piątek, 11 stycznia 2013

Ręka mistrza Stephen King - recenzja

Ręka mistrza - Stephen King
Nigdy nie pałałam jakimś wielkim uwielbieniem do twórczości Stephena Kinga, ale kiedy zobaczyłam pozycję Ręka mistrza pomyślałam, że się skuszę. Gruba książka w ładnej i jednocześnie eleganckiej oprawce oraz opinie mówiące, że najnowsze dzieło Stephena Kinga wprawia w osłupienie i jeży włos na głowie zadecydowały o chęci przeczytania .

Ręka mistrza wydana w 2009 roku przez wydawnictwo Prószyński i S-k, 628 stron które miały mnie zachwycić, zwalić z nóg i wywołać trwałą bezsenność nie spełniły swojego zadania.

Na początku utworu poznajemy właściciela firmy budowlanej  Edgara Freemantle, który ulega poważnemu wypadkowi na skutek którego traci prawą rękę i pamięć swoich niekontrolowanych wybuchów gniewu. Edgar po wyjściu ze szpitala wynajmuje dom (Wielki Koral) na wyspie Duma Key i rozpoczyna swoje codzienne wędrówki brzegiem morza nad Zatoką Meksykańską. Na jednej z tych wypraw poznaje Wiremana, człowieka który opiekuje się Elizabeth Eastlake - właścicielką większej części wyspy Duma Key. Od początku swojego pobytu na wyspie główny bohater odczuwa przemożną potrzebę rysowania. Z początku są to tylko szkice, ale z biegiem czasu twórczość Edgara przeradza się w coś znacznie głębszego.

Powieść jest niezwykle barwna, przepełniona opisami wyglądu ludzkich zwłok, przekleństwami i rosnącym napięciem. Główny bohater czuje na sobie piętno i konieczność wypełnienia powierzonego mu losu. Z godnym pochwały zaparciem odkrywa kolejne tajemnice wyspy i kontynuuje swoją artystyczną przygodę. Stephen King okrzyknięty już dawno królem horrorów, wie jak budować napięcie, jak zmuszać czytelnika do myślenia i napiętego oczekiwania na rozwój sytuacji. Braku kunsztu z pewnością nie można mu zarzucić, ale od Ręki mistrza oczekiwałam czegoś więcej.

Ogromna część książki jest tak na prawdę pozbawiona tego, na co czekałam - grozy i akcji. Dopiero końcówka utworu nabiera tempa i wtedy zapominamy o wielokrotnych wędrówkach Edgara brzegiem morza, na rzecz zatracenia się w tajemnicach Persefony. Moim zdaniem horror ten skierowany jest do czytelników cierpliwych, takich, którzy będą w stanie czytać 300 stron nudnych relacji, po to, by następna 300 wciągnęło ich i zatrzymało aż do końca. Czytając Rękę mistrza odruchowo porównywałam ją do innego podobnie zbudowanego horroru, Ruin Scootta Smitha. Ta książka również ciągnie się w nieskończoność, ale zakończenie Ręki mistrza jest nieporównywalnie lepsze.

Być może moja ocena nie byłaby tak surowa gdybym nigdy nie czytała horrorów Grahama Mastertona, a że przeczytałam ich dziesiątki, on zawsze pozostanie dla mnie niekwestionowanym mistrzem tego gatunku. Niemniej jednak chętnie obejrzę ekranizację tej powieści, zawsze, kiedy oglądam filmową wersję książki dochodzę do wniosku, że to, co czytałam było świetne. Powód? Obrazy, nawet najlepszego reżysera nigdy nie oddadzą napięcia i zaangażowania jakie czytelnik przeżywa pochylając się nad tekstem.

Ręka mistrza - Stephen King
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka
Stron: 628

Ocena końcowa w skali od 1 do 10:
Okładka:  10
Fabuła: 7
Postacie: 8
Pomysł: 7



1 komentarz:

  1. A mi ta książka się podoba, chociaż lepsze było Lśnienie czy Worek kości. Nowe książki Kinga są coraz słabsze i dłuższe.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią dotyczącą wpisu.