzie można znaleźć wszystko i żadna, nawet najbardziej kosztowna promocja nie da tyle, co pochlebne opinie najbardziej kompetentnych w tym osób, czyli samych czytelników. Z tym, że muszą oni wydać swoją opinię na światło dzienne np. w postaci wpisu na blogu.

O ilu ciekawych książkach być może nigdy bym nie usłyszała, gdyby nie książkowe blogi. Ilu ciekawych znajomości nie dane byłoby mi nigdy nawiązać, gdyby nie zainteresowanie tym, co tam sobie ludzie skrobią w ramach swojego kawałka miejsca w sieci. Blogi książkowe są potrzebne, są wspaniałe i nie mówię tego tylko dlatego, że sama takiego bloga prowadzę, mówię to głównie przez pryzmat czytelnika, jakim przecież sama jestem. Jak miło robi się na sercu, gdy pojawiają się nowe artykuły, nowe opinie, gdy widać, że książkowy świat wrze, jest żywy i gotowy, aby pokazać swoje istnienie światu.

Okazuje się, że jest nas, fanów książek jest tak wielu. Każdy z nas ma własne podejście, odrębne upodobania i różne opinie. Ta różnorodność nadaje blogosferze niepowtarzalnego wyglądu i autentyczności. Okazuje się, że tak wiele osób potrafi świetnie pisać o książkach i dzielić się z nami takimi informacjami, jakich właśnie poszukujemy. Tu nie ma cukru i lukru, tu jest prawdziwość, pasja i zaangażowanie. Tu zaczyna się inny świat, w którym wszystko jest możliwe, w którym jedna historia miesza się z drugą, dając niesamowity literacki epos.

Życzę sobie i wszystkim zaangażowanym w popularyzacje książek samych ciekawych historii, mnóstwa weny i duuuużo wolnego czasu, niech powstają nowe artykuły, nowe blogi, coraz to ciekawsze strony. Niech blogosfera wrze i pracuje - ku chwale ojczyzny :)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...