piątek, 1 lutego 2013

W jego dłoniach Marthe Blau - recenzja

W jego dłoniach
Powieść Marthe Blau "W jego dłoniach", była pierwszą tego typu książką, jaką miałam przyjemność przeczytać. Długo zbierałam się do napisania tej recenzji, ale w końcu postanowiłam, że to zrobię.

Książka "W jego dłoniach" dała mi zupełnie inny pogląd na literaturę erotyczna, niż ten, który żywiłam do tej pory. Kiedy sięgałam po tą książkę oczekiwałam delikatnych, zmysłowych opisów przeżyć wewnętrznych dwojga kochanków, być może opis miłości niespełnionej, zaborczej lub  okrutnej, dlatego tym większe było moje zdziwienie już po przeczytaniu kilku pierwszych stron.

Marthe Blau stworzyła powieść erotyczną, mocno perwersyjną i opisującą sadomasochistyczne uzależnienie kobiety od mężczyzny. Czy pomysł był dobry? Trudno ocenić, tym bardziej, że nie mam porównania z innymi tego typu dziełami, jednakże postaram się skupić na odczuciach, jakie mam po przeczytaniu tego właśnie utworu. Być może moje ocena zostanie zachwiana oceną moralną i podejściem do pewnych tematów, ale z pewnością zrównoważy to brak porównania do innych książek.

Do rzeczy. Powieść jest objętościowo niewielka, czyta się ją stosunkowo szybko (stosunkowo to tutaj bardzo dobre określenie). Okładka daje nam jasno do zrozumienia, że "jego" dłonie to nic ciekawego, wszak dziewczyna na zdjęciu nie wydaje się skakać ze szczęścia, więc z góry można założyć, że przydarzy się jej krzywda. I tak się dzieje, tylko, że krzywd których doznaje sama się wręcz doprasza. Główna bohaterka wikła się w związek z nieczułym, niebezpiecznym, ale bardzo podniecającym ją mężczyzną. Kładzie na szali całą swoją karierę, dobre imię i jest zdolna zrezygnować z rodziny, po to, aby być z nim. Naiwnie wierzy, że otrzyma z jego strony miłość, podczas gdy on traktuje ją wyłącznie jako seksualną zabawkę.

Akcja książki toczy się we współczesnym Paryżu, pokazuje jego nocne upiorne oblicze i praktyki, którym oddają się bogaci paryżanie. Bohaterka opisuje wszystko w czasie teraźniejszym, obnaża swoje pragnienia, tęsknoty i pokazuje czytelnikowi swój upadek moralny w całej jego krasie. Uczucie, które żywi ona do brutalnego mężczyzny całkowicie nią zawładnie, strącając na sam dół poniżenia i goryczy. Początkowo powieść utrzymana jest w nieco spokojniejszym stylu, oto fragment:

Nic nie mówię. Siedzę w milczeniu i obserwuję Jego dłonie. Przyglądam im się uważnie i wiem, że moje ciało na nie czeka. Delektuję się tym oczekiwaniem. I znów Jego szare spojrzenie. Wyciąga rękę w stronę mojego karku. Przez chwilę wydaje mi się, że weźmie mnie w ramiona. Nie, palcem wskazującym dotyka mojej skóry, wodzi po szyi, muska jedwabną tkaninę okrywającą mi piersi. Palec przesuwa się po linii biodra, schodzi w dół i bardzo wolno unosi materiał, odsłaniając czerń pończoch i biel ud. Serce bije mi jak szalone. Oddycham głęboko, ponieważ nagle brakuje mi powietrza. Spuszczam wzrok. Wsłuchuję się w ciszę. Bo wokół nas zapadła uciążliwa wszechogarniająca cisza jak na pustyni, gdzie nie ma żywego ducha. Powoli zapominam, że jestem człowiekiem. Staję się ciałem zdanym na łaskę obłąkanego demona. Porwał mnie i pędzimy na jego szalonym rumaku.
 Dalej jednak sytuacja przestaje wyglądać na niewinną:
Skup się na tym, co będę ci robił. Doprowadzę cię do szaleństwa. Nie będziesz się już mogła bez tego obejść. Będziesz czekać na mój telefon, będziesz mnie błagać, żebym się z tobą spotkał, a gdy cię wezwę, przyjdziesz natychmiast i zrobisz wszystko, co ci każę. Będziesz czekać na moje wezwanie. To ci się spodoba... Zresztą będzie ci mnie brakowało. Żeby doznać rozkoszy, będziesz musiała o mnie pomyśleć. No i o tym, co się za chwilę stanie.
Marthe Blau zbudowała niezwykle przemawiający do wyobraźni obraz uzależnienia i zgubnej miłości. Co prawda niektóre opisy powodują odruch wymiotny, ale w tym tkwi właśnie sekret tej książki, w ukazaniu zatracenia i upadku, obnażeniu bezmyślnej miłości, która skupia się tylko i wyłącznie na doznaniach zmysłowych. Autorka pokazuje kobietę, która nie może obejść się bez bólu i bez osoby, która ten ból zadaje. Książka wręcz krzyczy do nas: ciesz się, że to nie Ty! Mimo swej bezwzględności w opisach, uważam ją za wartościową i przemawiającą do wyobraźni. Happy Endu oczywiście w niej nie ma, ale i tak warto przeczytać.

Marthe Blau - W jego dłoniach
Wydawnictwo: Albatros
Stron: 224

Ocena w skali od 1 do 10:
Okładka: 5
Fabuła: 7
Postacie: 9
Pomysł: 6

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa recenzja :) Książkę mam na oku od jakiegoś czasu ale zobowiązania nie dają mi okazji aby przyjrzeć jej się bliżej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest długa, więc z pewnością znajdziesz kiedyś czas. Czyta się szybko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam ją już jakiś czas temu i muszę przyznać, że jest to mocna książka. Nie mogę powiedzieć też, żeby mi się ona nie podobała, jednak po jej przeczytaniu miałam dużo mieszanych odczuć...

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę przeczytałam dawno temu. Przeraziła mnie ogromem emocji. Nie rozumiałam jak można aż tak mocno się uzależnić od drugiej osoby i zmysłów...
    Zrozumiałam ją, kiedy zaangażowałam się w układ uległa - Dominujący...
    Jest prawdziwa. Osoby z klimatu BDSM to wiedzą i potwierdzą.

    OdpowiedzUsuń
  5. W ciągu paru lat....podchodziłam do tej książki cztery razy.....nie mogąc przez nią przebrnąć...Zrozumiałam, że inaczej postrzegam ten świat. Ale dziękuję za recenzje. Pomoże mi ona po raz piąty do niej podejść...ale tym razem jako wartościową i przemawiającą do wyobraźni pozycję literacką.

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka jest dobrze przełożona na polski, pisana ładnym językiem i dobrze dobranymi zdaniami. Główną bohaterkę uważam za kretynkę, która świetnie podpada pod znane sarmackie przysłowie "Jak się baby nie bije, to."....itd. Jej kontrpartner wykazuje strasznie mało wyobraźni, 90% jego pomysłów można obejrzeć na nocnym paśmie Tele5. (Może oglądał?)
    Ale jest jedna bardzo pomysłowa scena w środku książki i jedna, nieco słabsza- pod koniec. Jaka? Oczywiście nie powiem.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią dotyczącą wpisu.